Artur przeniósł się do salonu, ponieważ pokój, który kiedyś służył jako małżeńska sypialnia, teraz zajmowałam ja z synem.

Artur, mój były mąż, na początku bardzo mnie kochał. Jeszcze przed ślubem prawie mnie nosił na rękach – obsypywał kwiatami i drogimi prezentami. Wyjeżdżaliśmy razem na wakacje i jeżeli tylko o coś poprosiłam, to to dostawałam.

Kiedy Artur mi się oświadczył, byłam prawdopodobnie najszczęśliwszą narzeczoną na całym świecie. W końcu mój chłopak, oprócz tego, że bogaty i mądry, był też niesamowicie przystojny. Wszystkie przyjaciółki mi go zazdrościły.

Ale po ślubie wszystko się zmieniło. Artur nie był już wobec mnie taki łagodny. Zaczął często używać niegrzecznych słów, a nawet podnosić na mnie głos. Oczywiście zaczęło mnie to bardzo martwić. Próbowałam z nim rozmawiać, ale to się nie zawsze udawało.

„Jak urodzisz mi dziecko, będę cię lepiej traktował,” – powiedział mi mąż. Ale niestety, jakoś nie mogłam zajść w ciążę.

W końcu, na prośbę męża, musiałam przejść długą i wyczerpującą terapię hormonalną, po której wreszcie mogłam wykrzyknąć długo wyczekiwane: „Jestem w ciąży!”

Kiedy jednak urodził się nasz syn Marcel, zamiast pławić się w uwadze i miłości męża, którą mi obiecał, znalazłam się sama z dzieckiem w czterech ścianach mieszkania. Arturowi nie spieszyło się z pracy do domu, przeciwnie, starał się tam zostać jak najdłużej, żeby nie słyszeć płaczu dziecka, które też zaczęło go denerwować.

– Po co wy mi jesteście potrzebni?! – wrzasnął kiedyś w napadzie wściekłości. – Żyłem sobie spokojnie i szczęśliwie, nie – rodziny mi się zachciało! Co za głupek ze mnie!

– Ale nikt cię nie zmuszał do zakładania rodziny… – odpowiedziałam, ledwo powstrzymując łzy, które cisnęły mi się do oczu.

– Wiem… – Artur podrapał się w tył głowy – Jestem durniem.

Po tej rozmowie nasz związek wszedł na nowy poziom – „wrogowie”. W tych rzadkich chwilach, kiedy spotykaliśmy się w kuchni, staraliśmy się ze sobą nie rozmawiać. Artur przeniósł się do salonu, ponieważ pokój, który kiedyś służył jako małżeńska sypialnia, teraz zajmowałam ja z synem. Nadal przygotowywałam jedzenie dla nas wszystkich, ale Artur w zasadzie nie jadł tego, co ugotowałam. Mówił, że zjadł coś w pracy.

Mąż wciąż dawał mi pieniądze. Ale jak dawał? Zostawiał je na kuchennym stole, żeby nie musieć ze mną rozmawiać. Później słyszałam, jak słodko rozmawia z kimś przez telefon po ciężkim dniu pracy. To było bardzo obraźliwe, bo wiedziałam, że po drugiej stronie jakaś długonoga blond modelka prawdopodobnie słucha jego czułych słówek.

Kiedyś zebrałam się na odwagę i postanowiłam porozmawiać z Arturem o naszym związku. Weszłam do pokoju, kiedy rozmawiał z jakąś dziewczyną na wideo. Dźwięku nie słyszałam, bo Artur miał na uszach słuchawki, ale wyraźnie widziałem, że z ekranu uśmiecha się młoda piękność z dużym dekoltem.

– Dlaczego poświęcasz czas jej, a nie mnie? – zaczęłam od progu mówić o tym, co mnie martwiło.

– Po pierwsze, mam tu prywatną rozmowę, – Artur wstał z kanapy. – A po drugie, – spojrzał na mnie ze złością, – ty w ogóle widziałaś się w lustrze?

– To znaczy?

– Jesteś gruba i w ogóle o siebie nie dbasz! – Artur był wściekły. – Popatrz na swój brzuch!

– Ale urodziłam ci dziecko, którego tak bardzo chciałeś, – zaczęłam płakać. – I zaczęłam przyjmować te hormony tylko przez ciebie. A ty mnie teraz obwiniasz.

– Trzeba było myśleć głową, – powiedział mi Artur i zamknął drzwi, wyprowadzając mnie z salonu.

A następnego dnia odszedł, zostawiając mnie i Marcela samych. Pierwsze miesiące były dla mnie bardzo trudne, ale teraz uczę się żyć na nowo. Zapisałam się na siłownię i powoli wracam do formy. Marcel zdrowo rośnie i to mnie cieszy. A mąż… i męża też jeszcze będę miała. W swoim czasie!

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *