50-letnia Maria spędziła 20 lat swojego życia w samotności. Gdy tylko przestała gonić za szczęściem, ono zapukało do jej drzwi

Maria była prawdziwą pięknością. Wyglądała na 15, a nawet 20 lat młodszą niż rzeczywiście miała. Kobieta zawsze wyróżniała się charyzmą i urodą, ale w życiu osobistym nie miała szczęścia. Mąż Marii, który nosił ją na rękach i rozwiązywał za nią wszystkie problemy, zmarł zbyt szybko. Udało im się wychować tylko jedną córkę. Po śmierci męża Maria nie wyszła ponownie za mąż. W miarę upływu życia kobieta odczuwała tęsknotę za silnym ramieniem, ale nie miała żadnych możliwości poznania kogoś. Był jeden mężczyzna, Witek, który od kilku lat zalecał się do Marii, ale bezskutecznie. Kobieta traktowała go tylko jak dobrego przyjaciela. Pomagał jej naprawić rury w domu, pomalować garaż, wnieść nowy stolik kawowy na 4 piętro i tak dalej, ale o żadnym romantycznym związku nie było mowy.

Latem Maria postanowiła pojechać do córki, która wraz z rodziną mieszkała w Kołobrzegu. Miała nadzieję, że spotka tam swoje przeznaczenie i kupiła wiele pięknych strojów kąpielowych, kapeluszy i zwiewnych sukienek. Swój dom powierzyła staremu przyjacielowi Witkowi, który miał co jakiś czas podlewać kwiaty i czuwać nad bezpieczeństwem domu. Kiedy Witek odprowadzał przyjaciółkę na pociąg, chciał ją na koniec pocałować na pożegnanie, ale ona odwróciła się i poszła.

Na peronie w Kołobrzegu czekał na nią nastoletni wnuk Karol. Był to bardzo sprytny i inteligentny chłopak. Kiedy jego babcia udała się w poszukiwaniu swojego przeznaczenia na plaży, Karol szedł tuż za nią; nie zostawiłaby babci samej w nieznanym mieście. Kilka razy mężczyźni podchodzili do Marii, aby ją poznać, ale wtedy Karol zbliżał się do niej i krzyczał „Babciu! Zaczekaj!” i podbiegał do niej, odstraszając potencjalnych zalotników. Maria szybko zrozumiała, że nie znajdzie miłości z wnukiem i resztę wakacji spędziła będąc po prostu babcią swojego wnuka. Dwa tygodnie później pociąg Marii wjechał na peron jej rodzinnego miasta.

– Marysiu, tak bardzo tęskniłem, witaj –  Witek przywitał ją kwiatami.

– Ja też tęskniłam, Wiciu – Maria wzięła kwiaty i uściskała przyjaciela.

Maria i Witold wsiedli do samochodu. Maria położyła rękę na dłoni Witka i powiedziała:

– Zgadzam się.

– Zgadzasz się? – Witek nie rozumiał, o co jej chodzi.

– Zgadzam się wyjść za ciebie za mąż – powiedziała Maria.

Miesiąc później mieli skromne wesele. Dokładniej mówiąc, po prostu świętowali ten dzień z najbliższymi i żyli długo i szczęśliwie.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *