Kiedy mój ojczym i jego syn wprowadzili się do naszego domu, zaczęli się nade mną znęcać. Zabrałam kilka swoich rzeczy i uciekłam z domu. Po kilku latach zemściłam się na nich wszystkich

Opuściłam dom, gdy miałam zaledwie 18 lat. Wyjechałam, bo nie dało się tam żyć. Uciekłam, żeby się ratować.

Mój ojciec zmarł dawno temu, a matka wyszła ponownie za mąż. Mój ojczym miał syna i razem z nim zamieszkał w naszym domu, a potem moja matka urodziła dziewczynkę. Po urodzeniu młodszej siostry zostałam ich niewolnikiem. Mój ojczym i jego syn znęcali się nade mną i traktowali jak służącą, a mama w ogóle mnie nie chroniła, jakbym była dla niej obca. Obowiązków miałam naprawdę sporo. Gdy czegoś nie zrobiłam na czas lub zrobiłam źle, dostawałam kary. Starałam się, jak mogłam, ale syn mojego ojczyma, utrudniał mi życie. Czerpał dziką satysfakcję mojego cierpienia.

Któregoś razu, po kolejnej aferze, podczas której zostałam uderzona w twarz, postanowiłam uciec z domu. Nocą zabrałam wszystkie oszczędności, które były w domu, spakowałam kilka swoich rzeczy i wyjechałam do innego miasta.

Początek był naprawdę ciężki. Z 2 tysiącami w ręku niewiele mogłam. Zamieszkałam w jakiejś zatęchniętej piwnicy, bo tylko na to było mnie stać. Choć warunki były spartańskie, czułam ulgę, bo nikt mnie nie wykorzystywał ani nie poniżał. A później krok po kroku pięłam się ku lepszemu. Znalazłam pracę, przeniosłam się z ciemnej piwnicy do jasnej kawalerki. Później zmieniłam pracę i zaczęłam zarabiać naprawdę dobrze. Zapisałam się także na studia zaoczne. Tam poznałam mojego przyszłego męża. Razem było znacznie łatwiej. Skończyłam studia, wyszłam za mąż i urodziłam dziecko. I żyło nam się całkiem dobrze. Prawie zapomniałam o swojej dawnej rodzince.

Aż któregoś razu w centrum handlowym przypadkowo zobaczyłam mojego przyszywanego brata. Nie chciałam się z nim spotkać, wzięłam dziecko i uciekłyśmy się do samochodu. Ale on mnie zauważył, pobiegł za mną i złapał mnie za rękę. Poczułam zapach alkoholu. – Ty złodziejko, oddawaj nasze pieniądze – powiedział ostro, wykręcając mi rękę. Przestraszyłam się. Na szczęście udało mi się uwolnić, wsiadłam do samochodu i odjechałam z piskiem opon. W domu opowiedziałam o wszystkim mężowi.

Mój mąż bardzo się zdenerwował. Zapytał, czy nic nam nie jest i zażądał, żebym podała mu ich adres. Nie chciałam, żeby tam jechał. Mówiłam, że nie warto z nimi zadawać i żeby dał sobie z tym spokój. Ale on nie odpuszczał, powiedział mi, że jak ja mu nie podam adresu, to sam go ustali. I wyszedł z domu.

Nie wiedziałam, dokąd się udał. Wrócił po dwóch godzinach znacznie spokojniejszy. Zapytałam, gdzie był. – Spokojnie, nie tam, gdzie myślisz. Chociaż adres już znam. – odpowiedział z lekkim uśmieszkiem. – Nie uwierzysz, czego jeszcze się dowiedziałem, oprócz adresu – powiedział tajemniczo.

Ze zdziwienia zaniemówiłam. Gestem tylko pokazałam, że nie mam bladego pojęcia.

Mąż usiadł przy stole, położył na nim jakąś kartkę. Popatrzył na mnie i powiedział:

– Otóż, dowiedziałem się kochanie, że dom, w którym mieszka twoja rodzinka, należy do twojego ojca… A właściwie należał, ponieważ przed śmiercią przepisał ten dom na ciebie. Rozumiesz? Ten dom jest twój, a oni w nim bezprawnie mieszkają i mają czelność nazywać cię złodziejką.

W pierwszej chwili nie dotarło do mnie to, co mówił. Powoli przetwarzałam informacje w swojej głowie. Ojciec przepisał na mnie dom. Moja matka wiedziała o tym, ale ukrywała to przede mną, pozwalając na to, by ojczym i jego syn tak mnie traktowali.

Po potwierdzeniu tej informacji, postanowiłam udać się do mojego domu i odebrać swoją własność. Powiedziałam, że o wszystkim wiem i dałam im dwa tygodnie na wyprowadzkę, bo po tym czasie wystawiam dom na sprzedaż. Co prawda mogliśmy tam zamieszkać, bo dom jest lepszy niż dwupokojowe mieszkanie, ale nie chciałam. Zbyt dużo złych wspomnień było związanych z tym miejscem.

Wszyscy obrzucali mnie wyzwiskami. Mój ojczym nazwał mnie pozbawioną skrupułów, wredną s..ą. Matka powiedziała, że od tej chwili nie ma już córki. Ok, ja też jej nie potrzebuję.

Dom dość szybko znalazł kupca. Sprzedałam go z dziką satysfakcją. Oddałam im te 2 tysiące, które wzięłam uciekając z domu.

Teraz byliśmy kwita.

Uważam, że postąpiłam słusznie. Dostali to, na co zasłużyli.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *