Gdy siedmioletni chłopiec na szpitalnym oddziale ogłosił swoją ostatnią wolę, nawet lekarz wybiegł z sali ze łzami w oczach

Jestem lekarzem. Wielu rzeczy doświadczyłem podczas mojej praktyki medycznej… Gdy stara, chora osoba, żegnając się z rodziną, spokojnie mówi o swoich ostatnich życzeniach – to bolesne, ale zrozumiałe. Przeżyła swoje życie, a teraz, zmęczona walką z chorobą, chce uregulować swoje sprawy ziemskie. Ale gdy tak samo spokojnie, podobne słowa wypowiada sześcioletnie dziecko – to przerażające.

 Ja, sześćdziesięcioletni mężczyzna, wyszedłem z sali Szymka ze łzami w oczach. Poszedłem do swojego gabinetu i płakałem z bezsilności…

Szymon miał trzy lata, kiedy zaczął skarżyć się rodzicom na bóle. Natychmiast zabrali go do lekarza. Najpierw do jednego, później do drugiego. Ogólnie, chłopca zbadało dziesięciu lekarzy, ale nikt nie potrafił dokładnie odpowiedzieć na pytanie – jaka choroba dotknęła małego.

Dopiero po pół roku udało się ustalić ostateczną diagnozę. Rzadka choroba, występuje u jednego dziecka na milion. I, niestety, prawie nieuleczalna. Prawie, bo zawsze jest szansa na cud. Nadzieja, że dziecko wyzdrowieje, była bardzo mała, ale istniała.

Rodzice zabrali Szymonka na leczenie do Izraela, Niemiec i Szwajcarii. Byli nawet na konsultacji w Stanach. Niestety, wszelkie wysiłki rodziców i lekarzy były daremne.

 Szymek w wakacje skończył siedem lat. Ostatnie tygodnie życia chłopiec spędził w naszym szpitalu. Nie mogliśmy nic zrobić, staraliśmy się chociaż złagodzić mu cierpienie. Pewnego dnia chciał porozmawiać z rodzicami, poprosił też pielęgniarkę, by poszła po mnie, bo chciał, żebym był przy tej rozmowie.

Od pierwszego spojrzenia było jasne, że rozmowa będzie poważna. Wzrok chłopca był jak u dorosłego mężczyzny. – Mamo, tato, – zaczął. – Chcę was poprosić o jedną rzecz. To moje ostatnie życzenie. Obiecajcie, że je spełnicie.

Wszyscy wiedzieli, że chłopcu zostało niewiele czasu. I on sam o tym wiedział. Dlatego nikt nie próbował przekonać go, że wyzdrowieje. Matka zapłakała, a ojciec, trzymając ją za rękę, powiedział: – Obiecujemy.

– Słyszałem, jak inni rodzice płakali, że ich dzieci potrzebują organów, aby wyzdrowieć. Chcę, aby wzięli je ode mnie i dali tym dzieciom. Dla mnie nie ma już nadziei, dla nich może być

Rodzice mocno go przytulili. – Obiecujemy– powtórzyła matka. Chłopiec spojrzał na mnie, delikatnie się uśmiechnął, skiną głowa i wtulił się w rodziców. W moich oczach pojawiły się łzy. Wyszedłem z sali zostawiając ich samych. Wróciłem do gabinetu i płakałem jak małe dziecko.

Tej samej nocy chłopiec zmarł… Dzięki niemu lekarze mogli wyleczyć pięcioro dzieci.

Wierzę, że Szymek patrzy na nich z nieba i cieszy się razem z nimi…

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *