Mój własny syn odrzucił mnie i odciął ze swojego życia, ponieważ jego żona, którą przyjęłam pod swój dach jak własną córkę, zadeklarowała wprost, że nie chce mnie widzieć w swojej części domu, że dla niej „pachnę” wsią.

Jestem kobietą prostą, z głębokimi korzeniami zapuszczonymi w wiejskiej ziemi. W młodości wyszłam za mąż i zamieszkałam w domu, który pochodził z rodowej posiadłości mojego męża. Razem prowadziliśmy niewielkie gospodarstwo, uprawiając ziemię i hodując zwierzęta. Chociaż obie byliśmy zaangażowani w pracę rolną, ja dodatkowo podjęłam etat, ponieważ to na mnie spoczywała główna ciężar odpowiedzialności za utrzymanie rodziny.

Mój mąż, niestety, nie oferował ani wsparcia emocjonalnego, ani finansowego, co zmusiło mnie do podjęcia dodatkowego wysiłku.

Na szczęście, miałam wsparcie mojej matki i ciotki – dwóch wykształconych, silnych kobiet. Dzięki nim moje dzieci zdobyły dobre wykształcenie. Moja córka Natalia została tłumaczem, Sylwia z kolei księgową, a syn Maksymilian podążył ścieżką kariery menedżerskiej. Niestety, obie moje córki wyemigrowały, szukając miłości i szczęścia za granicą, co sprawiło, że zostałam tylko ze swoim synem Maksymilianem.
Kiedy Maksymilian przyprowadził do domu swoją przyszłą żonę, przyjęłam ją z otwartymi ramionami, traktując jak własną córkę. Nawet zaoferowałam jej, żeby zamieszkała z nami. Kiedy urodził się mój wnuczek Daniel, byłem w siódmym niebie z radości. Ale z czasem zauważyłam, że moje tradycyjne wartości i przekonania zaczęły kolidować z nowoczesnymi poglądami mojej synowej.

Wszystko zaczęło się od decyzji o remoncie domu. Początkowo byłam entuzjastycznie do niej nastawiona, ale z czasem zauważyłam, że moja synowa zaczyna się na mnie złościć i patrzeć z pogardą. Niedługo później zadeklarowała wprost, że nie chce mnie widzieć w swojej części domu, że dla niej „pachnę” wsią. Początkowo nie chciałam tego komunikować synowi, ale kiedy zaczął prace nad oddzieleniem mojej części domu od reszty, zrozumiałam, że on również nie chce mieć ze mną nic wspólnego.
Co więcej, prace remontowe były wykonywane z dbałością o każdy detal, ale moja część domu pozostała nietknięta, co tylko pogłębiło moje zmartwienie. Zrozumiałam, że nie tylko zostałam oddzielona przez nową ścianę i zamurowane drzwi, ale również zostawiono mnie z niewykończonymi, niepomalowanymi ścianami i dziurami w nich.
Czuję się zrozpaczona i przygnębiona, jak kobieta, której już nie potrzeba, mimo że mam zaledwie 63 lata.

Moje życie jako matka i babcia, było jednym z moich największych celów i osiągnięć. Teraz, kiedy straciłam kontakt z własnym synem, nie wiem, jak znaleźć w sobie siłę do dalszego życia. Jestem zmuszona do przemyśleń na temat relacji międzypokoleniowych, a także na temat tego, czy można znaleźć kompromis między tradycją a nowoczesnością. Dałam całe swoje życie dzieciom, a teraz czuję, że mój wysiłek, moja miłość i troska zostały zaprzepaszczone.

Nie chcę się wtrącać w ich decyzje, są dorosłymi ludźmi, ale zastanawiam się, czy naprawdę musimy zapominać o tym, co kiedyś było ważne? Ta sytuacja sprawia, że myślę o tym, jak różne stały się nasze pokolenia i jak istotne jest znalezienie kompromisu między tym, co było, a tym, co jest. Nie mogę powstrzymać myśli, że cały mój dotychczasowy wysiłek poszedł na marne. Jak mam teraz żyć w tej samotności? Proszę, dajcie mi jakąś radę, bo sama już nie wiem, co robić.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *