„Nie taki” wnukMoja mama nie chce się opiekować moim synem. Dlaczego? Być może przez jedno, przykre doświadczenie, jakim był pewien weekend. Tamtego weekendu mama zabrała do siebie synka, ale niestety, nie dała rady z nim wytrzymać nawet doby. Już w sobotę popołudniu stała pod moimi drzwiami i gdy jej otworzyłam, powiedziała:
– Nie wezmę go już więcej do siebie!
– Dobrze, skoro tak, to mnie u siebie też już więcej nie zobaczysz! – odpowiedziała urażony Michałek.
Zabrałam mamę do kuchni, abyśmy porozmawiały na spokojnie przy herbacie, ponieważ chciałam się dowiedzieć, co się tam takiego stało.
– Ja rozumiem, że z dziećmi różnie bywa, jedne są mniej grzeczne, drugie bardziej, ale na Boga! On jest taki mały, a tak się zachowuje! Ciągle czegoś chce, wymaga i jeśli nie spełni się jej prośby, to nie da spokoju. Mimo tego, że miałam lodówkę wypchaną jedzeniem, to uparł się na naleśniki, a gdy mu odmówiłam, płakał i rzucał się po podłodze. Wtedy już odpuściłam i zaczęłam robić te naleśniki, więc w międzyczasie poprosiłam go, by umył dłonie. I co? Zbił lustro!
– Jak w ogóle do tego doszło? – zdumiłam się, chociaż bardziej martwiłam sie o syna, niż o samo lustro.
– Zainteresowała go półka przylegająca do lustra i chciał sprawdzić, czy może na niej usiąść. Lustro poleciało w dół i odłamki rozbryzgły się po całej łazience. Wnukowi nic się nie stało, ale ja miałam dzięki niemu sporo sprzątania. Kiedy ja porządkowałam miejsce wypadku, on pobiegł do salonu i włączył komputer. Okazało się, że usunął mi “Facebook” i gdzieś mi schował myszkę, więc teraz nic nie mogę zrobić na komputerze, bo on ciągle nie chce powiedzieć, co z nią zrobił! Ja rozumiem, dziecko dzieckiem, ale to jakiś potwór! – skarżyła się moja mama.
Kiedy położyłam go na popołudniową drzemkę i myślałam, że sama trochę odpocznę, po kilku minutach wyrwał mnie z relaksu niesamowity krzyk. Pobiegłam do niego przerażona, bo widziałam, że był siny od płaczu. Zapytałam więc, czy coś mu się dzieje, dlaczego płacze? On wtedy ręką wskazał na miejsce nad oknem, gdzie sieć wił pająk. Zaczął potem jak gdyby nigdy nic pytać, czy to w porządku, że to coś się tutaj wspina i tak w ogóle, to co to jest? Ja praktycznie zeszłam na zawał przez ten krzyk, a on po prostu zobaczył pająka! – skwitowała mama.
Następnie zaczęła narzekać, że syn ciągle tylko coś je, ale ja nie uważam, żeby to było coś dziwnego – przecież rośnie, rozwija się, więc potrzebuje „energii”. Ogólnie dla babci zajmowanie sie wnukiem jest kłopotliwe i na pewno nie można porównywać go do wnuków mojego brata – jego dzieci są spokojne i zajmowanie sie nimi to istna przyjemność!
– No i dobrze, nie chcesz, to nie przyjadę, nie marz nawet o tym! Już nigdy Cię nie odwiedzę. Rozgadam jeszcze, że masz w domu pająki i karaluchy – powiedział Michałek na koniec, mimo, że prosiłam go, aby przeprosił babcię.
Nie zamierzam się komuś przymilać i przepraszać za to, że moje dziecko to żywe srebro, które w dodatku jest bardzo szczere. Trudno, jakoś sami sobie poradzimy.