Przyłapałam mojego chłopaka całującego się z inną dziewczyną. Później, gdy zamyślona spacerowałam ulicą, nagle zatrzymał się obok mnie stary samochód.

Usiadłam na swoim miejscu w przedziale drugiej klasy i pogrążyłam się w smutnych myślach. Dojazd do domu zwykle zajmował mi kilka godzin: najpierw pociągiem do miasta powiatowego, a potem autobusem do małej wioski. Tym razem nic nie zapowiadało, że mogłoby być inaczej. Całą drogę w pociągu myślałam o Marcinie, z którym planowałam wspólną przyszłość. Niestety, ostatnio zastałam go całującego się z pewną blondynką. Rozstaliśmy się w wielkiej awanturze, a niedługo mieliśmy jechać razem na wakacje… Już nawet dostałam od niego pierścionek, ale widocznie nic to dla niego nie znaczyło. Wiedziałam, że w domu będę musiała się tłumaczyć dlaczego przyjechałam sama, a nie miałam na to siły. Ja i Marcin nie ograniczaliśmy się tylko do pocałunków, szliśmy dalej. A wiadomo jakie jest przeświadczenie ludzi ze wsi – wspólne życie musi prowadzić do ślubu…

Pociąg spóźnił się znacznie i przybył do miasta powiatowego dwie godziny później. To wystarczyło, żebym nie zdążyła na ostatni autobus do swojej wsi. Nikt nie przyszedł, by mnie odebrać, ponieważ nie poinformowałam rodziny o tym, że przyjeżdżam. Chciałam opóźnić spotkanie i znaleźć sposób na powiedzenie rodzicom, że już nie jesteśmy razem. Zanurzając się w smutnych myślach, samotnie kroczyłam poboczem drogi, kiedy usłyszałam dźwięk samochodu zatrzymującego się obok. Kierowca zawołał:
– Dziewczyno, czy masz jakiś problem? Mogę pomóc?
– Wszystko w porządku, ale spóźniłam się na autobus, a do wsi mam daleko.
– No to wsiadaj, podwiozę cię. Szczerze mówiąc, nie znam tych okolic, ale jeśli będziesz nawigatorem, to chętnie cię podwiozę.
Nowy znajomy okazał się być również Marcinem. Przyjechał, żeby podjąć pracę w mieście powiatowym, planował pracować w znanej firmie motoryzacyjnej.

Podczas całej podróży Marcin i ja rozmawialiśmy. Nawet opowiedziałam mu historię mojego byłego chłopaka.
– Nie wiem co mam teraz robić… Rodzice będą źli, bo już cała wieś wie, że miałam wychodzić za mąż i będą się śmiać.
– A ja, uwierz mi, mam pomysł.

Puścił mi oko, a po kilku minutach dojechaliśmy pod dom rodziców. Moja mama była akurat na podwórku, więc zaczęła iść w naszą stronę. Marcin wyszedł z samochodu, zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć.
– Dzień dobry, jestem Marcin. Zięć. Przyszły. – Przedstawił się z uśmiechem. Termin ślubu wyznaczyliśmy na za dwa miesiące. Nie ma co zwlekać, przecież już dwa lata jesteśmy razem – powiedział Marcin, spoglądając na mnie.
– Owszem – zaśmiałam się – to przecież jakby wieczność.

Cóż, fajny ten Marcin, kto wie, może coś z tego będzie. Trzymajcie kciuki, bo wyraźnie wpadliśmy sobie w oko.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *