Jestem specjalistką od wszystkiego, choć od lat teściowa na każdym kroku podkreśla mi, że nie stać mnie na nic innego, jak tylko bycie gospodynią domową. A ja radzę sobie ze wszystkim – świetnie piekę i gotuję, założę uszczelkę i naprawię skrzypiące drzwi. Tak naprawdę sama dbam o dom, bo mąż po pracy od razu kładzie się na kanapie i ogląda telewizję.
Szczególnie dumna jestem z mojego ciasta Mrowisko. To jedno z moich ulubionych ciast, które zawsze robię lepiej niż ktokolwiek inny, bo przed wieloma laty nauczyła go mnie jeszcze moja babcia. Niedawno moja przyjaciółka przyszła do mnie w odwiedziny, a na stole zastała właśnie mój wypiek. Byłam bardzo zadowolona, że miała okazję spróbować go u mnie i wtedy postanowiłam opowiedzieć jej historię.
Pewnego razu moja teściowa przyszła do mnie z wizytą i przyniosła ze sobą… ciasto Mrowisko. Co ciekawe, wiedziała doskonale, że ja również je upiekłam. Postanowiłam jednak zaszaleć i położyłam oba ciasta na stole, na identycznych talerzach, różniące się tylko kolorem. Teściowa nie pamiętała, które ciasto wzięła od siebie. Zjadła dwa kawałki ciasta, po jednym z każdego talerza i powiedziała:
– Tak, to tutaj jest moje i jest na pewno lepsze. Rozpływa się w ustach i nie psuje zębów… – i palcem wskazała nieświadomie na moje ciasto.
Wtedy wstałam, wzięłam resztę jej ciasta z kuchni i wyrzuciłam je do kosza. Od tamtej pory teściowa nie odzywała się do mnie przez pół roku, a ja tylko postąpiłam zgodnie z tym, co powiedziała. Smakowało jej ciasto ode mnie, więc jej wylądowało w koszu.
