Żona chce oddać moją matkę do domu opieki. Nigdy się na to nie zgodzę!

Nasze małżeństwo było całkiem zwyczajne. Żona nie pracowała, siedziała w domu i zajmowała się wychowaniem dzieci. Zarabiałem wystarczająco, żeby samemu utrzymać rodzinę.

Niedawno wszystko się jednak zaczęło zmieniać. Rok temu zmarł mój ojciec. Mama została sama i z czasem zaczęła się dziwnie zachowywać. Ciągle o czymś zapominała. Wydawało się, że rozumie wszystko co się do niej mówi i pamięta co ma robić, jednak po jakimś czasie okazywało się, że nie pamięta o tym, co robiła wcześniej.

Jej stan zaczął się pogarszać i to w szybkim tempie. Po tym, jak zalała sąsiadów z dołu a trzy tygodnie później prawie doprowadziła do pożaru, zdaliśmy sobie z żoną sprawę, że mama nie może mieszkać sama.

Zaczęliśmy się zastanawiać nad rozwiązaniem problemu. Żona zasugerowała mi oddanie matki do domu opieki.

– Będzie jej tam dobrze! Będzie przebywać pod stałą opieką, wśród ludzi w swoim wieku. Będziemy ją odwiedzać co tydzień. – przekonywała mnie żona.
– Moja matka nigdy nie będzie mieszkać w domu opieki! Dopóki żyję nie ma takiej opcji! – oburzyłem się.
– Więc jaki masz pomysł? – zapytała Marta.
– Chcę, żeby mama zamieszkała z nami! – odparłem.
– A ja tego nie chcę! Zajmuję się dziećmi. Tomek nie chce się uczyć, muszę ciągle go pilnować. Basia jest nadpobudliwa, wymaga specjalnej uwagi. To nie jest łatwe, Leszek. A ty chcesz, żebym jeszcze opiekowała się twoją matką?! Nie chcę! Dla mnie to obca osoba.
– Marta, ten dom należy także do mnie! I moja matka będzie mieszkać w moim domu! Teraz teściowa jest dla ciebie obca ale jak pomagała nam spłacać kredyt hipoteczny to obca nie była? Zrozum, ona potrzebuje naszej pomocy! – zaczynały mnie ponosić nerwy.
– Nie zgadzam się na to, Leszek!

Wbrew woli żony przywiozłem mamę do naszego domu. Jej mieszkanie wynajęliśmy, żeby z tych pieniędzy zatrudnić opiekunkę dla mamy.

Przez kilka pierwszych tygodni przychodziłem do domu trochę wcześniej, żeby zobaczyć jak to wszystko będzie funkcjonować. Ze zdziwieniem zauważyłem, że córka po przedszkolu przesiaduje w pokoju babci, która bardzo chętnie się z nią bawi. A syn zaczął u niej odrabiać lekcje.

Wracałem do domu i starałem się angażować mamę w różne czynności domowe, zwłaszcza gotowanie. Szliśmy więc z dzieciakami i babcią do kuchni i pomagaliśmy jej przygotowywać obiad.

Przestałem brać nadgodziny, więc automatycznie w domu było mniej pieniędzy.
Żona zaczęła robić mi wyrzuty, że nie stać jej na dodatkowe zajęcia dla córki, że brakuje jej pieniędzy. Zaczęły się awantury, w których żona zmuszała mnie do brania większej liczby nadgodzin. A ja chciałem spędzać czas z rodziną, z mamą, która nie wiadomo ile miała jeszcze czasu.

Zasugerowałem żonie, żeby znalazła sobie pracę albo zaczęła żyć oszczędniej. Mogliśmy także przenieść córkę do zwykłego, państwowego przedszkola, nie musiała chodzić do prywatnego. Marta się ze mną nie zgadzała.

– I gdzie niby mam iść do pracy? Mam sprzedawać w sklepie albo zostać sprzątaczką?
– A gdyby nawet? Co w tym złego. Każda praca jest dobra, jeżeli chce się mieć więcej pieniędzy!
– Chyba sobie żartujesz! Nie, ja dłużej takiego życia nie wytrzymam! Chcę się rozwieść i podzielić majątek. – usłyszałem na koniec od żony.

Jakie było zdziwienie Marty, kiedy nasz syn powiedział, że w takim razie on zamieszka z tatą i babcią. Była w szoku, kiedy to usłyszała. Córka też nie chciała się rozstawać z babcią. Żona nie mogła pojąć, jak dzieci mogły ją tak zdradzić. A we mnie rosło serce.

Marta nadal upiera się, żeby oddać moją mamę do domu opieki. Jest ślepa na miłość, jaką nasze dzieci zyskały dzięki bliskości babci. Nie wiem jak to się wszystko skończy, wiem jednak, że nigdy nie opuszczę mojej mamy.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *