Moi rodzice prowadzą dobrze prosperujący interes. Tata zajmuje się remontami i wykończeniem wnętrz, zatrudnia do tego kilka osób, a mama prowadzi finanse i księgowość firmy. Bardzo ciężko pracowali na to, by to wszystko osiągnąć. Tata opowiadał, że uczył się fachu najpierw remontując za darmo u znajomych, dopiero później założył firmę.
Mam też dwie siostry, jedna skończyła liceum, a druga studiuje zaocznie kosmetologię. Obie mieszkają z rodzicami i żyją całkowicie na ich koszt. Rozmawiałam z nimi wielokrotnie, że mogłyby zająć się jakąś dodatkową pracą, choćby w weekendy. Ja sama zaraz po maturze poszłam do pracy w gastronomii i łączyłam ją ze studiami. Uważam, że praca od najmłodszych lat uczy szacunku do pieniędzy, ale też można przecież zdobyć doświadczenie.
Rodzice mają to samo zdanie. Prosili starszą siostrę, by poszła do pracy w ciągu tygodnia. Studiuje zaocznie, a całe dnie spędza w domu przed komputerem albo spotykając się z koleżankami. Jeśli nie chce szukać niczego na pełen etat, mogłaby przecież wykonywać okolicznościowe makijaże na dojazd. Studiuje kierunek związany z urodą i kosmetykami, zna się na tym i lubi to robić, nie rozumiem, czemu nie chce zarobić na swojej pasji własnych pieniędzy.
Obie dostają każdego miesiąca kieszonkowe, ale wydają je tak szybko, że rodzice i tak płacą dodatkowo za ich ubrania, abonament za telefon i inne potrzeby. Opłacają też starszej czesne. Młodsza siostra sama nie wie, czym chce zając się w życiu. Lubi wygodę i chyba nie ma ochoty kształcić się dalej.
Moi rodzice wreszcie zrozumieli, że tak nie może być. Rozmawiali ze mną i okazało się, że odcięli siostrom dostęp do kart. Czesne będą opłacali nadal, bo edukację uważają za świętość, ale one nie będą miały wyjścia – będą musiały zdecydować co dalej i wziąć odpowiedzialność za własne życie, bo nieustanny dopływ pieniędzy na nowe ubrania i gadżety właśnie się skończył.
Podobno obie były oburzone, a teraz nawet nie chcą rozmawiać z rodzicami. Zaczęły sprzedawać swoje stare i niepotrzebne rzeczy, by zdobyć pieniądze, ale prawda jest taka, że nawet jeśli sprzedadzą wszystko, to prędzej czy później i tak będą musiały iść do pracy.
Naprawdę cieszę się, że tak potoczyła się ta sytuacja. Mam ogromną nadzieję, że obie czegoś się nauczą i zrozumieją, że pieniądze na zachcianki nie biorą się znikąd, tylko trzeba na nie ciężko zapracować.
