Moja żona porzuciła nasze niepełnosprawne dziecko, ale ja nie mogłem tego zrobić.

Moja żona porzuciła nasze niepełnosprawne dziecko, ale ja nie mogłem tego zrobić.

Nazywam się Mikołaj. Chcę ci opowiedzieć, jak potoczyło się moje życie.

Po ukończeniu studiów dostałem świetną pracę. A potem ożeniłem się ze wspaniałą dziewczyną. Iwona była bardzo piękna i bardzo się kochaliśmy.

Wkrótce zaszła w ciążę. Ciąża przebiegała dobrze. Lekarze powiedzieli, że będziemy mieli zdrowego chłopca.

Potem Iwona urodziła chłopca. Ale z jakiegoś powodu lekarze natychmiast go zabrali i nawet nie pokazali go matce.

Kiedy obudziła się po porodzie, lekarze powiedzieli jej, że nasze dziecko jest poważnie chore. Iwona użalała się nad sobą i ciągle płakała. Lekarze radzili nam porzucić nasze dziecko. Powiedzieli, że jesteśmy jeszcze młodzi i na pewno urodzimy zdrowe dziecko.

Iwona zgodziła się porzucić dziecko. A ja nie mogłam tego zrobić mojemu synowi.

Odebrałam żonę i naszego synka ze szpitala położniczego.

Powiedziałem:

– To jest mój syn i sam go wychowam i wykształcę!

Nasi rodzice się nie zgodzili. Ale natychmiast zabroniłem im mówić, że powinniśmy porzucić nasze dziecko.

Rodzice zostali zmuszeni do zaakceptowania mojej decyzji i zaczęli nam pomagać.

Widziałam, że Iwonie było bardzo trudno opiekować się naszym synem. Nie chciała go karmić i chodzić z nim na spacery. Nigdy nawet nie zwróciła się do naszego Antosia po imieniu.

A on był tak słaby, że nie mógł nawet normalnie płakać.

Żona wstydziła się naszego dziecka. A ja mojego synka od razu pokochałem. Starałem się spędzać z nim jak najwięcej czasu. Szukałem dla niego dobrych lekarzy, robiłem dziecku specjalną gimnastykę, kupowałem mu dobre lekarstwa.

Ale coraz częściej zaczęliśmy się kłócić z Iwoną. Wielokrotnie mówiła mi, że trzeba było zostawić syna w szpitalu i że go nie potrzebuje.

Z przerażeniem słuchałem żony. Nie mogłem zrozumieć: jak można porzucić swoje dziecko?

Aż pewnego dnia, kiedy nasz Antoś miał już trzy lata, wróciłem do domu, ale okazało się, że Iwony nie ma w domu. Po prostu spakowała swoje rzeczy i wyszła. A nasze dziecko było samo w mieszkaniu.

„Przykro mi! Ale nie mogę tak dłużej żyć! Składam pozew o rozwód! Nie szukaj mnie!” Iwona napisał do mnie na kartce.

Nie mogłem uwierzyć, że mogła zostawić syna samego w domu, nie wiedziałem jak długo był sam. Ale to się naprawdę wydarzyło.

Zostałem sama z trzyletnim synkiem na rękach. Mój syn miał kilka operacji. Znalazłem dla niego dobrych lekarzy i stan mojego syna zaczął się poprawiać.

Antoś miał osiem lat chodził do zwykłej szkoły, spacerował z chłopakami po podwórku.

Moi rodzice i rodzice Iwony pomagają mi we wszystkim.

Bardzo się cieszę, że mam tak wspaniałego syna. Cieszę się z każdego sukcesu syna i jestem z niego dumny. Udało mi się wyleczyć syna i teraz żyje normalnie.

Nie ożeniłem się ponownie. A kiedy mój syn dorósł, powiedziałem mu, że jego matka po prostu nie może znieść takich trudności i po prostu trzeba jej wybaczyć.

Syn zareagował na tę informację dość spokojnie. Wystarczyła mu miłość i uwaga, którą mu dawaliśmy: ja, jego dziadkowie. Wszyscy bardzo kochamy Antek.

Kiedy świętowaliśmy jego urodziny 15 urodziny, przyszła do nas Iwona. Płakała i prosiła o przebaczenie. Powiedziała, że ​​ma raka i dlatego zostawił ją mąż.

Nie mogłem wybaczyć Iwonie, że nas zostawiła. A syn ogólnie patrzył ze zdziwieniem na tę dziwną kobietę. Nie rozumiał, czego ona od nas chce.

Iwona płakała, ale nie otrzymała od nas żadnego współczucia ani zaproszenia do środka. Więc po prostu odwróciła się i wyszła.

Poszła do rodziców, ale nie chcieli się z nią komunikować. Właśnie wynajęli jej mieszkanie na obrzeżach miasta.

Ostatnio widziałem ją na mieście. Żyje i wygląda dobrze. Czy ona naprawdę ma raka, nie wiem.

Teraz mój syn ma już 24 lata. Ukończył studia z wyróżnieniem, dostał dobrą pracę i za dwa miesiące zamierza się ożenić. Często mnie odwiedza.

Jestem bardzo dumny z mojego syna. Bardzo się cieszę, że wtedy, wiele lat temu, nie byłem posłuszny żonie, nie bałem się trudności i nie porzuciłem własnego dziecka.

Nie popełniłem błędu, którego nie da się naprawić…

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *