Wyszłam za mąż za swojego kolegę z klasy, Darka. Oboje pochodziliśmy z tej samej wsi. Po ślubie zamieszkaliśmy w jego domu razem z jego mamą. Rok po ślubie urodził mi się syn, Filip. Byliśmy zwykłą rodziną. Jestem bardzo rodzinna, naprawdę lubiłam zajmować się domem i bardzo kochałam swojego męża.
Mój mały świat zawalił się, gdy Filip miał tylko trzy lata. Mój mąż został uwiedziony przez Krystynę, miejscową rozbijaczkę małżeństw. Wielu żonatych mężczyzn odwiedzało ją, ale mój małżonek postanowił pójść krok naprzód i zrobił coś gorszego; zostawił nas, aby z nią zamieszkać. Byłam bardzo zła na niego i na tę wiedźmę. Kiedy przypadkowo spotykałam ich na swojej drodze, zawsze zmieniałam kierunek.
Moja teściowa, dobra kobieta, pozwoliła nam z Filipem zostać u niej. Nie mogłam wrócić do rodziców, bo tam już mieszkał mój brat z żoną i dwójką dzieci. Dla nas nie było miejsca.
Mimo bólu, który wtedy odczuwałam, z czasem udało mi się zaleczyć rany. Nigdy jednak nie przestałam odczuwać goryczy zdrady. Od wiejskich plotkarek dowiedziałam się, że Darek doczekał się córki z tą Krystyną. Nie chciałam o nich nic słyszeć.
Po trzynastu latach od jego zdrady, gdy rany się zagoiły, po wiosce rozeszła się wieść, że Krystyna i Darek mieli wypadek samochodowy. Oboje zginęli, a ich córka została sierotą. Wkrótce przedstawiciel sądu rodzinnego zapukał do naszych drzwi. Powiedział do mojej teściowej, że jest jedyną krewną dziewczynki i jeśli nie weźmie wnuczki pod opiekę, trafi ona do domu dziecka.
– Nie będzie mieszkać w naszym domu! Jej matka zrujnowała mi rodzinę! – zaprotestowałam. -Julia, bój się Boga, dziecko nie jest niczemu winne – westchnęła teściowa. – Nie mogę pozwolić, by moja wnuczka trafiła do domu dziecka.
Sara zaczęła mieszkać z nami. Jest wysoką i szczupłą dziewczynką. Ma ciemne, długie włosy i równie ciemne, duże oczy. Jest bardzo podobna do swojej matki. Nie mogę na nią patrzeć, od razu czuje taką złość w duszy, że nie da się tego opisać słowami. A ona to czuje i stara się schodzić mi z oczu.
Szczerze mówiąc, nie wiem, jak długo jeszcze wytrzymam.
