„Martwisz się tylko o swoje pieniądze. Gdybym to ja miała pieniądze, to podzieliłabym się z Tobą” – bezczelność mojej sąsiadki nie miała granic

Mam sąsiadkę, która ma czworo dzieci. Rozmawiałyśmy razem, czasami chodziłyśmy do siebie w gości. Kiedyś, kiedy wracałam z pracy, spotkałam ją na klatce schodowej. Była zapłakana. Zapytałam, co się stało. Powiedziała mi, że jej mąż ją porzucił, została sama z czworgiem dziećmi. Sama nie pracuje, nie ma pieniędzy, a dzieci chcą jeść, często płaczą. Żal mi jej, dałam jej pieniądze i kupiłam produkty. Trzy dni później wróciła, tym razem z dziećmi, mówiąc, że nudzi się w domu. Nie byłam zachwycona taką wizytą, ale udawałam, że wszystko jest w porządku.

Dzieci czuły się jak u siebie w domu. Źle się zachowywały, wchodziły do mojej sypialni bez mojej zgody. Po ich odejściu lodówka była pusta, w mieszkaniu panował bałagan. Przed wyjściem sąsiadka ponownie poprosiła o pieniądze, mówiąc, że musi kupić chleb i lekarstwa. To mnie wkurzyło. Po raz pierwszy pomogłam jej z własnej woli, a po raz drugi nie zamierzałam dawać jej pieniędzy i powiedziałam, że nie mam. Przychodziła prawie codziennie. Jej wizyty zaczęły mnie denerwować. Za każdym razem prosiła o coś: produkty, pieniądze, podręczniki dla najstarszej córki, mydło, proszek do prania. Na początku prosiła, a potem zacząła żądać: „daj mi tę patelnię”, „daj mi tę sukienkę” i tak dalej.

Moja cierpliwość się skończyła, nie chciałea wracać do domu. Nie otwierałam drzwi, próbowałam się przed nimi ukrywać, ale nie zawsze się to udawało. Czekała na mnie na schodach. Myślałam, że powinnam im pomagać, bo potrzebują pomocy. Rozumiem, że potrzebowała pomocy, ale nie rozumiem, dlaczego miałabym opiekować się jej dziećmi? Jedli u mnie, często dawałam jej pieniądze. Potem, kiedy odmówiłam jej pomocy, nazwała mnie materialistką, małostkową egoistką i bezduszną kobietą. Powiedziała, że pomogłam tylko dwa, trzy razy i ogólnieprzesadzam. Jednocześnie oświadczyła, że nie umiem być przyjaciółką. W końcu się przeprowadziłam: mam dość jej prześladowań i wizyt.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *