Czuję się oszukany przez własną żonę i teściową.

Przez ostatnie lata byłem przekonany, że wraz z żoną wynajmujemy mieszkanie od obcej osoby, ale niedawno dowiedziałem się, że właścicielem jest moja teściowa! Czułem się oszukany.

Poślubiłem Magdę trzy lata temu. Nie pochodzę z zamożnej rodziny i nie mogłem pozwolić sobie na własne mieszkanie w mieście. Magda mieszkała z rodzicami w dwupokojowym mieszkaniu i naturalne było, że po ślubie musiała się wyprowadzić – nie było tam dla nas miejsca.

Postanowiliśmy wynająć mieszkanie w centrum, nie zależało nam na luksusach, chciałem jak najszybciej odłożyć pieniądze na wkład własny i kupić coś własnego na kredyt.

Póki co nie mieliśmy wystarczającej gotówki, by zrealizować ten plan, z naszych pensji ledwo starczało na pokrycie kosztów życia.

Pomyślałem, że na początek moglibyśmy wynająć mieszkanie dalej od centrum, byłoby taniej i moglibyśmy szybciej oszczędzić wymaganą sumę pieniędzy, ale Magda nie brała pod uwagę innego lokum niż to, które właśnie oglądaliśmy. Twierdziła, że z właścicielem ma dobre relacje i lepiej nie ryzykować problemów gdzieś indziej. Finalnie wprowadziliśmy się tam.

Niestety nie umiałem wymyśleć rozsądnego sposobu na oszczędzanie pieniędzy – nie wyobrażałem sobie, że mielibyśmy pracować siedem dni w tygodniu albo na dwa etaty, chciałem mieć normalne życie. Ciężko nam cokolwiek odłożyć przy wysokim czynszu za wynajmowane mieszkanie, nie wiem kiedy będziemy mogli sobie pozwolić na własne.

Teściowa nie ingerowała w nasz związek i ceniłem to. Nie mogę powiedzieć na nią złego słowa.

W mieszkaniu w centrum mieszkamy już niemal trzy lata, wszelkimi opłatami zajmowała się żona, ponieważ to ona miała namiary na właścicielkę. Dopiero niedawno, całkiem przypadkowo, dowiedziałem się, że mieszkanie należy do mojej teściowej.

Podczas obiadu u teściowej zaczęła się rozmowa o przyszłym ślubie w ich rodzinie.
– Wydawało mi się, że Ania już wyszła za mąż – zdziwiłem się.
– Nie, nie może się dogadać z mężem w kwestii nazwiska. Chciałaby zostać przy panieńskim, ale dla niego to brak szacunku – odparła moja żona.
– Ja po pierwszym ślubie też nie zmieniłam nazwiska, za to przyjęłam nazwisko mojego drugiego męża i nie jestem już Wesołowska.

I wtedy coś mnie tknęło – przypomniałem sobie, że na umowie najmu widziałem to nazwisko… i imię też by się zgadzało. Ale nie chciałem psuć atmosfery, więc rozmowę z żoną odłożyłem na wieczór.

W domu zapytałem żonę prosto z mostu, a ona nie zaprzeczyła. Potwierdziła, że właścicielką mieszkania jest jej matka, która nie chciała oddawać mieszkania za darmo, a ona nie widzi w tym nic złego.

Byłem w szoku, a nawet poczułem się oszukany. Uważam, że cena jaką płacimy jest zbyt wysoka jak na takie mieszkanie, a przecież teściowa mogłaby nam trochę pomóc w realizacji marzeń.
– I tak musieliśmy coś wynająć, a stąd przynajmniej nikt nas nie wyrzuci i możemy je urządzić jak chcemy – tłumaczyła moja żona.
Generalnie się z nią zgadzam, ale nie czuję się dobrze z tym, że nie powiedziała mi prawdy przez tyle lat. No i dziwi mnie, jak można brać pieniądze od własnego dziecka. Już dawno mogliśmy odłożyć brakującą sumę na wkład własny, a teściowa mogłaby wynająć mieszkanie komuś innemu. Widocznie nie chciała tracić zysków nawet na kilka miesięcy. Moja żona miała jednak inne priorytety.
– Zauważ, że nie musimy brać żadnego kredytu, jestem jedynaczką i na pewno mama przepisze mi to mieszkanie.
– Dokładnie, tobie przepisze.
– Aha, czyli o to chodzi… Nie martw się, nie planuję cię zostawiać.
Nie wiem co mam myśleć, nie daje mi to spokoju. Odkąd dowiedziałem się, że mieszkanie należy do teściowej, nie czuję się tu komfortowo. Co powinienem zrobić?

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *