Prawda jest zawsze jedna

Julia Pietrasińska miała już zacząć pić herbatę, gdy nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Dźwięk był krótki, jakby ktoś nieśmiało i bez odwagi nacisnął przycisk. Sąsiadka zwykle dzwoni inaczej, naciska i trzyma długo – do tej pory, aż nie otworzy drzwi. Jest głucha, więc myśli, że wszyscy wokół również i dlatego tak robi.

Na progu stał Witek, syn sąsiadki z naprzeciwka. Kiedyś Julia często pomagała im i opiekowała się chłopcem, jeśli matka akurat musiała gdzieś wyjść. Potem, kiedy zaczął chodzić do szkoły, również się nim opiekowała i pomagała, jak mogła.

– Dzień dobry, pani Julio!

– Dzień dobry Witku, co się stało?

– Nie, nic się nie stało. Chcę z Panią po prostu porozmawiać i to poważnie. Mogę?

– Skoro to taka poważna sprawa, to proszę, wejdź. Napijesz się ze mną herbaty?

Witek zdjął buty i poszedł do kuchni. Na stole stał kosz z sucharami i słoik dżemu. Kobieta rozlała herbatę do filiżanek, a kuchnia napełniła się zapachem mięty i czegoś słodkiego. Ten zapach nie był znany chłopcu, ale bardzo mu się spodobał. Sięgnął do plecaka i wyjął batonik – najwyraźniej mama dała mu do drugiego śniadania do szkoły, a on postanowił się nim teraz podzielić.

– Popijaj, z herbatą będzie pysznie smakował.

Julia uśmiechnęła się. Kiedy patrzyła na tego chłopca, zawsze przypominał jej się syn. Zawsze mówił, że chce być już dorosły i był bardzo poważny.

Witek napił się gorącego napoju z kubka, westchnął i rozpoczął rozmowę.

– U nas w szkole nauczycielka kazała przynieść wszystkim zdjęcie dziadka, który walczył w wojnie lub w jakiejś bitwie. Może też być zdjęcie pradziadka czy innego krewnego. U nas w szkole tworzą po prostu księgę pamięci o wojnie. Kiedy byłem młodszy w klasie też to u nas robiono, ale mama jakoś mnie od tego wykręciła mówiąc, że nie mamy takich krewnych. A w tym roku znalazłem się w nowej klasie i nauczycielka na informację o tym, że nikogo takiego nie mam powiedziała, aby przynieść fotografię jakiegoś znajomego weterana, kogokolwiek, byle by przynieść. A wie Pani, mama jest z domu dziecka, a tatę wychowywały psy…

– Jak to psy? Co ty mówisz?

– To mama mówi, że tata jest “psi syn”, a jego krewni są tacy sami jak on, więc nie mamy nikogo. Jesteśmy sami. Więc pomyślałem, że Pani też jest sama. Może chciałaby Pani być moją babcią? Pamięta Pani wojnę? Nie walczyła Pani może?

Julia uśmiechnęła się smutno.

– Nie Wituś, byłam wtedy mały, ale mój ojciec walczył, a mama była lekarzem w szpitalu polowym, wiem więc o wojnie z pierwszej ręki, mogę Ci pokazać ich i opowiedzieć o nich. Oczywiście, mogę być też Twoją babcią.

Miała kilka grubych albumów ze starymi zdjęciami, a na pożółkłych zdjęciach widać młode, uśmiechnięte twarze. Chłopiec z zainteresowaniem słuchał opowieści nowej babci. Jak jej ojciec był czołgistą, jak płonął w zmiażdżonym czołgu i przeżył cudem, a potem przez całe życie cierpiał przez poparzone nogi. Słuchał o jego nagrodach i czynach pracowniczych po wojnie.

Babcia Witka nie podarowała mu tych fotografii ponieważ uznała, że jutro pójdzie zrobić większą odbitkę, a tę zatrzyma dla siebie. Chłopiec chętnie się zgodził i ogólnie był bardzo zadowolony z rozmowy.

– Jeśli chcesz, to mów o wszystkim, zawsze Ci pomogę. Jeśli ktoś Ci będzie dokuczał i Cię czymś urazi, też mów. Jesteś teraz moją babcią, muszę Cię bronić.

– Dziękuję, Wtuś, na pewno Ci powiem, jeśli coś będzie nie tak, ale jak dotąd jest dobrze.

Chłopiec odszedł, kobieta usiadła przy stole i w duszy wszystko aż zadrżało jak wiele lat temu, tylko nie ma już łez, żeby płakać – wszystkie wylała przez te długie lata.

Kiedyś miała syna, dobrego chłopca. Dobrze się uczył, a potem zaciągnął się do wojska. Potem z przyjacielem wyjechali do pracy za granicę, tam poznał dziewczynę i już został. Pojechali nawet do niego na wesele, wszystko wtedy jeszcze było dobrze.

A potem coś poszło nie tak. W kraju, w którym był zaczęto bardzo źle traktować Polaków. W firmie syna najpierw zwlekano z wypłatą pensji, a potem po prostu go zwolnili. Nie miał najpierw pieniędzy, by wrócić, potem miał inne problemy i tak nie widzieli się wiele lat. Potem nagle się zmienił i zaczął przez telefon mówić o tym, że Polacy to idioci, Polska to kraj dla debili, który najlepiej zaorać. Próbowałam się sprzeciwić tym słowom, bo prawda jest inna, zawsze jedna – to za ten kraj jego 17-letni dziadek poparzony walczył resztkami sił.

Wszystkie moje próby przekonania go do tego że się myli, rozbijały się jak groch o ścianę, tak jakby jej syn został poddany praniu mózgu i zapomniał o wszystkim. Stał się zupełnie obcy, zupełnie inny.

Od wielu lat nie ma kontaktu z jego rodziną. Dzwoni dwa razy w roku. Wnuki dorastały bez niej, a na świecie są już prawnuki, ale ona wie, że ich nigdy nie zobaczy.

Następnego dnia Julia poszła powiększyć odbitki. Niech przynajmniej obcy chłopiec opowie o życiu i wyczynach jej ojca. Ta pamięć o strasznej wojnie nie może umrzeć. Niech dla rodzimych wnuków i prawnuków będzie niczym. Prawda zawsze była i będzie sama, bez względu na to, jak niektórzy będą próbowali ją przeinaczyć.

Łzy znów spłynęły po policzkach kobiety. Chyba jednak nigdy się nie skończą. Wysychają tylko na chwilę i znowu wracają. Oczywiście na wojnie było bardzo trudno, ale było jasne, że jest tam wróg i trzeba z nim walczyć. Teraz nie ma wojny, jednak wcale nie jest łatwiej, bo tego wroga nie widać, ale on jest. Dwie rodziny kiedyś się znienawidzą i to jest przerażające.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *