Nasza córka, Julia, około roku temu wyszła za mąż za swojego kolegę ze studiów, Kamila. Wygląda na to, że chłopak myślał, że znalazł sobie „ciepłą posadkę”, ponieważ prowadzimy może nie zbyt duży, lecz stabilny biznes.
Razem z mężem otworzyliśmy dziesięć lat temu sklep internetowy z ubraniami. Kiedy wybuchła pandemia, a wraz z nią kryzys jako jednym z nielicznych udało się wzbić. Nasze interesy nabrały tempa i z niewielkiego sklepu internetowego staliśmy się rozpoznawalną marką. Otworzyliśmy sklep stacjonarny w naszym mieście, a później kolejne, w różnych rejonach kraju. To pozwoliło nam opłacić edukację Julii w prestiżowej uczelni i kupić jej mieszkanie.
Gdy Julia ukończyła studia magisterskie z wyróżnieniem podarowaliśmy jej nowy samochód. Po studiach, mimo że Julia od razu znalazła pracę, regularnie dawaliśmy jej pieniądze na drobne wydatki.
Gdy pojawiły się rozmowy o „potencjalnym narzeczonym”, mój mąż był stanowczy: „Jak tylko wyjdziesz za mąż, przestaniemy cię finansowo wspierać. Biznes kiedyś przejdzie na ciebie, ale to mężczyzna powinien utrzymywać rodzinę! Nie toleruję pasożytów”. W tamtym momencie nie wiedzieliśmy, że Julia spotyka się z kimś. Jednak podzielała stanowisko ojca. Dopiero później dowiedzieliśmy się o jej związku z Kamilem, który nie wiedział o tej rozmowie.
Narzeczony Julii nie zrobił na mnie dobrego pierwszego wrażenia. Starał się przypodobać zarówno mnie, jak i mężowi, ciągle nienaturalnie się uśmiechając. Zaczęliśmy z mężem mieć wątpliwości co do szczerości jego uczuć
Mimo naszych podejrzeń, nie mówiliśmy o nich Julii, ponieważ była w nim zakochana. Po kilku miesiącach zakochani wzięli ślub. Kamil już wcześniej mieszkał w jej mieszkaniu, ale prosiliśmy ją, aby nie oddawała mu samochodu. Na wesele podarowaliśmy młodym wycieczkę na Malediwy, o której Julia marzyła od dawna. Po powrocie z miesiąca miodowego ojciec przypomniał Julii, że teraz razem z mężem utrzymują się sami.
– W razie czego zawsze ci pomożemy, ale za was oboje płacić nie będziemy – powiedział mój mąż. Córka przytaknęła. Na szczęście, mimo moich obaw, nie doszło do konfliktu. Ale Kamil wyraźnie nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Teraz budżet młodych składał się tylko z ich wynagrodzeń. Nie dawaliśmy już pieniędzy na drobne wydatki.
Oboje niedawno znaleźli pracę w tej samej międzynarodowej firmie. Julia chwaliła się, jak nowoczesny i zorganizowany jest ich dyrektor i że bardzo docenia jej działania.
– Mamo, wyobraź sobie, szef obiecał mi awans w przyszłym kwartale, a na razie dał mi niezłą premię – pochwaliła się córka.
– A jak Kamil sobie radzi? – spytałam.
– Ach, nie pytaj, dyrektor za nim nie przepada. Do tego Kamil często się spóźnia, a tego to żaden szef nie lubi.
– Musisz z nim porozmawiać. Wyjaśnij mu, jak powinien się zachowywać. W końcu to on będzie głównym żywicielem rodziny, jak pójdziesz na urlop macierzyński – kontynuowałam.
– Na razie nie planuję dzieci. Lubię swoją pracę i chcę zostać dyrektorem oddziału – dumnie ogłosiła Julia. Miała dużo ambicji, w przeciwieństwie do Kamila.
Po kilku miesiącach Julia przyszła do nas zmartwiona.
– Co się stało, Julka? – zaniepokoiłam się.
– Ze mną wszystko w porządku, ale Kamil…” – zaczęła.
– Coś poważnego? Choruje? – spytałam.
– Nie, że zdrowiem wszystko dobrze, ale stracił pracę. Od dwóch tygodni szuka czegoś sensownego. Mamo, może przyjmiecie go do waszej firmy? Naprawdę jest zdolny – poprosiła Julia, patrząc mi w oczy.
Nie mogliśmy odmówić, ale postawiliśmy warunek: Kamil zaczyna jako zwykły sprzedawca. Nie zamierzaliśmy zwalniać sprawdzonych pracowników, którzy stopniowo wspinali się po szczeblach, dla zięcia. Już pierwszego dnia było widać, że Kamil liczył na lepszą ofertę. Zgodził się, jednak jego zainteresowanie pracą szybko wygasło. Zaczął się spóźniać, brać długie przerwy na papierosa i kłócić z kolegami.
Po miesiącu pracy zgromadził całą teczkę skarg i uwag. U nas za błędy obciążamy finansowo. Każde przewinienie -10% premii. W rezultacie Kamil otrzymał tylko podstawę wynagrodzenia, bez żadnych dodatków. Poskarżył się Julii, która po kilku dniach przyszła do nas wyjaśnić tą sytuację.
– Tato, Kamil uważa, że specjalnie daliście mu pracę sprzedawcy, by go upokorzyć” – powiedziała Julka, ledwo powstrzymując łzy.
– Córeczko, to nieprawda. Od początku znał warunki. Nie zna zasad naszej pracy, więc musi się wszystkiego uczyć od podstaw. Pamiętaj, my z mamą na początku też byliśmy sprzedawcami i magazynierami. Czy twój mąż ma jakieś przywileje tylko dlatego, że jest twoim mężem? – tłumaczyłem jej spokojnie.
– A to teczka ze skargami na twojego męża, – dodałam. – Nie obrażaj się, córciu, ale twój mąż wcale nie przywykł do pracy. Chce dużych pieniędzy za siedzenie przed monitorem, ale tu tak nie ma.
Julia zrozumiała i od razu pojechała do domu. Z tego co wiem, tego wieczoru między nią a mężem doszło do poważnej kłótni. Nie chcę naciskać na córkę, ale widzę, że Kamil staje się dla niej coraz bardziej nie do zniesienia.
Szczerze mówiąc, cieszy mnie to. Może wkrótce Julia zrozumie, że wybrała niewłaściwego mężczyznę i sama złoży wniosek o rozwód. Nie ma sensu utrzymywać leni.
