Lidzia, wiesz, że cię bardzo kocham, dlatego cię ostrzegam przed tym Jurkiem. Jednak to już ostatni raz, kiedy z tobą rozmawiam na jego temat. Nie chcę już nic o nim słyszeć. Poświęciłam na to zbyt wiele czasu i wysiłku. Jeśli nie umiesz wyciągnąć z tego wszystkiego wniosków, to ja cię przepraszam, ja wnioski wyciągam, i mogę z tobą rozmawiać na każdy temat, tylko nie na ten.

– Lidzia, wiesz, że cię bardzo kocham, dlatego cię ostrzegam przed tym Jurkiem. Jednak to już ostatni raz, kiedy z tobą rozmawiam na jego temat. Nie chcę już nic o nim słyszeć. Poświęciłam na to zbyt wiele czasu i wysiłku. Jeśli nie umiesz wyciągnąć z tego wszystkiego wniosków, to ja cię przepraszam, ja wnioski wyciągam, i mogę z tobą rozmawiać na każdy temat, tylko nie na ten.

Na Facebooku wyświetliło jej się wspomnienie sprzed roku i przypomniało o tym, co się wtedy wydarzyło.

– Jaka ja byłam naiwna – pomyślała patrząc na zdjęcie rozdartego serduszka i tekst najeżony przeróżnymi buźkami.

Napisała ten tekst aby pożegnać się z jedynym i niepowtarzalnym mężczyzną, mężczyzną jej życia.

– Zapomnisz o nim, najważniejsze, żebyś się z nim nie spotykała, nie pisała do niego i nie dzwoniła – pouczała ją koleżanka.

Lidia patrzyła na nią jak na szaloną – zapomnieć o kosmosie, zapomnieć o raju, zapomnieć o miłości? Z księżyca spadła czy macierzyństwo przyćmiło jej cały rozum? Co ona wie o jej miłości, z tymi swoimi patelniami i zakochanym mężem? Co wiedzą o spotkaniach w jej mieszkaniu?

– Kocham go – mówiła monosylabami – przecież wiesz co to jest miłość?

– Myślisz, że go kochasz – przekonywała Lidię – ale miłość musi być wzajemna, a ponieważ twój bezcenny Jurek nie odwzajemnia twojego uczucia, ty też nie możesz go kochać.

– Słyszysz siebie? – co? – zapytała sarkastycznie z wielkim żalem.

– A ty się słyszysz?

– Tak, jestem cała owładnięta moją miłością! On jest moim kosmosem, moim wszechświatem – tak go kocham! Jestem gotowa na wszystko dla niego! Rozumiesz?

– Oczywiście – odpowiedziała jej koleżanka.

Ta rozmowa nie odbywała się po raz pierwszy. Za każdym razem, gdy działo się coś złego w jej związku przychodziła do koleżanki, siadały w jej małej kuchni i wylewała przed nią swoje żale i łzy. Marta troskliwie nalewała herbatę lub coś mocniejszego, głaskała i przytulała, płakała razem z nią, udzielała rad i wspierała. Ale z czasem Marta przestała być tak empatyczna i tylko od czasu do czasu kiwała głową i zadawała sugestywne pytania. Aż nadszedł dzień, kiedy znów toczyły podobną rozmowę, ponieważ Jurek nie zamierzał wziąć ślubu z Lidią ani nawet z nią zamieszkać. I Marta postanowiła powiedzieć co o tym naprawdę myśli ale coś w tej rozmowie poszło nie tak:

– Lidzia, wiesz, że cię bardzo kocham, dlatego cię ostrzegam przed tym Jurkiem. Jednak to już ostatni raz, kiedy z tobą rozmawiam na jego temat. Nie chcę już nic o nim słyszeć. Poświęciłam na to zbyt wiele czasu i wysiłku. Jeśli nie umiesz wyciągnąć z tego wszystkiego wniosków, to ja cię przepraszam, ja wnioski wyciągam, i mogę z tobą rozmawiać na każdy temat, tylko nie na ten.

– Rozumiem, koleżanko – wstała wtedy Lidia i wyszła. Zniknęła na bardzo długi czas.

Albo był to zbieg okoliczności, albo w momencie, kiedy zabrakło osoby, przed którą Lidia mogłaby grać rolę nieszczęśliwie zakochanej, zaczęła coraz mniej myśleć o swoich uczuciach. Próbowała jeszcze znaleźć kogoś wśród swoich przyjaciół, kto by jej wysłuchał, ale nikt z jej znajomych nie miał tyle cierpliwości co Marta. Szybko znajdowali przeróżne powody, by się z nią nie spotykać. Zerwała więc kontakty z tak zwanymi przyjaciółmi, a następnie zerwała również z Jurkiem. A raczej nie zerwała, tylko przestała do niego dzwonić, pisać i prosić o spotkania.

Nadszedł okres, w którym to Jerzy prosił o spotkania. Ona przyjmowała przeprosiny, później go przepędzała i znowu sama szukała powodów do spotkania. Ta karuzela trwała bardzo długo. A potem wszystko się samo uspokoiło. Lidia już nie pamięta jak ta miłość zniknęła. Pamięta, że usiadła aby napisać ten post na Facebooku, po to, by odgrzać w sobie nadzieję i pragnienie ale tego w sobie nie znalazła. I wyszło z tego coś w stylu „dziękuję, że byłeś w moim życiu”.

Teraz ponownie to czyta i śmieje się sama z siebie, jaka była naiwna. I jakich słów używała, jaka forma,.jaki styl. Mogłaby powieści miłosne pisać.

– Marta, cześć. Poznajesz? Może się spotkamy? Muszę ci wiele opowiedzieć. I dzięki, miałaś we wszystkim rację.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *