Mam jedyne dziecko, moją córkę. Długo nie mogłam zajść w ciążę, więc kiedy to się stało, oddałam się dziecku. Ale starała się nadążyć za swoimi sprawami. To była moja praca, moje prace domowe, mąż, rodzice. Ale moje dziecko było priorytetem. Wytrzymałam to obciążenie dla mojej córki. A ja byłam kreatywna. Próbowałam wielu rzeczy, a przy niej zawsze byłam i ją wspierałam. Poszła do szkoły artystycznej, próbowała połączyć naukę ze sztuką. Córka dorastała niezależna i inteligentna. Gdy rosła, miała sekrety, ale zrozumiałam to, ona nie wie, jak kłamać, starałam się nie awanturować.
Wkrótce miała chłopaka. Dla mnie rozpoczął się okres nieprzespanych nocy. Bardzo się o nią martwiłam, byłam gotowa bronić ją przed wszystkimi i wszystkim, nie chciałam, żeby stała jej się krzywda. Ale starałam się nie ingerować w jej osobistą przestrzeń, nie narzucała swojej opinii, nie przychodziłam do niej z radą. Oczywiście chciałam to wszystko zrobić, po prostu przypomniałam sobie, jak bardzo nie podobało mi się, gdy moja mama tak się zachowywała. Minęło jeszcze kilka lat, a córka oświadczyła, że wybrała mężczyznę, za którego wkrótce wyjdę za mąż. Poznaliśmy jej młodego wybranka. Nie powiem, że całkowicie pochwalałam jej wybór: nie miał prostego charakteru, był porywczy i uparty.
Dobrze zdawaliśmy sobie sprawę, że córce nie będzie łatwo z nim żyć, ale ona sama to rozumiała, więc nie zaczęłam jej odradzać, po prostu zapytałam:
– Na pewno kochasz go na tyle, by wyjść za mąż?
Odpowiedziała „Tak”.
Minęły pierwsze trzy lata. W tym czasie córka i jej mąż czasami się kłócili, ale zawsze o jakieś drobiazgi. Wkrótce narodził się im syn. Byłam bardzo szczęśliwa, że zostałam babcią. Moja córka miała swoje sprawy i zrozumiałam, że nie może ich porzucić i całkowicie zająć się dzieckiem, postanowiłam jej pomóc. W rezultacie okazało się, że przez jakiś czas prawie codziennie byłam w ich domu. Jestem pewna, że denerwowałam zięcia.
Pomimo tego, że starałam się nie ingerować w ich rodzinę, to jednak zdarzyło się to raz i zięciowi się to nie spodobało
. – Staraj się nie wtrącać. Sami zajmiemy się naszymi sprawami rodzinnymi – stwierdził.
Wydawało mi się, że wypowiedział się bardzo niegrzecznie, a na to nie zasłużyłam. Odwróciłam się. Minęło kilka dni i zdałam sobie sprawę, że zięc miał rację. Lepiej zająć się sobą i swoim życiem, a pomagać im tylko wtedy, gdy o to poproszą i jeśli będę miał czas. I od dwóch miesięcy jestem w nich bardzo rzadko, nie mam czasu. Teraz córka i zięć sami zaczęli podrzucać do nas dziecko. Zacząłem odnosić się do wielu rzeczy łatwiej i uwielbiam to.