Kiedy siostra poprosiła mnie, czy mogę udostępnić jej klucze do domku letniskowego, nie odmówiłam. Jednak, gdybym wiedziała co zrobią w tym czasie jej dzieci, nigdy bym się na to nie zgodziła.

Moja siostra, Justyna, mieszka z rodziną w innym województwie. Wraz z mężem ma dwójkę dzieci i spodziewają się trzeciego. Oskar i Oliwia, moi siostrzeńcy, chodzą jeszcze do przedszkola, a mój szwagier jest jedynym żywicielem rodziny, w dodatku z marną pensją. Są zadłużeni i ledwie wiążą koniec z końcem, a dzieci domagały się wakacji. Moja siostra i ja nigdy nie miałyśmy dobrych relacji, nasza mama ponownie wyszła za mąż i w związku z tym ja i siostra mamy różnych ojców. To ja jestem starsza i zawsze odczuwałam, że nowy partner mamy woli Justynę niż mnie, co było oczywiste, bo to ona była jego córką.

W dzieciństwie dużo czasu spędzałam z babcią, mamą mojego taty. Mama za nią nie przepadała, ale nie miała nic przeciwko, gdy babcia zabierała mnie do siebie na weekendy i wakacje. To od babci dostałam mój domek letniskowy i mam z nim wiele wspaniałych wspomnień. Śmiało mogłabym powiedzieć, że to moje ulubione miejsce na odpoczynek. Kiedy siostra poprosiła mnie o możliwość spędzenia tam tygodnia wakacji z dziećmi, nie miałam nic przeciwko. Żal mi było jej dzieci i to zaważyło na mojej decyzji. Siostra wysyłała mi zdjęcia z pobytu i wszyscy wyglądali na szczęśliwych, co mnie nie zdziwiło, bo to miejsce naprawdę jest magiczne. Kiedy pod koniec pobytu zadzwoniła i poprosiła, bym jak najszybciej przyjechała, byłam przerażona. Okazało się, że w domku wybuchł pożar.

Natychmiast pojechałam i z przerażeniem odkryłam, że z mojego domku nic nie zostało. Siostra milcząco przekazała mi klucze i od razu odjechała ze swoją rodziną. Strażacy wyjaśnili mi, że pożar wybuchł przez nieostrożne obchodzenie się z ogniem. Inspektor nie wykluczył wersji, że dzieci bawiły się zapałkami i w rezultacie doszło do pożaru. Nie mogłam liczyć na żadne ubezpieczenie. Wyciągnęłam wniosek i udałam się do siostry. Od tamtej pory nie zadzwoniła do mnie ani razu. Powiedziałam mu, że powinna zrekompensować straty, ponieważ byli to członkowie jej rodziny. Wieczorem zadzwoniła do mnie mama i wywołała skandal; mówiła, że rodzina Justyny ledwo przeżyła, a ja żądam pieniędzy. Wtedy powiedziałam mamie, że dzieci bawiły się zapałkami, dlatego doszło do pożaru. Odpowiedź mamy mnie bardzo zaskoczyła: to przecież dzieci, nie można ich winić.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *