Poszłam do szkoły po córkę, ale jej tam nie było. Wróciła dopiero w nocy z dzieckiem na rękach

W tym roku moja córka Dominika poszła do pierwszej klasy. Na początku zawsze odprowadzałam ją do szkoły i po lekcjach ją z niej odbierałam. Najpierw mieszkaliśmy na wsi, a potem przeprowadziliśmy się do miasta. Bardzo nie chciałam, aby wracała ze szkoły sama mimo tego, że była blisko naszego mieszkania. “ To jednak wciąż jeszcze nieznane miejsce, obcy ludzie i naprawdę wiele złego może się wydarzyć” – myślałam. Minęły dwa lata, po których byłam już nieco spokojniejsza o córkę, dlatego kiedy nie miałam czasu, aby ją odebrać, pozwalałam jej wracać samej. Mąż także twierdził, że nie powinniśmy kontrolować każdego jej ruchu, aby wyrosła na samodzielną dziewczynę. Bywało, że Dominika po szkole gdzieś jeszcze szła ze swoimi koleżankami, ale zwykle wcześniej dzwoniła, aby nas o tym uprzedzić, ponieważ wiedziała, że będę się niepokoić. Pewnego dnia postanowiłam się przespacerować i przy okazji wyjść na spotkanie mojej córce, która o tej porze zwykle wracała ze szkoły.

Zadzwonił dzwonek i wszystkie dzieci wyszły z klasy. Wszystkie prócz Dominiki. Poszłam wtedy do wychowawcy klasy, aby dowiedzieć się, gdzie jest Dominika. Wtedy dowiedziałam się, że zamierzała do mnie zadzwonić, bo moja córka nie pojawiła się w szkole od tygodnia. Byłam zaskoczona i przestraszona tym, co usłyszałam. Przez tyle czasu mówiła mi, że wychodzi do szkoły, a tak naprawdę się gdzieś włóczyła i nawet nie wiedziałam, gdzie! „Boże, Dominiczko, uważaj na siebie” – pomyślałam i od razu do niej zadzwoniłam, ale nie odbierała. Zadzwoniłam więc do męża, z którym zdecydowaliśmy o tym, że poczekamy do wieczora, a potem pójdziemy zgłosić zaginięcie na policję. Wracałam do domu z nadzieją, że może już wróciła. Faktycznie, stała przy wejściu do bloku z jakimś chłopakiem, dziewczyną i… z dzieckiem na rękach. Widząc mnie pożegnała się z przyjaciółmi i podeszła do mnie z dzieckiem.

– Czyje jest to dziecko? Dominika, gdzie Ty w ogóle byłaś? Dlaczego nie odbierałaś ode mnie telefonów?

Córka odpowiedziała, że wszystko wyjaśni już w domu. 

Okazało się, że jej przyjaciel Sebastian ma siostrę, którą się opiekuje. Ich matka jest alkoholiczką i zdarza się jej, że nie wraca na noc do domu. W związku z tym, że chłopak jest już zmęczony całą tą sytuacją, chciałby trochę odpocząć i spędzić więcej czasu z przyjaciółmi. W związku z tym moja córka zaoferowała opiekę nad dzieckiem przez tydzień, aby mógł nieco odetchnąć. Przez cały ten czas opiekowała się siostrą Sebastiana i dlatego też nie chodziła do szkoły.

Powiedzieć, że byłam zszokowana tą wiadomością, to jak nic nie powiedzieć. Nie wiedziałam, jak z nią teraz postąpić. Nie mogłam jej za to ukarać, bo nie zrobiła nic złego. Postanowiłam więc pójść do matki jej przyjaciela, aby z nią porozmawiać. Na szczęście była w domu, ale co najdziwniejsze nawet nie zapytała, dlaczego jakaś nieznajoma osoba przychodzi z jej dzieckiem. Jak się okazało, była już w stanie mocno wskazującym, więc rozmowa z nią nie miała sensu. Długo zastanawialiśmy się z mężem, co możemy zrobić w takiej sytuacji, aż w końcu zdecydowaliśmy, że skontaktujemy się z odpowiednimi instytucjami.

W ciągu tych kilku dni udało mi się przywiązać do tych dzieci. Szczególnie nie chciałam nikomu obcemu oddawać dziewczynki. Kochałam tę dwójkę jak cała moja rodzina. Mój mąż i Dominika też bardzo się do nich przywiązali – wychodziliśmy na spacer z całą rodziną, a wspólne spędzanie czasu połączyło nas jeszcze bardziej. Jeśli wcześniej mąż czasami zostawał dłużej w pracy, to teraz było odwrotnie, ponieważ jak najwięcej czasu chciał spędzić więcej czasu z dziećmi i ze mną. Niestety dzieci zostały zabrane do domu dziecka, a matkę pozbawiono praw rodzicielskich. Ja nie mogłam jednak przestać myśleć o małej Ewusi i w związku z tym, że od dawna i tak planowaliśmy drugie dziecko, zdecydowaliśmy się ją zaadoptować. Teraz mam dwie córki i jestem bardzo szczęśliwa.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *