Kiedy przelałem na konto brata trochę pieniędzy – zadzwonił telefon. To, co usłyszałem, pamiętam do dzisiaj

Mam brata. Jesteśmy bliźniakami, ale poza rodzicami i wspólną datą urodzenia, nic nas nie łączy. Jakub, bo tak ma na imię mój brat, zawsze wszystko dostawał łatwo, „za piękne oczy”. Ja musiałem wszystko zdobywać trudniej, już od szkolnych lat. Nie byłem tak towarzyski, nie miałem zdolności szybkiego przyswajania informacji. Jakubowi wystarczyło posłuchać na lekcji, a prace domowe były mu niepotrzebne. Ja natomiast musiałem siedzieć godzinami nad podręcznikami, aby nie spadać na niskie oceny. Kuba szybko zaczął odnosić sukcesy. Mama wspierała jego gwiazdorstwo, ciągle stawiając go za przykład i umniejszając moim osiągnięciom. Sam Jakub zamiast mi pomagać, starał się jak najbardziej podkreślić różnicę między nami i swoją przewagę. I tak już wyglądał korzystnie, na moim tle wręcz błyszczał.

To, że wszystko samo wpadało mu w ręce, nie wyszło mu na dobre.

Na studiach nie ukończył trzeciego roku i ożenił się ze swoją koleżanką z grupy. Urodziła mu się dwójka dzieci, można powiedzieć jedno, za drugim. Teraz ma dwadzieścia pięć lat, dwoje dzieci, brak wykształcenia, nie najlepszą żonę i małą pensję. Ja natomiast, przyzwyczajony od ławki szkolnej do ciężkiej pracy, już teraz jestem kierownikiem działu. W tej firmie pracuję od osiemnastego roku życia, studiowałem zaocznie, od razu stosując teorię w praktyce. Cztery lata temu ożeniłem się i mam już dziecko. Ja i moja żona dobrze zarabiamy, co pozwala nam na wiele, na przykład posłać syna do prywatnego przedszkola.

To właśnie najbardziej nie podoba się wszystkim. Mama już wcześniej próbowała namawiać mnie, abym pomagał bratu, ale nie miałem takiej ochoty. Początkowo próbowałem pomagać mu finansowo, ale potem zrozumiałem, że postrzegał to, jako coś oczywistego, nawet pytał, dlaczego tak mało, więc przestałem.

Kiedy on, będąc już w trudnej sytuacji, zdecydował się na drugie dziecko, wtedy przestałem mu pomagać. Właśnie wtedy ja i moja żona postanowiliśmy wziąć kredyt hipoteczny na większe mieszkanie. Dla mamy wyjaśnienie, że nie mamy pieniędzy z powodu kredytu, było całkowicie przekonujące. Ile zarabiamy z żoną, nie wie, więc temat pomocy bratu zanikł. Czasami mama prosiła o jednorazową pomoc dla brata, ale rzadko. Lecz kiedy dowiedziała się o prywatnym przedszkolu, zrozumiała, że nie wydajemy na kredyt ostatnich pieniędzy i zaczęła mnie zawstydzać. — Widziałam, ile kosztuje to wasze prywatne przedszkole. Słuchaj, nie macie co robić z pieniędzmi, żeby je tak marnować? Posyłalibyście syna do zwykłego. Wy jakoś chodziliście do państwowego i żyjecie. A jeśli jesteście tacy bogaci, to lepiej pomoglibyście bratu. Tylko pomyśleć: półtora tysiąca za przedszkole. Co tam, złote sedesy? – nie ustępowała mama.

Cierpliwie tłumaczyłem, że w zwykłym przedszkolu mieliśmy tylko problemy zdrowotne, musieliśmy brać urlopy albo zatrudniać nianię. Dlatego zdecydowaliśmy, że prościej będzie posłać dziecko do prywatnego przedszkola. Tam są mniejsze grupy, opiekunowie bardziej uważni i więcej dodatkowych zajęć. Mama nie ustępowała i ciągle wracała do tego tematu. Znowu zaczęły się prośby o przekazanie pieniędzy bratu na coś bardzo potrzebnego. Nie wytrzymałem i powiedziałem, że bratu nic nie jestem winien. A ja swoje pieniądze będę wydawał na swoją rodzinę, bo w końcu po to je zarabiam.

Pomagałbym, przecież to mój brat, ale Jakub nie docenia mojej pomocy. Przelałem mu tysiąc zł na konto, a on dzwoni: – Kupiłeś swojemu maluchowi kurtkę i buty zimowe droższe niż twój przelew, a dla brata, to szkoda pieniędzy? Moje dzieci gorsze jak twoje?

To wszystko przykre i nieprzyjemne. Lepiej nic nie dawać niż się tłumaczyć.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *