Nie mam kontaktu z bliskimi męża i mam ku temu swoje powody

Bliscy mojego męża przenieśli się na stałe do Rzeszowa i obecnie mieszkają blisko nas.

Za mały, wiejski domek mogli sobie pozwolić tylko na zakup małego mieszkanka w Rzeszowie. Ja z mężem mieszkamy w okazałym, dwupiętrowym domu w stolicy województwa podkarpackiego. Póki co nie mamy dzieci, ale wiedzie się nam dobrze i niedawno mogliśmy sobie pozwolić nawet na zakup dobrego samochodu. Wszystko to jednak nie spadło nam z nieba i na wszystko musieliśmy ciężko pracować. Nierzadko przebywamy w pracy od rana do wieczora. Bliscy męża jednak myślą, że jest inaczej i nie musieliśmy się w ogóle o nic starać.

Zazdroszczą nam wszystkiego. Przez to, że sami kłócą się między sobą, przychodzą nas odwiedzać pojedyńczo. Ja sama mam ochotę poprosić ich, żeby wyszli i nie wracali, bo takie niespodziewane i bezczelne wizyty po prostu mi przeszkadzają, ale nie zrobię tego, bo nie chcę robić mężowi przykrości. Rodzina męża zawsze przychodzi z pustymi rękami i są tak skąpi, że nawet kilku ciastek do kawy nie przyniosą, za to chętnie opróżniają zapasy z naszej lodówki!

Pewnego razu wracam do domu i widzę, jak ojciec Marcina wraz z jego bratem siedzą na kanapie przed telewizorem z piwem w ręku. Jestem zmęczona, zła i głodna, a ich widok jeszcze bardziej mnie rozdrażnia, ba – doprowadza mnie do szału! Na mój widok ojciec męża zaczyna mówić, że swojemu synowi chce wyprawić wesele. Słysząc to starałam się przemóc złość i pogratulować, ale im nie o to chodziło – przyszli, aby prosić o pomoc.

Jako, że żadne z nich nie ma zdolności kredytowej, nie otrzymali pożyczki w banku, a przecież wesele swoje kosztuje. Tym samym ojciec będący głową rodziny zdecydował, że w takim razie to my, jako rodzina, MUSIMY im pomóc.

Oczywiście od razu odmówiłam. Bliscy obrazili się, ale to nic – teraz w końcu wracam do czystego domu, gdzie nie spotykam leniwych facetów z piwem w ręku. Mój mąż trochę się martwi, że to popsuje relacje rodzinne, ale mnie to wcale nie obchodzi. Żałuję, że nie wpadłam na to wcześniej – przecież można było już dawno wywołać kłótnię i mieć od razu spokój! Żona trochę się martwi, ale ja jestem szczęśliwy.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *