Syn wyjechał do pracy zagranicę, a mi „w nagrodę” zostawił leniwą ciężarną żonę

Wiedziałam, że młodzież dzisiaj nie ma głowy do życia, ale nie sądziłam, że mój syn i synowa też tacy będą.

Sprawa wygląda tak, że już od kilku miesięcy mój syn, Kamil, jest za granica. Tuż przed wyjazdem przyprowadził do mnie do mieszkania swoją młodą ciężarną żonę. Młodzi obiecali, że to tylko na chwilę, a jak tylko Kamil dostanie pierwszą wypłatę, synowa od razu się wyprowadzi. Ale nie dotrzymali słowa.

Kamil i Ewa pobrali się jeszcze na studiach. Początkowo mieszkali razem w akademiku. Po studiach Kamil znalazł pracę i wynajął kawalerkę, ale Ewa nie mogła znaleźć pracy, która by jej odpowiadała. Ona jako ekonomistka, nie chciała pracować jako sprzedawca czy kelnerka.

Młodym zawsze brakowało pieniędzy i romantyzm szybko zaczął gasnąć, a zaczęły się kłótnie. Radziłam synowi, aby przekonał synową do podjęcia jakiejkolwiek pracy, by dołożyła parę groszy do ich budżetu – gdy na podstawowe produkty brakuje pieniędzy, nie ma miejsca na dumę.

 Ale albo syn nie próbował namawiać Ewy, albo ona była bardzo uparta, bo do pracy tak i nie poszła.

Wtedy firma, w której pracował Kamil, ogłosiła upadłość i zamknęła się. Nawet ostatniej pensji nikomu nie wypłacili. Następnego dnia po tej wiadomości Kamil z Ewą stali z walizkami na progu mojego mieszkania.

– Mamo, wpuścisz nas na kilka miesięcy? – zapytał syn.

– Oczywiście, dokąd indziej pójdziecie? – odpowiedziałam.

Szczerze mówiąc, przyzwyczajenie się do nowej sytuacji nie było dla mnie łatwe. Męża pochowałam 7 lat temu. Od tego czasu nikogo nie przyprowadzałam do swojego mieszkania. Syn wyprowadził się ode mnie jeszcze będąc w technikum. Ogólnie przywykłam do samotnego życia.

Zawsze miałam czysto, cicho i spokojnie. A tu nagle młodzi zaczęli się kłócić o byle co, zrobili bałagan zarówno w swoim pokoju, jak i w kuchni, i łazience. Gdziekolwiek stanęła stopa Ewy lub Kamila, wszędzie robiło się brudno. Postanowiłam, że wytrzymam te kilka miesięcy, a potem, gdy młodzi się wyprowadzą, zrobię generalne porządki.

Ale minął miesiąc, drugi, trzeci, a wyjeżdżać z mojego mieszkania nikt się nie szykował. Postanowiłam porozmawiać z synem na ten temat:

– Synku, mówiłeś, że dostałeś dobrą ofertę pracy. Może już czas poszukać mieszkania?

– Tak, mamo, dostałem ofertę, niedługo rozpocznę pracę, podpisałem już umowę, ale wiesz, coś się zmieniło, – mówił syn, przestępując z nogi na nogę.

– Co się stało?

– Ewa jest w ciąży.

– Co?!

Nie wytrzymałam i wygarnęłam synowi wszystko, co myślę o nim i jego żonie. Co oni mają w głowie: nie ma mieszkania, nie ma pieniędzy, nie ma pracy, a tu jeszcze rozmnażają się.

Syn zszokował mnie nowiną i dwa dni później wyjechał w trasę. Miał wrócić za miesiąc. Po kilku tygodniach synowa dostała od niego zaliczkę i zaczęła spędzać dużo czasu na telefonie. Myślałam, że szuka mieszkania. Ale gdzie tam!

Pytała przyjaciółki, w jakich sklepach najlepiej kupić łóżeczko, wózek i ubranka dla dziecka. Teraz zakupy stały się jej głównym zajęciem. Przy tym w domu Ewa nawet nie próbowała nic robić. Na prośbę o umycie naczyń odpowiadała, że ją mdli, kręci jej się w głowie lub boli ją dół brzucha.

Wydaje się, że tylko zakupy miały pozytywny wpływ na jej organizm. Nie wytrzymałam i zadzwoniłam do syna, znowu pytając, kiedy Ewa się wyprowadzi. Jego odpowiedź kompletnie mnie zaskoczyła.

– Mamo, dokąd ona teraz pójdzie. Ewa rodzi za trzy miesiące, będzie potrzebowała pomocy. I teraz też niebezpiecznie zostawiać ją samą.

– Niech jedzie do swojej mamy na wieś. Przecież i tak nic w domu nie robi!

– Co ty takiego mówisz? Zanim ona z wsi do miasta dojedzie, to po drodze urodzi.

Pod koniec tej rozmowy zrozumiałam, że synowa zagnieździła się u mnie na dłużej – i to mnie zasmuciło. A tu jeszcze syn powiedział, że jedzie w kolejną trasę, ale wróci zanim dziecko się urodzi. Wtedy już nie wytrzymałam i postawiłam sprawę jasno: albo Kamil, po narodzinach dziecka wynajmie Ewie mieszkanie, albo od razu ze szpitala zamówię taksówkę i wyślę synową do jej matki.

Rozmowa była trudna i emocjonalna. Wydaje mi się, że nigdy wcześniej tak nie krzyczałam na swojego syna. Ale to podziałało, Kamil obiecał sam zająć się szukaniem mieszkania.

Od tego czasu minęły już dwa miesiące. Ewa szykuje się do szpitala. Ale kiedy zapytałam ją o przeprowadzkę do wynajętego mieszkania, odpowiedziała, że pierwsze słyszy o takich planach.

Cóż, pozostaje mi tylko czekać na powrót syna z trasy.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *