Wyjątkowe spotkanie po latach ze szkolną sprzątaczką.

Po pracy Jarek podjechał do supermarketu i wychodząc obładowany torbami przypadkowo wpadł na starszą kobietę.
– Przepraszam, tak mi przykro. Czy nic się pani nie stało? – mężczyzna pochylił się w stronę kobiety.
– Oj, Jaruś, byłeś głupi i nadal jesteś – powiedziała kobieta uśmiechając się.
– Pani Stasia! Dawno pani nie widziałem! – Jarek odstawił zakupy na chodnik i objął drobną sylwetkę kobiety. – Cóż za przyjemność panią znowu zobaczyć. Ostatnio spotkaliśmy się chyba jeszcze za moich szkolnych lat, co za spotkanie!

Szczerość młodego człowieka można było odczytać w jego uścisku, w szerokim uśmiechu, w szczerej radości w oczach.
– Pamiętam jak pani mnie goniła z mokrą szmatą albo miotłą, czasem nawet dostawałem po tyłku.
Stefania uśmiechnęła się:
– Musisz być zły na moje metody wychowawcze. Stałeś się takim dżentelmenem.
– Pamiętam to wszystko jako najlepszą rzecz, jaka mi się przytrafiła.
– Byłeś łobuzem, Jareczku. A co teraz robisz? Musisz być jakimś szefem, sądząc po tym, jak wyglądasz.
– Tak, mam własną firmę.
– I pewnie wszyscy się do ciebie zwracają per Panie Prezesie? Na pewno mówią chociaż po nazwisku, a ja sobie tutaj pozwalam mówić po imieniu…
– Nawet pani nie wie jak miło jest być Jareczkiem, zupełnie jakbym wrócił do dzieciństwa. Pani Stasiu, czy pani się gdzieś spieszy? Może wybrałaby się pani ze mną do kawiarni, tu za rogiem. Po co mamy stać na chodniku i przeszkadzać przechodniom? Zamówmy kakao i ciastka, jak w szkolnej stołówce, albo coś innego, jak pani woli. Niech pani chwilę poczeka, tylko zaniosę torby do samochodu.
– Nie chciałabym zabierać czasu tak ważnej osobie – uśmiechnęła się starsza kobieta.
– Nie jestem znowu taki ważny, dla pani zawsze będę Jareczkiem. Chciałabym, żeby ktoś częściej zabierał mi czas i sprawiał, że czuję się jakbym faktycznie był jeszcze Jareczkiem.

Przystojny młody mężczyzna i drobna starsza kobieta swoim zaraźliwym śmiechem przykuwali wzrok gości kawiarni, a para była tak pochłonięta wspomnieniami, że nie zauważyła zdumionych spojrzeń.
– Pani Stasiu, nadal pracuje pani w szkole? – zapytał Jarek.
– Nie, nowa dyrektorka postawiła sprawę jasno, że w szkole nie ma miejsca dla osób starszych, więc odeszłam, a w przeciwnym razie nadal bym pracowała, zdrowie pozwala. Ale raczej nie zatrudniają osób starszych. Po usłyszeniu ile mam lat mówią, że oddzwonią i tego nie robią, a emerytura jest taka, że ledwo można związać koniec z końcem. Jarku, Bóg nie dał mi dzieci, nie mogę oczekiwać pomocy, dlatego całe życie pracowałam w tej szkole, żeby być blisko dzieci. Kochałam tych wszystkich łobuzów i myślę, że dzieci też mnie kochały.
– Nie myli się pani, bardzo panią kochaliśmy.
– I co mi przyszło na stare lata? Jestem sama jak palec, nie mam się nawet do kogo odezwać. Dziękuję ci Jarku za miłe spotkanie, nie chcę zabierać ci więcej czasu.

Cieszę się, że życie tak wspaniale ci się ułożyło, kiedyś byłeś takim buntownikiem, a wyrosłeś na inteligentnego młodzieńca.
– Musiałem przejąć po ojcu cechy chuligana. Prawie go nie znałem, co wyszedł z więzienia, to wracał. I w więzieniu zmarł. Moja matka wychowywała mnie sama – uśmiech Jarka zgasł i powiedział smutno – a moja matka zmarła w zeszłym roku, więc teraz też jestem sam.
– Niech twoja mama spoczywa w pokoju, a tobie Jarku życzę zdrowia – powiedziała Stasia – Dziękuję za jedzenie, ale muszę iść, zrobiło się późno.
– Podwiozę panią, mam samochód niedaleko. Poza tym chciałbym pani zaproponować pracę jako sprzątaczka w moim biurze. Proszę się zgodzić, nie będzie pani musiała siedzieć sama w domu, a i jakiś pieniądz wpadnie.
– Jarku, dziękuję ci serdecznie! Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy.
– Jestem pewien, że da sobie pani radę. Proszę przyjść jutro do mojego biura na

Sienkiewicza. Niech Pani się powoła na Jareczka – mężczyzna mrugnął do Pani Stasi.
– To tak wypada nazywać cię Jareczkiem przy twoich podwładnych?
– Niech się pani nie przejmuje, dla pani zawsze będę Jareczkiem. Niech pani powie, że jest ode mnie.
– Panie Prezesie, jakaś kobieta chce się z panem zobaczyć – zgłosiła sekretarka Alina, unosząc brwi ze zdziwienia – mówi, że zaprosiłeś ją do pracy.
– Alina, wyjaśnij proszę wszystkim, że ta kobieta to Pani Stasia i zaproś tu kierownika działu kadr.

Kiedy Bartek, kierownik działu kadr, przybył do biura, Jarek i Pani Stasia pili herbatę, rozmawiając i śmiejąc się z czegoś.
– Pani Stasia będzie pracować u nas jako sprzątaczka. Bartku, przygotuj proszę umowę na cztery tysiące złotych.
– Tyle u nas zarabia sekretarka – Bartek uniósł brwi w zdziwieniu.
– Tak rzeczywiście, ale nie ma potrzeby tak reagować. Proszę was, abyście szanowali nowego członka naszego zespołu i nazywali ją Panią Stasią. Pani Stasiu, proszę poczekać w poczekalni, Pan Bartek za chwilę wyjdzie z mojego biura i wytłumaczy co będzie należało do pani obowiązków.
– Przecież zatrudniamy do sprzątania zewnętrzną firmę – przypomniał szefowi kierownik kadr.
– Nie ma problemu, niech sprzątają wieczorami. Proszę przekaż wszystkim pracownikom, że mają  tę kobietę nazywać Panią Stasią i mają ją traktować z szacunkiem, jeśli chcą tutaj nadal pracować.
– Alina, od teraz, kiedy robisz mi poranną kawę, zawsze zapraszaj do mnie również Panią Stasię, będziemy razem jadać śniadania.
Oczywiście – odpowiedziała sekretarka i teraz postanowiła się nie dziwić.

Pani Stasia zabrała się do pracy i była zaskoczona, że w biurze jest tak czysto. To nie jest szkoła, gdzie trzeba cały czas machać szmatą.
– Jareczku, nie mam co sprzątać. – powiedziała kobieta przy śniadaniu – Nie mogę brać pieniędzy za siedzenie, to nie jest sprawiedliwe.
Jarek wydał polecenie, aby częściowo odmówić usług firmy sprzątającej.

W biurze pracowali głównie młodzi ludzie, a Pani Stasia traktowała ich jak uczniów w szkole. Wszyscy ją uwielbiali i byli dla niej życzliwi, a ona wnosiła w nudne biurowe życie tyle radości, humoru i ciepła, że kiedy była z jakiegoś powodu nieobecna, wszyscy martwili się, czy coś się stało ich ukochanej Pani Stasi. Zjednała wszystkich pracowników i każdy był jej za to wdzięczny.

Niezależnie od statusu, pozycji czy stanowiska, Pani Stasia traktowała wszystkich równo i do każdego zwracała się po imieniu. Ona, podobnie jak w szkole, uczyła młodzież biurową i, jeśli uznała to za konieczne, robiła uwagi.
– Alina, dlaczego nosisz tak krótką spódnicę? Czy to twój strój roboczy? Jak ci biedni mężczyźni mają sięskupić na pracy, kiedy pokazujesz takie długie i zgrabne nogi? Nie chcę cię więcej widzieć w tym stroju.
Alina roześmiała się i przytuliła do Pani Stasi:
– Pani Stasiu, kiedy mam nosić kuse spódniczki? Proszę mi pozwolić pokazywać nogi póki jestem młoda i zgrabna.
– Dobrze, ale niech to będą chociaż odrobinę dłuższe spódnice – zgodziła się ciocia Masza. – Ale nie rozpraszaj Jareczka w pracy, chociaż chyba najwyższy czas go uwieść, czas się ożenić, bo inaczej wszystko zepsuje.
– Bartek, co to za spodnie z dziurami? Czy Jareczek nie płaci ci wystarczająco, żebyś kupił sobie nowe spodnie – oburzyła się staruszka.
– To taka moda, Pani Stasiu – zaśmiał się Bartek.
– Nie jesteś już nastolatkiem, żeby nosić takie spodnie. Oj, szkoda, że nie uczyłeś się w mojej szkole i nie dostałeś miotłą po tyłku. Jareczek kilka razy oberwał i umie się ubrać.

A czasami Pani Stasia przychodziła do wszystkich pracowników biurowych i robiła ogólne uwagi:
– Moje drogie dzieci, proszę nie rzucać papieru obok kosza i ostrożnie korzystać z toalety, bo inaczej usiądę w pobliżu toalety i po wszystkich tam sprawdzę stan higieny, a potem przy wszystkich was ocenię. Jeśli będziecie się zachowywać dobrze, to do końca tygodnia upiekę pyszne ciasteczka. Chętnie usłyszę sugestie z jakim nadzieniem sobie życzycie.

Wszyscy się śmiali i obiecywali, że będą się odpowiednio zachowywać i czuć jak uczniowie, bo najlepszym okresem życia człowieka jest dzieciństwo i im dalej od niego, tym bardziej chcemy się czuć jak dziecko, a pracownicy biurowi, obok Pani Stasi czuli się jak dzieci.

Gdy Pani Stasia bardzo się zestarzała, sprzedała swoje mieszkanie i za namową Jarka, tego buntownika i łobuza, zamieszkała z nim. Jarek nie wyobrażał sobie już życia bez tej chudej staruszki, stała się dla niego drugą matką.
Do tego czasu Jarek i jego sekretarka Alinka, byli małżeństwem i mieli dwoje dzieci, chłopca i dziewczynkę. Pani Stasia miała wiele do zrobienia, pomagała w wychowaniu dzieci Jarka.

Darek, syn Jarka i Alinki, wyrósł na takiego samego łobuza jak jego ojciec, więc Pani Stasia zawsze miała w pogotowiu miotłę i mokrą szmatę, które czasem pomagały lepiej niż rozmowy i wyjaśnienia.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *