Nie mogłam tego ciągnąc w nieskończoność. Nie taka była umowa.

 Od jakiegoś czasu przestałam spłacać kredyt za samochód mojego syna. Oczywiście, teraz jestem tą „złą matką”, która zupełnie nie wspiera własnego dziecka, ale fakt, że przez prawie półtora roku to ja ponosiłam wszystkie koszty, został zapomniany. Umawialiśmy się inaczej, a wyszło na to, że korzystałam z tego samochodu zaledwie kilka razy.

Mój dwudziestotrzyletni syn przekonał mnie do zakupu auta. Ale nie jakiegoś starego grata, tylko trochę lepszego, który nie będzie sprawiał problemów, lecz ani ja, ani syn nie posiadaliśmy tylu pieniędzy. Jedynym wyjściem był kredyt. Mój syn bardzo chciał mieć samochód, ale bał się odpowiedzialności, jaką niesie za sobą kredyt. Dopiero niedawno rozpoczął swoją pierwszą pracę i nie był pewien swojej sytuacji. Zapytał mnie, czy jeśli będzie miał problemy finansowe, to u pomogę. Zgodziłam się i obiecałam pomóc.  A w rezultacie to ja płaciłam, aż do pewnego momentu.

Kiedyś również chciałam zdać prawo jazdy, ale zdałam sobie sprawę, że to dla mnie za trudne. Wymaga to spokoju, szybkiej reakcji, uwagi, a ja to typowa baba za kierownicą. Dlatego nie mam własnego transportu, choć oczywiście bym chciała

Dla syna samochód był wielkim i długo wyczekiwanym marzeniem. Jako samotna matka, nie mogłam sobie na to pozwolić. Ale syn znalazł pracę, zarobił na prawo jazdy i zaczął mnie namawiać, abyśmy kupili samochód. Opowiadał o wygodach związanych z posiadaniem własnego transportu: o możliwościach podróżowania do pracy, odwiedzin u bliskich, wyjazdu na wakacje. Obiecał, że samochód znacznie ułatwi nasze życie. Tak, obiecał mi wiele, aż za wiele.

Nie potrzebował wiele czasu, aby mnie przekonać. „Poradzimy sobie z kredytem, to nie jest problem,” zapewniałam. Jednak zastrzegłam, że w razie potrzeby liczę na jego pomoc – w końcu się na to umówiliśmy. Zgodził się na wszystko, obiecując, że zabierze mnie wszędzie, gdzie będę chciała. Byłam zadowolona z tej perspektywy, nie zdając sobie sprawy, że później będę zmuszona prosić go o każdą przysługę. Skąd mogłam wiedzieć, że jego obietnice były tylko pustymi słowami?

Zakupiliśmy samochód i syn był szczęśliwy, obiecując jeszcze więcej. Jednak, kiedy potrzebowałam samochodu do codziennych spraw, jak wizyta na targu czy podróż do krewnych, zdałam sobie sprawę, że syn traktuje te obietnice bardzo swobodnie. Cztery dni musiałam go prosić, żeby zawiózł mnie na targ. Chociaż samochód miał ułatwić nam życie, w praktyce, ja ciągle ponosiłam koszty jego utrzymania, nie korzystając z niego prawie wcale.

Raz nawet bez proszenia odwiedziliśmy rodzinę, choć wydawało mi się, że to raczej nie zwykłe odwiedziny, tylko chęć pochwalenia się. Pokazał swój nabytek kuzynom i na tym się właściwie skończyło, przynajmniej dla mnie.

Nagle musiałam pilnie pojechać do szpitala, na dworze zima, zimno, gołoledź. Oczywiście chciałabym dojechać bezpiecznie. Jednak mój syn znalazł mnóstwo argumentów przeciwko – korki, straszny lód, itp. Przestraszyłam się, nie chciałabym, żeby coś złego się wydarzyło. Ostatecznie pojechałam autobusem. A co najciekawsze, wkrótce potem przejechał obok mnie z dziewczyną w środku.

To było bardzo przykre, ale pomyślałam – młodość, chciał dziewczynę przewieźć. Ale nie zapomniałam o tym

Była jeszcze taka sytuacja – wiosną trzeba było jechać sadzić ogród. Tutaj w ogóle trudno dotrzeć, błoto, babki w autobusach pchają się z grabiami, łopatami i innymi narzędziami. Więc dzwonię do syna, mówiąc, że już się zbieram, ale nic z tego. Prosiłam, pamiętam, jeszcze długo po tym, przez parę dni na pewno, ale tak i tak nie było żadnego wyniku. Zawsze znajdowały się wymówki.

Raz może coś wypaść – drugi raz, ale ile jeszcze można. Prosić dniem i nocą o przejazd to już naprawdę za dużo. Oczywiście, jeżdżenie w moich sprawach nie jest tak interesujące, jak wożenie koleżanek czy przyjaciół, ale to ja płacę za ten samochód.

Próby wykorzystania samochodu do ważnych sprawach, jak nagła wizyta w szpitalu czy wyjazd na działkę, kończyły się na wymówkach syna. Jego obietnice okazały się być niewiele warte. Rozczarowałam się, zdając sobie sprawę, że umowa, którą zawarliśmy, działa wyłącznie na jego korzyść.

Nie zapłaciłam jednego miesiąca, syn zaczął do mnie dzwonić, pytać, dlaczego tak się stało. Poskarżyłam się na tymczasowe trudności. Poprosiłam, by tym razem sam zapłacił. Nie był zadowolony, ale widać, jakoś sobie poradził.

Nie zapłaciłam i w następnym miesiącu, tutaj syn stał się jeszcze bardziej niezadowolony.

– Tak wyszło, nie przewidziałam tego. Zapłać tym razem sam, a ja potem na pewno zwrócę.

– Ale jak to?! Przecież obiecałaś! To dla mnie zbyt kosztowne, przy moich zarobkach nie zostanie mi nic, nie ma mowy o jakichkolwiek rozrywkach. Nie dam rady spłacić kredytu przez tak długi okres.

– A ty mi też mówiłeś, że zawieziesz mnie, gdzie będę potrzebowała, a jak tylko poproszę – od razu wymyślasz wymówki. Wychodzi na to, że obydwoje się oszukiwaliśmy?

Mi, w zasadzie, wszystko jedno, co on dalej zrobi z samochodem. Tylko jedno stało się dla mnie absolutnie jasne: nie mogę już dalej ufać synowi.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *