Mieliśmy taką nadzieję, że tym razem się uda! Został nawet przeniesiony z intensywnej terapii na salę, ale…
Staszek mieszkał praktycznie ze swoją mamą w szpitalu dziecięcym. Przebywał tam najdłużej ze wszystkich jego pacjentów, bo ponad 2 lata. Po cierpieniach, po tym, jak został wykorzystany do żebractwa, po hipotermii i chorobach, potrzebował bardzo specjalistycznej opieki. Wymiana tracheostomii, sondowanie, odkażanie, masaże i rehabilitacja-– jego niesamowita mama doskonale poradziła sobie z tymi wszystkimi trudnymi zadaniami medycznymi, a także zrobiła to szaloną miłością i wyjątkową skrupulatnością. Staszek czuł swoją mamę blisko, ona była dla niego całym światem.
I cieszę się, że w murach szpitala nasz Staszek mógł w pełni cieszyć się swoją mama i siostrą.
Te myśli ponownie przywracają mnie do tego, jak ważna jest pomoc i kiedy całkowite uzdrowienie jest niemożliwe. Wszyscy chcemy cudów, błyskawicznych, bajkowych rezultatów, aAle czasami jest tylko życie. I bardzo ważne jest, aby żyć obok swoich bliskich, w komforcie, przytulności i bezpieczeństwie, z godną opieką. Bo to czyjeś życie!
Słyszałam, jak Sylwia czyta mu głos, jaką muzykę włącza! Nigdy nie zapomnę jak Stasiu lubił ją słuchać – to było niesamowite dziecko, nasz anioł, który nauczył nas miłości, współczucia i zrozumienia, jak nikt inny. Myślę, że to było jego powołanie na ziemi.
Dziś jesteśmy obok Sylwii i Amandy, będziemy przy nich, ponieważ jesteśmy jedną rodziną, która będzie wspierać ich w każdej minucie życia.