Pewnego dnia zamieniłam się miejscami z mężem i spędziłam dzień wolny tak, jak zwykle robi to on…

Rano zapytałam, co jest na śniadanie i upewniłam się, czy w domu jest śmietanka do kawy.

Po śniadaniu zapomniałam włożyć naczynia do zmywarki, ubrałam się w biegu, założyłam buty i wyjaśniłam pilne wyjście tym, że skończyła mi się odżywka do włosów (mój mąż zwykle potrzebuje części rowerowej). „Wkrótce wróce!” – krzyknęłam na pożegnanie, ale to “wkrótce” znacznie się przeciągnęło.

– Wiesz, nie mogłem znaleźć łańcucha w odpowiednim rozmiarze – w zeszły weekend mój mąż tak tłumaczył swoją długą nieobecność.

– Wiesz, jeszcze nie wymyślili odżywki do włosów, która by mi w pełni odpowiadała – miałam powiedzieć, wracając do domu na obiad a wcześniej… Powąchałam wszystkie perfumy w perfumerii, pobiegłam do kawiarni i wypiłam kawę, zjadłam eklerka, a potem przypomniałam sobie, że chcę nową szminkę, a na koniec uznałam, że musze koniecznie poszukać wygonych sandałów. Na progu domu pojawiłam się zmęczona i … niezadowolona:

– Uff, co za upał! – oburzałam się, opadając na kanapę – Jakże jestem zmęczona! – dodałam, żeby nikomu do głowy nie przyszło prosić mnie o coś – Daj godzinę odpocząć i zjemy obiad – usadowiłam się wygodnie na kanapie.

Muszę powiedzieć, że po raz pierwszy wymawiałem „zjemy obiad” z taką niesamowitą przyjemnością, ponieważ to nie było „zjemy obiad, który ugotowałam”, ale „zjemy obiad, którym zafundujesz”.

Mąż nie zrozumiał tego od razu, a dopiero wtedy,gdy syn zaczął pojawiać się w kuchni co trzy minuty i płaczliwym głosem mówił  „jestem głodny!”, jednocześnie zaglądając do lodówki. Dźwięk otwieranej i zamykanej lodówki prawie mnie uśpił, a ja, z kolejną poduszką pod głową, sięgnęłam po pilota do telewizora. Mąż, zdając sobie sprawę, że jeśli syn jeszcze tak kilka razy będzie otwierał i zamykał drzwi lodówki, one w końcu odpadną, więc zdecydował się zamówić pizzę na obiad.

Pizza była tak sycąca, że jeszcze bardziej zachciało mi się spać, o czym poinformowałam domowników. Zamknęłam się w sypialni, zabrałem pierwszą lepszą książkę z półki, a potem napisałam do męża sms-a: „bądź tak miły i przynieś trochę wody”.

Nie widziałam twarzy męża, kiedy dostał wiadomość i być może ukrywał jakieś emocje. Kiedy ze spokojnym spojrzeniem przyniósł mi szklankę wody i przemówił:

– Piotruś prosi, żeby jechać z nim do IKEI, tam do sali zabaw dla dzieci…

– Super! – doceniłam plany męża i syna – Ja będę mogła poczytać w ciszy, a potem obejrzeć kilka odcinków serialu, który wszyscy chwalą.

– Ale wieczorem jest piłka nożna – mąż nie jest przyzwyczajony do pomijania transmisji meczów na żywo.

– Dziękuję za informacje, ale wiesz, że wolę bardziej seriale – odpowiedziałam i ziewnęłam.

Mąż i syn byli nieobecni w domu do późnych godzin wieczornych. W IKEI nie tylko się bawili, ale także zjedli kolację. Kiedy wrócili do domu, wszystko w nim było tak, jak zostawili: kawałki na wpół zjedzonej pizzy leżały na stoliku do kawy. W szklankach był kwaśny niedokończony sok, a brudne talerze z zaschniętymi resztkami owsianki stały na kuchennym stole. Pierwsze muszki latały nad ogryzkiem jabłka. Piżama syna leżała na podłodze. Wchodzący przypadkiem na nią mąż, podejrzewając, że może zachorowałam lub – co gorsze – oszalałam, zapytał:

– Jak się masz? Jak Ci tutaj było bez nas!

– Okropnie! – oszołomiłam męża – Tylko czas zmarnowałam! Ten serial, który tak wszyscy chwalą jest po prostu o niczym. Ale, na szczęście seriali nie brakuje! Zaczęłam inny!

– Kiedy planujesz go obejrzeć? Wkrótce trzeba iść spać…

– Jutro! – powiedziałam jak gdyby nigdy nic i dodałam:

– A tak przy okazji, co planujesz przygotować na śniadanie? Niestety zgłodniałam i wchłonęłam wszystko, co znalazłam. Nie ma jajek, kiełbasek ani mleka…

– A kto mi poczyta przed snem? – senny syn wszedł do pokoju.

– Tato już do Ciebie idzie, połóż się kochanie – powiedziałam do syna. Westchnęłam jak najbardziej zmęczony człowieka na świecie, wyprostowałam nogi na sofie i ponownie włączyłam telewizor, z niezadowoleniem komentując:

– Sobota wieczór i nie ma nic do zrobienia!

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *