Obiecałem sobie, że już nigdy więcej nie wybiorę się na zjazd absolwentów mojej szkoły

Tradycją stało się już to, że co trzy lata jest zjazd absolwentów mojej szkoły. Przez wiele lat unikałem tego wydarzenia, ale rok temu jakiś nieznany mi mężczyzna zaczepił mnie w sklepie, mówiąc:

– Krzysiek, cześć!

– Eee, dzień dobry…

– Nie pamiętasz mnie? To przypomnij sobie, od kogo ściągałeś na sprawdzianach!

– Sylwek?

– No, czyli jednak pamiętasz! W tym roku mija dziewiętnaście lat, odkąd skończyliśmy szkołę! Czy jest szansa, że w tym roku przyjdziesz na zjazd absolwentów?

Były kolega z pracy najwyraźniej nie przejmował się tym, że stoimy na środku alejki, którą – swoją obszerną postacią, jeśli tak to można ująć –  zajmował w całości stojąc i opowiadając mi różne mało interesujące mnie bzdury. Sylwek, jak się okazało, od lat bierze udział w organizowaniu tych zjazdów i kazał mi obiecać, że tym razem na pewno się zjawię. Abym jednak nie mógł się tak łatwo wywinąć, wziął ode mnie numer i zagroził, że jeśli się nie zjawię, to będzie do mnie wydzwaniał w nieskończoność. 

Potem pożegnał się ze mną, a ja stałem w miejscu przez jakiś czas i odprowadzałem Sylwka wzrokiem, nie mogąc wyrwać się z tej konsternacji. Wyglądał jak zupełnie inna osoba a nie facet, którego zapamiętałem z czasów szkolnych. Teraz był zaniedbany, a kiedyś wszystkie dziewczyny ze szkoły do niego wzdychały.

Postanowiłem więc dotrzymać słowa, bo po prostu bałem się, że Sylwek naprawdę nie da mi spokoju. Codziennie zresztą wysyłał mi SMS-y z pytaniami, czy będę, więc bałem się co by było, gdybym jednak się nie zjawił na tym spotkaniu. Kiedy poprosił mnie o przelanie pieniędzy na składkę za wynajem lokalu, w którym mieliśmy się spotkać, zdałem sobie sprawę, że nie ma już odwrotu…

Tak jak się obawiałem, zjazd absolwentów był dla mnie prawdziwą udręką. Koleżanki z klasy, które teraz wyglądały zupełnie inaczej i niekoniecznie w pozytywnym tego słowa znaczeniu, ciągle próbowały być atrakcyjne jak za dawnych lat kokieteryjnie uśmiechały się do naszych kolegów. Co do nich, to w większości nie wiedziałem, co to za ludzie – byli tak bardzo zaniedbani, że nie mogłem w nich rozpoznać dawnych kumpli. Przedstawiłem się, opowiedziałem trochę o tym, jak mi się życie ułożyło, a potem sztucznie komplementowałem koleżanki, aby nie wyjść na jedynego gbura w towarzystwie. Większość rozmów podczas zjazdu wyglądały mniej więcej tak:

– A kim Ty jesteś?

– To ja, Karol…

– A, jasne! Nie mam po prostu pamięci do twarzy, wybacz!

Z kolei koleżanka z klasy nadstawiła policzek, aby się pocałować na przywitanie.

– A Ty chyba jesteś Klara, dobrze pamiętam!

– Tak!

– Cóż, chyba nie rozpoznałbym Cię na ulicy, tak się zmieniłaś… O, jesteś mężatką!

I w ten sam sposób prowadziłem rozmowy prawie ze wszystkimi

Dawni znajomi starali się chwalić swoim życiem, mówić, co wielkiego osiągnęli, jednocześnie zapominając o tym, że są tylko ludźmi i nieraz popełnili błąd. Powspominaliśmy trochę dawne czasy, wróciliśmy pamięcią do nauczycieli, którzy nieraz dawali nam w kość. Niektórzy z nich pojawili się na spotkaniu i tym byli uczniowie dziękowali, zamiast mieć im coś za złe. Najwidoczniej teraz dawne zadry poszły w niepamięć.

Jakieś dwie godziny po rozpoczęciu spotkania zauważyłem, że praktycznie skończyły się nam tematy do rozmowy. Powspominaliśmy już wszystko, co się dało, każdy pochwalił się już swoimi sukcesami, więc pod koniec niezręczne milczenie coraz częściej zastępowano głośnymi toastami.

Pomiędzy toastami wszyscy rwali się do tańca, i koleżanki oraz koledzy w średnim wieku starali się nadążyć za muzyką, jednak było to znacznie trudniejsze niż w przeszłości. Wszyscy z zewnątrz wyglądali raczej smutno, tym bardziej Ci, którzy przez cały czas nie mogli oderwać się od alkoholu…

Wszystko skończyło się spokojnie, bez bijatyki czy awantury. Tylko trzy osoby spiły się do nieprzytomności, ale tak poza tym było raczej kulturalnie.  

Kolejnego ranka chciałem wyprzeć wspomnienie o tym spotkaniu z głowy, tak bardzo było dla mnie przygnębiające.

Obiecałem sobie, że już nigdy więcej nie pójdę na zjazd absolwentów. Jeśli będę chciał powspominać dawne czasy, to po prostu sięgnę po stare fotografie. Oczywiście jeśli ktoś z moich dawnych znajomych miałby jakiś problem i potrzebował ode mnie pomocy to jasne, może na mnie liczyć, jednak ja nie mam ochoty na utrzymywanie regularnego kontaktu.

Nie cofniemy czasu i nigdy nie będzie tak jak dawniej bez względu na to, jak bardzo byśmy tej naszej rzeczywistości nie zaklinali. Myślę, że lepiej żyć dniem dzisiejszym i utrzymywać kontakty z rodziną i najbliższymi przyjaciółmi, niż próbować ożywiać “trupa z szafy”. Do przeszłości najlepiej wracać tylko we wspomnieniach.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *