Sąsiedzi nie mają domofonu, a ich goście dzwonią do mojego mieszkania, żeby się móc do nich dostać. Zapytałam sąsiadkę, dlaczego tak jest, a jej postawa mnie zszokowała

Często myślałam, że moi sąsiedzi są dziwni, ale dopiero niedawno przekonałam się o tym na własnej skórze.

Bywało, że po prostu udawałam, że nic się nie dzieje, ale potem zaczęło mi brakować już po prostu cierpliwości.

Siebie mogę śmiało nazwać idealną sąsiadką: nie piję, nie palę, nie hałasuję i ogólnie jestem spokojna oraz życzliwa. Nikt nigdy nie miał ze mną żadnych problemów.

Jak do tej pory tylko raz miałam nieprzyjemną sytuację z sąsiadami, ale nie z tego powodu mam do nich pretensje.

Pewnego dnia wracałam do domu po pracy i kupiłam kilka ciast, aby poczęstować koleżanki z pracy przed moim dłuższym urlopem. Szłam więc z pudełkami w ręku dochodząc do zamkniętego korytarza i chciałam otworzyć prowadzące na niego drzwi wspólnym kluczem, ale nie mogłam, klucz się po prostu nie obracał. Zadzwoniłam do mieszkania sąsiadów, ale nikt nie otworzył drzwi. Powtarzające się dzwonienie również nic nie dało.

Zmartwiłam się i zeszłam na dół, żeby zapytać naszego ochroniarza, czy moja sąsiadka jest w domu. Mężczyzna powiedziała mi, że sąsiadka jest w domu i nie tak dawno wchodziła do bloku z jakimś mężczyzną.

Ochroniarz skontaktował się z matką mojej sąsiadki, aby ta zadzwoniła do niej na telefon komórkowy i poprosiła o otwarcie drzwi. Poszłam na górę i zobaczyłam, że drzwi są otwarte. Najwyraźniej dopiero telefon od matki mógł jakkolwiek poskutkować.

Okazało się, że jeśli drzwi nie zostaną całkowicie zamknięte od wewnątrz, to nie można ich już otworzyć z zewnątrz. Niestety córka sąsiadów nie przeprosiła za spowodowaną niedogodność, ale nie miałam do niej o to żadnych pretensji.

Teraz za to ciągle nieznajomi mi ludzie dzwonią do mnie domofonem – chcą się po prostu dostać do moich sąsiadów. Za każdym razem podnosząc słuchawkę słyszę to samo: „Proszę otworzyć, bo Pani sąsiedzi nie mają domofonu, a chcemy do nich wejść”.

Kilka razy otworzyłam. Myślałam, że domofon im się się zepsuł, a dla mnie to nie problem parę razy otworzyć. Niestety, taka sytuacja miała miejsce cały czas.

Następnym razem zapytałam, czy sąsiedzi czekają na tych, którzy dobijali się do mnie domofonem i może byłoby lepiej, gdyby zadzwonili do na komórkę, a wtedy oni otworzą.

Odpowiedź, którą usłyszałam po prostu mnie oszołomiła.

„Wiedzą, że będziemy, chodzi o sprzedaż laptopa. Kazano nam zadzwonić właśnie pod ten numer mieszkania”.

W zeszłym tygodniu w niedzielę mój domofon zadzwonił około północy. Przez długi czas nie mogłam zrozumieć, kto może dzwonić o takiej porze, ale w końcu podniosłam słuchawkę – dzwonili moi sąsiedzi.

Okazało się, że przyjechali od krewnych. Około północy dzieci sąsiadów wróciły do domu, a rodzice dojechali dużo później. To właśnie te dzieciaki do mnie zadzwoniły, bo nie miały ze sobą zapasowego klucza, które pozostały pod wycieraczką przy drzwiach mieszkania, w tym samym miejscu, w którym zawsze leży. Rodzice nauczyli ich, że jeśli zadzwonią do mojego mieszkania, to ich wpuszczę do bloku, a dzięki temu będą mogli wydobyć klucz spod wycieraczki i dostać się do mieszkania.

Uznałam, że to dziwne, że wkładają klucze pod wycieraczkę tym bardziej, że jeśli kiedyś coś zniknie z ich mieszkania, to mogą od razu obwinić sąsiadów, w tym oczywiście mnie. To byłaby bardzo nieprzyjemna sytuacja.

Kiedy wpuściłam dzieci do bloku, te nawet mi nie podziękowały mimo, że było już bardzo późno. Dawno już spałam, bo musiałam wcześnie rano wstać do pracy, a takim nocnym dzwonieniem bardzo mnie zdenerwowali, ale ich to nie obchodziło. Dla mnie to niesamowita bezczelność.

Rano spotkałam sąsiadkę na korytarzu i postanowiłam z nią porozmawiać. Poprosiłam, żeby ludzie, którzy do nich przychodzą, nie dzwonili już do mojego mieszkania, bo jestem tym bardzo zmęczona.

– Proszę zainstalować domofon, ja nie jestem portierem.

Starałam się być tak uprzejma, jak to tylko możliwe, bo nie chciałam nikogo urazić ani obrazić, a jedynie zaznaczyć, że też mam granice cierpliwości. Niestety w odpowiedzi usłyszałem bardzo chamskie i ostre słowa.

– Ręce Ci odpadną, jak naciśniesz guzik kilka razy? Taka młoda, a narzeka jak jakaś stara baba. Sama zdecyduję o tym, czy będę instalowała domofon, czy nie!

Widząc taką reakcję zdałam sobie sprawę, że z tą kobietą nie uda mi się dogadać. Sąsiadka wyraźnie szukała zwady, a ja staram się nie zadzierać z takimi ludźmi, więc wtedy po prostu poszłam do siebie, nie pozwalając na to, aby konflikt eskalował. W innym razie sąsiadka z pewnością zwyzywałaby mnie jeszcze bardziej.

Postanowiłam po prostu wyłączać domofon każdego wieczoru i włączać go dopiero rano. Trudno było mi się do tego przyzwyczaić, więc napisałam sobie kartkę z przypomnieniem i przykleiłam ją przy drzwiach. Wydawało się to najrozsądniejszym rozwiązaniem.

Nie obchodzi mnie, jak zareagują sąsiedzi na to, że nie wpuszczam już ich gości. Pewnie im się to nie podoba, ale nie interesuje mnie to – oni są dla mnie zupełnie obcymi ludźmi. To, że mieszkamy obok siebie nie daje im prawa do takiego traktowania mnie. Nie jestem im nic winna bez względu na to, co sobie o tym myślą.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *