Gdy zasugerowałam swojemu chłopakowi, że może zrobiłby zakupy za swoje pieniądze, zaczął przynosić gotowe jedzenie z domu swojej mamy

Mieszkam w mieszkaniu odziedziczonym po babci. Od niedawna mój chłopak, Michał, zaczął u mnie nocować. I tutaj zdałam sobie sprawę, że to sprawia mi pewne problemy. Wszystko przez to, że Michał ma niesamowity apetyt. Nie mogłam go wyżywić. Po prostu brakowało mi pieniędzy. Pewnego dnia postanowiłam mu o tym delikatnie wspomnieć. – Kochanie, czy mógłbyś w drodze z pracy kupić kilka produktów? Nie mam czym cię nakarmić, – powiedziałam mu. – Jasne. Przepraszam, że sam na to nie wpadłem, odpowiedział.

Napisałam mu listę zakupów

Następnego dnia wrócił do domu z dwoma ogromnymi torbami. Wszystko to gotowe jedzenie.

– Co to jest? – zdziwiłam się. – Kupiłeś gotowe jedzenie w sklepie?

 – Nie. To wszystko przygotowała moja mama. Jest tu jedzenia na kilka dni.

Na początku pomyślałam, że żartuje. Lubi mnie czasem wkręcić. Ale tym razem był absolutnie poważny.

I tak trwa ta sytuacja. Mama Michała gotuje, a on regularnie do niej zagląda, bierze pełne torby jedzenia i wypycha moją lodówkę po brzegi. Wydawałoby się, że to żaden problem. Żyj i ciesz się, że sama nie musisz gotować.

Ale… Po pierwsze, mój gust i gust mamy Michała zupełnie się nie pokrywają. A to kasza jest przesolona, a to gołąbki są zbyt tłuste, a ja nie jadam tłustych potraw. Ogólnie staram się zdrowo odżywiać, a kuchnia mamy Michała jest daleka ku temu.

Po drugie, nasi wspólni kpią ze mnie. Śmieją się, że jestem taką niezaradną gospodynią, że nie potrafię nakarmić swojego chłopaka.

Próbowałam porozmawiać z Michałem, byśmy sami kupować produkty i gotowali jedzenie. Ale on mnie nie rozumie.

– Po co wydawać pieniądze, skoro mama wszystko nam przygotowuje? Nie rozumiem cię. Raz mówisz jedno, raz coś innego. Co ci nie pasuje? – obraża się.

 I co ja mam z nim robić? Michał to mój pierwszy chłopak. Nie chcę się z nim kłócić ani rozstawać. Ale też nie chcę być niezaradną gospodynią.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *