Myśliwy zaginął w Idaho w 2008 roku — w 2016 roku jego szczątki i dziwne futro znaleziono wewnątrz formacji skalnej.

Historia zaginięcia Petera Halla zaczyna się 10 października 2008 roku.

Akcja rozgrywa się w północnej części Lasu Narodowego Boise, w sąsiedztwie surowego i dzikiego pasma górskiego Bitterroot w południowej części stanu Idaho.

To dziesiątki tysięcy kilometrów kwadratowych skalistych szczytów, gęstych lasów i głębokich kanionów.

Jest to miejsce, które nie wybacza błędów nawet najbardziej doświadczonym.

A Peter Hall, który miał wówczas 41 lat, był właśnie tak postrzegany.

Nie był nowicjuszem ani turystą z miasta, który postanowił pobawić się w survival.

Peter urodził się i wychował w tej okolicy, w małym miasteczku niedaleko Lman.

Polowanie na łosie było dla niego nie tylko hobby, ale coroczną tradycją, niemal rytuałem.

Znał te szlaki jak własną kieszeń i zawsze podchodził do dzikiej przyrody z najwyższą powagą.

W tym roku Peter, jak zwykle, wybrał się sam na polowanie.

Jego żona, Sarah Hall, powiedziała później śledczym, że zawsze wolał samotność w lesie.

Dzięki temu mógł całkowicie skupić się na procesie, nie rozpraszając się rozmową.

W piątek rano wyruszył swoją starą, ale niezawodną furgonetką Ford F-150.

Plan był standardowy.

Trzy dni w lesie, powrót w niedzielę wieczorem.

Miał ze sobą kompletny zestaw sprzętu.

Karabin Winchester Model 70, namiot, śpiwór przystosowany do temperatur poniżej zera, zapasy żywności i radio satelitarne.

Jedyny niezawodny środek komunikacji w tych rejonach, gdzie wieże komórkowe były bezużyteczne.

On i Sarah uzgodnili sesje komunikacyjne.

Raz dziennie o godz. 19:00 krótki raport, że wszystko było w porządku.

Pierwsza sesja komunikacyjna w piątek wieczorem przebiegła zgodnie z planem.

Peter poinformował, że dotarł do celu, rozbił obóz u podnóża jednego z bezimiennych grzbietów i planuje rozpocząć tropienie bestii następnego dnia.

Według Sarah jego głos był spokojny i pewny siebie.

Nic nie zapowiadało kłopotów.

Sobota, 11 października, była dniem, w którym wszystko poszło nie tak.

Wieczorna sesja komunikacyjna zaplanowana na godz. 19:00.

nie miało miejsca.

Sarah czekała przy słuchawce przez godzinę, potem dwie.

Próbowała sama do niego zadzwonić, ale słyszała tylko ciszę, przerywaną od czasu do czasu przez zakłócenia.

Początkowo zrzucała winę na złą pogodę lub na to, że Peter dał się ponieść tropieniu i nie wrócił na czas do obozu.

Było to rzadkie, ale zdarzało się.

Jednak gdy Peter nie skontaktował się w niedzielę rano, Sarah zdała sobie sprawę, że stało się coś poważnego.

W niedzielę 12 października w południe zadzwoniła do biura szeryfa hrabstwa Lemi.

Natychmiast rozpoczęto akcję poszukiwawczo-ratowniczą.

Pickup Petera Halla został znaleziony stosunkowo szybko, zaparkowany na niewielkiej polanie przy Forest Road, gdzie zgodnie z jego zapewnieniem miał go zostawić.

W pobliżu, kilkaset metrów dalej w lesie, odkryto jego obóz.

Namiot był starannie rozłożony, a w środku znajdował się śpiwór i plecak z zapasami.

Nie było żadnych śladów walki ani ataku dzikich zwierząt.

Wyglądało na to, że mężczyzna wstał i wyszedł, zamierzając wkrótce wrócić.

Ekipy poszukiwawcze z psami zaczęły przeczesywać teren.

Psy wyczuły ślad, który prowadził od obozu w górę zbocza w kierunku strumienia, który Peter zaznaczył na swojej mapie.

Szlak biegł prosto przez około półtora kilometra, a potem, przy samym potoku, psy zaczęły się dziwnie zachowywać.

Stracili trop, krążyli w kółko, szczekali i nie mogli ruszyć dalej.

Według jednego z wolontariuszy, doświadczonego tropiciela, wyglądało to tak, jakby mężczyzna rozpłynął się w powietrzu.

W tym momencie śledztwa pojawił się szczegół, który sprawił, że standardowa sprawa zaginionego myśliwego stała się czymś znacznie bardziej złowrogim.

Szeryf, przesłuchując wszystkich, którzy mogli mieć kontakt z Peterem, skontaktował się ze swoim starym przyjacielem, Markiem Caldwellem.

Mark był właścicielem sklepu z wyposażeniem i był również radioamatorem.

Okazało się, że Peter próbował skontaktować się nie tylko ze swoją żoną.

Około godziny 14:00.

W sobotę Mark odebrał krótką, przerywaną wiadomość od Halla na swojej częstotliwości.

Sygnał był bardzo słaby, ledwo przebijający się przez zakłócenia.

Peter mówił szybko i niespójnie, a jego głos brzmiał napięto.

A potem wypowiedział ostatnie słowa, jakie ktokolwiek od niego usłyszał.

Mark zapamiętał je słowo w słowo.

Mark, wejdź.

Stoję nad strumieniem i widzę coś dziwnego.

Coś stoi nad wodą.

Jest mniej więcej wielkości człowieka, ale nie jestem pewien, czy to człowiek.

Coś jest nie tak.

Następnie połączenie zostało przerwane.

Mark próbował ponownie do niego zadzwonić, ale słyszał tylko ciszę.

Na początku nie przywiązywał do tego większej wagi, sądząc, że to kolejny myśliwy w kamuflażu lub po prostu gra światła i cienia.

Ale kiedy usłyszał o zniknięciu Petera, natychmiast zgłosił tę rozmowę szeryfowi.

Ta informacja skłoniła poszukiwaczy do podwojenia wysiłków w okolicy potoku.

Przeszukali każdy krzak i każdą skałę, ale nic nie znaleźli.

Żadnych śladów, żadnego porzuconego sprzętu, żadnych kropli krwi.

Pogoda zaczęła się pogarszać i spadł pierwszy śnieg, szybko pokrywając wszystkie możliwe ślady.

Po tygodniu intensywnych poszukiwań operację trzeba było przerwać.

Oficjalna wersja głosiła, że Peter Hall najprawdopodobniej zgubił się, prawdopodobnie doznał obrażeń w wyniku upadku i zmarł z powodu hipotermii.

Jego ciała, jak to często bywa w tak rozległych obszarach dzikiej przyrody, nigdy nie odnaleziono.

W statystykach stał się kolejnym wypadkiem.

Sarah Hall została sama, bez odpowiedzi.

Sprawa została odłożona na półkę.

Przez następne 8 lat historia Petera Halla pozostawała tragedią dla jego rodziny i lokalną legendą wśród myśliwych, służąc jako ostrzeżenie przed niebezpieczeństwami, jakie mogą stwarzać góry Bitterroot.

Nikt nie mógł sobie wyobrazić, jakie makabryczne odkrycie czekało ich, i że nie dostarczyło ono odpowiedzi, a jedynie wywołało nowe, jeszcze bardziej przerażające pytania.

Historia była daleka od zakończenia.

Przez osiem długich lat po prostu czaił się jak drapieżnik w zasadzce.

Minęły lata.

W 2016 roku tylko bliscy przyjaciele Petera Halla i dawni koledzy z biura szeryfa pamiętali o jego zniknięciu.

Dla wszystkich innych była to dawno zamknięta sprawa.

Jednak w sierpniu 2016 roku wszystko się zmieniło.

Dwoje młodych wspinaczy, Kevin Riley i Jenna Davis, postanowili zbadać nową, nieznaną formację skalną w tym samym obszarze pasma górskiego Bitterroot.

Znajdowało się około 5 mil na północny zachód od miejsca, w którym niegdyś stał obóz Piotra.

Miejsce to było trudno dostępne i można było się do niego dostać wyłącznie przy użyciu specjalistycznego sprzętu.

Podczas eksploracji jednego ze stromych zboczy Kevin zauważył w skale wąską, prawie niewidoczną pionową szczelinę.

Było ukryte za gęstymi krzewami jałowca i można je było dostrzec tylko pod pewnym kątem.

Z czystej ciekawości postanowił zajrzeć do środka.

Szczelina była bardzo wąska, miała nie więcej niż pół metra szerokości i sięgała głęboko w skałę na kilka metrów.

W środku było ciemno i wilgotno, świecił latarką czołową.

Kevin najpierw zobaczył coś, co wyglądało jak śmieci lub szczątki jakiegoś zwierzęcia, które przyniosło tam drapieżnik.

Ale kiedy przyjrzał się bliżej, zamarł.

Głęboko w szczelinie na kamiennej podłodze leżały przedmioty, które nie mogły się tam znaleźć przez przypadek.

Zadzwonił do Jenny i razem oświetlili dno wąskiego przejścia.

To, co zobaczyli, sprawiło, że natychmiast przerwali wspinaczkę i jak najszybciej zeszli do miejsca, gdzie był zasięg komórkowy.

Na dnie szczeliny leżały zniszczone resztki odzieży.

Kawałki grubej tkaniny przypominające kamizelkę myśliwską i ogromne, znoszone przez czas buty.

Obok nich leżały białe kości.

Były to niekompletne szczątki, kilka żeber i fragmenty, które eksperci zidentyfikowali później jako fragmenty ludzkiej czaszki.

Jednak najdziwniejszym i najbardziej przerażającym szczegółem nie była sama obecność szczątków, ale sposób, w jaki zostały ułożone.

Nie były one rozrzucone chaotycznie, jak miałoby to miejsce, gdyby spadły lub zostały rozciągnięte przez zwierzęta.

Fragmenty kości i strzępy ubrań były starannie ułożone w okręgu, a but znajdował się w środku.

Cała kompozycja przypominała gniazdo.

Było to prymitywne i nieokrzesane, ale zdecydowanie sztuczne, a raczej stworzone w wyniku czyichś celowych działań.

Raport wspinaczy wywołał natychmiastową reakcję.

Na miejsce zdarzenia wysłano zespół z biura szeryfa znajdującego się w rogu.

Dotarcie do szczeliny i wydobycie szczątków nie było łatwym zadaniem i wymagało użycia sprzętu wspinaczkowego.

Kiedy wszystko zostało wyniesione i rozłożone do oględzin, stało się jasne, że nie było to tylko miejsce śmierci.

Była to czyjaś kryjówka lub magazyn.

Identyfikacja nie zajęła dużo czasu.

But pasował do marki i rozmiaru noszonego przez Petera Halla.

Fragmenty kamizelki pochodziły z tego samego modelu, który miał na sobie w dniu zaginięcia.

Analiza DNA szczątków kostnych potwierdziła, że rzeczywiście należały one do Petera Halla.

Rodzina w końcu mogła go pochować, ale dla śledczych pytania tylko się mnożyły.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *