Dlaczego „Nocne Czarownice” były najbardziej budzącymi strach pilotkami II wojny światowej

Dlaczego „Nocne Czarownice” były najbardziej budzącymi strach pilotkami II wojny światowej
Telegram dotarł, gdy zupa wciąż się gotowała.
Nie po kolacji, kiedy smutek mógłby przynajmniej nadejść z godnością. Nie o świcie, kiedy ciemność mogłaby złagodzić ostrość złych wiadomości. Nadeszła w środku wieczoru, kiedy zapach kapusty wypełniał małe mieszkanie, para zamgławiała okno w kuchni, a radio w sąsiednim pokoju szeptało patriotyczny marsz, którego nikt w domu Markovych tak naprawdę nie słuchał.
Elena Markova usłyszała pukanie i od razu wiedziała, że to do niej.
Matka nie potrzebuje jasnowidzenia w takich sprawach. Wojna uczy bardziej praktycznego instynktu. Różnicę między sąsiadami, urzędnikami, pijakami i losem poznaje się po tym, jak dłoń uderza w drewno.
To pukanie było oficjalne.
Nie głośne. Nie niegrzeczne.
Gorsze.
Wyważone.
Jej młodsza córka, Lena, podniosła wzrok znad stołu, przy którym cerowała rękawiczkę. Jej mąż, Michaił, przestał ostrzyć nóż kuchenny i odwrócił głowę w stronę drzwi z powolną, wyczerpaną ostrożnością człowieka, który w ciągu swojego życia otrzymał już zbyt wiele złych wiadomości.
Tylko Katia nie podniosła wzroku.
Katia, najstarsza córka, siedziała przy piecu w zbyt dużym męskim swetrze z rękawami podwiniętymi do łokci, a na jednej dłoni miała smar po naprawianiu łańcucha rowerowego tego popołudnia. W poprzednim tygodniu sama ścięła sobie włosy, i to nieudolnie. Wisiały wokół jej szczęki nierównymi ciemnymi pasmami, praktyczne i buntownicze.
Nadal obierała ziemniaki.
Dzięki temu Elena wiedziała, że chodzi o nią.
– Otwórz – powiedział Michaił.
Nikt się nie poruszył.
Znów rozległo się pukanie.
Katya w końcu odłożyła nóż.
– Ja pójdę.
– Nie – warknęła Elena.
Katya i tak wstała. – Mamo.
– Siadaj.
Dziewczyna – nie, już nie dziewczyna, poprawiła się gorzko Elena, bo w tym właśnie tkwił cały problem – zwróciła się do matki tymi samymi szarymi oczami, które miała od dzieciństwa, tymi samymi oczami, przez które nauczyciele narzekali, że zadaje pytania jak prokurator.
– Jeśli to jest to, o czym myślę – powiedziała cicho Katya – to nie przyszli po ciebie.
Michaił wstał. – Katya.
Ale ona już przechodziła przez pokój.
Mieszkanie w Saratowie było na tyle małe, że nic prywatnego nie pozostawało prywatne. Trzy kroki od kuchenki do stołu. Pięć od drzwi do zasłony przy łóżku. Życie ściśnięte w kątach, na półkach i na połatanych dywanikach. W takich pokojach liczył się każdy dźwięk.
Elena podążyła za córką do drzwi i stanęła na tyle blisko, by poczuć chłód, który wdarł się do środka, gdy Katya je otworzyła.
W korytarzu stał urzędnik w mundurze z urzędu rejonowego, z czapką wilgotną od topniejącego śniegu, z dokumentami pod pachą. Był zbyt młody, by wyglądać na tak wprawionego w smutku.
– Ekaterina Michajłowna Markowa? – zapytał.
Katya lekko uniosła brodę. – Tak.
Urzędnik rozłożył dokument i przeczytał go z biurokratyczną starannością, jakby każda sylaba musiała przetrwać swoją własną wagę.
– Na mocy uprawnień państwa radzieckiego oraz zgodnie z krajowymi dyrektywami mobilizacyjnymi nakazuje się Pani zgłosić się w ciągu czterdziestu ośmiu godzin do Engelsa w celu oceny zdolności lotniczych i przyspieszonego szkolenia na mocy upoważnienia towarzysza Stalina oraz pod dowództwem towarzyszki Mariny Raszkowej.
Słowa płynęły dalej, ale Elena nie słyszała ich już wyraźnie.
Służba lotnicza.
Engels.
Szkolenie.
Pomieszczenie za nią zdawało się przechylać.
Lena upuściła rękawiczkę. Michaił wymamrotał coś pod nosem, co mogłoby skończyć się aresztowaniem, gdyby ściany potrafiły mówić.
Katya jednak tylko słuchała.
Kiedy urzędnik skończył, wyciągnął dokument. Katya wzięła go pewną ręką.
„Proszę podpisać tutaj, aby potwierdzić odbiór”.
Elena weszła między nich. „Nie”.
Urzędnik mrugnął.
„Nie?” – powtórzył, zaskoczony, ale nie urażony. Jakby matkom zazwyczaj nie wolno było odpowiadać tak bezpośrednio na pytania dotyczące historii.
„Moja córka ma siedemnaście lat”.
„Osiemnaście” – poprawiła Katya.
Elena odwróciła się gwałtownie. „Za dwa tygodnie”.
„W oczach państwa…”
„Nie obchodzi mnie państwo” – powiedziała Elena.
Teraz urzędnik naprawdę wyglądał na przestraszonego.
Michaił szybko podszedł do nich, nie tyle po to, by ją wesprzeć, co raczej po to, by opanować sytuację. Był mechanikiem kolejowym, miał szerokie ramiona i zawsze pachniał żelazem i olejem. Był człowiekiem, który lepiej rozumiał maszyny niż rządy i ufał obu tylko wtedy, gdy było to absolutnie konieczne. Położył delikatnie dłoń na ramieniu Eleny.
„Wystarczy” – powiedział cicho.
– Wystarczy? – wyszeptała, wpatrując się w niego, jakby zdrada teraz odcisnęła swoje piętno również na jego twarzy. – Wystarczy?
Katya podpisała.
Odgłos pióra na papierze zabrzmiał nieprzyzwoicie ostatecznie.
Urzędnik wziął formularz z powrotem, skinął głową z ulgą człowieka, który raczej ucieka przed niebezpieczeństwem, niż je sprowadza, i wymamrotał: – Zgłoś się przed świtem w czwartek. Weź ze sobą wszystkie ubrania, jakie masz. W załączeniu kupon podróżny.
Potem wyszedł.
Nikt od razu nie zamknął drzwi. Z korytarza do mieszkania wdarło się zimne powietrze.
Katya wpatrywała się w kartkę w swoich rękach.
Lena zaczęła płakać – nie głośno, tylko tymi natychmiastowymi, bezradnymi łzami piętnastolatki, w wieku, w którym każde wielkie wydarzenie wciąż wydaje się zaprojektowane specjalnie po to, by cię zranić.
Elena w końcu zamknęła drzwi i zwróciła się do swojej najstarszej córki.
– Podpisałaś.
Katya nic nie powiedziała.
– Podpisałaś.
– Tak.
Słowo to padło łagodnie, niemal z szacunkiem, co rozgniewało Elenę bardziej niż gdyby było wyrazem buntu.
– To już wszystko? Przychodzą z papierem i nagle jesteś żołnierzem?
– Nie.
– Więc kim jesteś?
Katya zacisnęła szczękę.
Michaił powiedział: – Eleno…
Ale Elena nie zwracała się już tylko do córki stojącej przed nią. Zwracała się do wojny, do Moskwy, do haseł na plakatach, do mężczyzn, którzy już zginęli na froncie, do kobiet, które wciąż stały w kolejkach po racje, podczas gdy urzędnicy mówili o poświęceniu, jakby to oni je wymyślili.
– Kim jesteś? – zapytała ponownie.
Katya podniosła wzrok.
Odpowiedź, kiedy nadeszła, nie była dramatyczna.
– Pilotką.
W pokoju zapadła cisza.
Elena roześmiała się raz z niedowierzaniem. – Pilotka? Dwa razy latałaś szybowcem w klubie poza miastem, a teraz jesteś…
– Trenowałam przez trzy lata.
– Marzyłaś przez trzy lata.
– Tak.
Michaił przetarł twarz obiema rękami. Ten gest oznaczał, że coś w nim pękało w dwóch kierunkach naraz.
Płacz Leny ucichł, bo nawet łzy przestają płynąć, gdy rodzina dochodzi do prawdziwej kłótni.
Katya starannie złożyła dokument o mobilizacji i położyła go na stole obok ziemniaków, które jeszcze kilka minut wcześniej obierała. Ta zwyczajna domowa atmosfera niemal zabiła Elenę.
– Wiedziałaś – powiedziała nagle Elena.
Katya nie odpowiedziała.
– Wiedziałaś, że to może się stać.
– Tak.
– Od jak dawna?
– Od jakiegoś czasu.
Elena cofnęła się, jakby otrzymała policzek.
Michaił zamknął oczy.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *