Żyję z mężem od dziesięciu lat i nasza miłość jest głęboka. Kilka lat temu zostaliśmy szczęśliwymi rodzicami uroczej córeczki. Zdecydowaliśmy się na jej chrzest, a jako chrzestną wybraliśmy siostrę męża, ponieważ moja siostra nie została ochrzczona. Choć mieliśmy trudne relacje z rodziną męża, chcieliśmy wykonać gest pojednania i wyszliśmy z tą propozycją, aby Agata została chrzestną naszej Amelki. Wszystkie przygotowania do uroczystości chrztu, w tym koszty, były po naszej stronie, ale nie wymagaliśmy od nikogo pomocy.
Myśleliśmy, że nasze relacje ulegną poprawie, niestety w dalszym ciągu mieliśmy pewien problem z rodziną siostry męża – mimo że przychodzili na wszelkie uroczystości, na które ich zapraszaliśmy, to nigdy nie obdarowali nas prezentami. Staraliśmy się nie żywić o to urazy i kiedy Agata zaprosiła nas na rocznicę swojego ślubu, kupiliśmy im prezent, który nam zasugerowali. Początkowo chciałam uniknąć konfrontacji ze szwagierką, ale mąż nalegał, abyśmy byli tam obecni i podarowali jej miły upominek. Wszystko poszło dobrze, spędziliśmy miło czas z rodziną, a atmosfera była nawet przyjemna.
Niestety, kiedy nadszedł czas świętowania urodzin naszej córki, ani Agata, ani nikt z jej rodziny nie zadzwonił, aby złożyć życzenia. To samo stało się z moimi urodzinami. Nie oczekiwałam wielkich prezentów, ale chociażby gest w postaci krótkiego telefonu z życzeniami byłby mile widziany. Gdy Agata urodziła kolejne dziecko, zapytała czy nie chciałabym zostać chrzestną. Wiedziałam, że nie mają w rodzinie zbyt wielu kobiet, poza tym dziecku się nie odmawia, ale gdy tylko się zgodziłam, siostra męża od razu oświadczyła, że wszelkie koszty powinna ponieść chrzestna.
Rozumiem, że dla nich tradycje są ważne, ale dla mnie najważniejszy jest szacunek i troska. Nie potrzebuję drogich prezentów, ale doceniałabym chociażby uprzejmość w postaci krótkiego telefonu z życzeniami. Po tym wydarzeniu zdecydowałam się przerwać kontakt z nimi, co bardzo zraniło mojego męża.
