Kiedy zbliżały się moje 45. urodziny, postanowiłam zorganizować prawdziwą imprezę. Większość ludzi w tym wieku raczej unika wielkiego świętowania, ale ja zawsze uwielbiałam wszelkiego rodzaju okazje. Jakże by inaczej świętować tak ważny dzień? Postanowiłam, że tym razem będzie to poza domem, żeby nie borykać się z myciem naczyń czy sprzątaniem po wszystkich. Wszystko zaplanowałam: jedzenie, lokal, muzykę. Oszczędzałam, żeby nie wydać całego naszego rodzinnego budżetu na jedno przyjęcie. Im bliżej było do tego dnia, tym bardziej ekscytowałam się i intensywniej przygotowywałam.
Pewnej nocy przyśniło mi się, że siedzę w restauracji w pięknej sukni i szpilkach. Rano uświadomiłam sobie, że nie mam odpowiedniego stroju. Tak, miałam sukienki, ale były już nieco przestarzałe. Następnego dnia poszłam z przyjaciółkami do centrum handlowego. Kupiłam najnowsze kreacje, aż brakło mi pieniędzy na kawę w kawiarni. Byłam tak pochłonięta przygotowaniami, że nie zauważyłam, jak mój mąż, Piotr, zaczynał patrzeć na mnie nieco skwaszonym wzrokiem. Piotrek był zawsze oszczędnym człowiekiem, wychował się w niezbyt zamożnej rodzinie i zawsze starał się oszczędzać.
A więc nadszedł ten dzień. Wszyscy goście przyszli eleganccy, wytworni, ubrani odświętnie. Gdy wszyscy już usiedli, atmosfera była niesamowita. Pierwszy toast wzniósł mój tata, mówiąc o tym, jakim darem jestem dla rodziny. Kolejny toast chciał wznosić mój brat, ale Piotrek postanowił wyprzedzić go. Wstał z kieliszkiem, podniósł go wysoko i powiedział:
– Super impreza, Ania. Ale mogliśmy lepiej wydać te pieniądze.
Przez chwilę panowała cisza. Niektórzy goście byli zaskoczeni, inni wyraźnie niezadowoleni z uwagi Piotra. Uśmiechnęłam się szeroko i wypiłam całe wino na raz, a reszta towarzystwa dołączyła się do toastu. Mimo wszystko byłam zadowolona z mojej imprezy. Jednak siedząc tamtego wieczoru, pomyślałam, że na zakupy nie pójdę przez następny rok, albo i dwa. I choć moja 45-tka była niesamowita, postanowiłam, że następne urodziny spędzę w mniejszym gronie. Bo najważniejsze jest to, by cieszyć się z bliskości tych, którzy są naprawdę ważni.
Mimo radości z imprezy, z perspektywy czasu muszę przyznać, że Piotrek miał trochę racji. Teraz jest mi trochę wstyd za tę ekstrawagancję. W dzisiejszych czasach wielu ludziom brakuje nawet na podstawowe potrzeby. Może warto było nieco się powstrzymać i pomyśleć o innych.