Drżało, mimo że ogrzewanie działało na pełnych obrotach. Obaj policjanci milczeli. Nikt nie odważył się przerwać ciszy.
– Jak się nazywasz, chłopcze? – zwrócił się do niego starszy sierżant Kostow.
– Alex… – szepnęło dziecko. – Mam dziewięć lat.
Jego kolega, Michajłow, złapał stację radiową:
– Znaleźliśmy dziecko na drodze między Radevo a Gorski Izvor, które twierdzi, że jego rodzice… „śpią”. Wyślijcie ekipę pod ten adres, trzeba to natychmiast sprawdzić.
Celowo nie użył słowa „martwi”. Nadal chciał wierzyć, że dziecko się myli.
– Alex, kto ci kazał wyjść na drogę? – zapytał Kostow.
– Jeden wujek.
– Czy pochodzi z tej wsi?
– Nie… przyszedł do nas tydzień temu. Mama powiedziała, że to przyjaciel taty, który będzie nam pomagał w ogrodzie. A potem… się zmienił.
Na twarzy Kostowa pojawił się cień. Włączył syrenę, samochód skręcił w stronę wsi.
– Jak to „zmieniło się”? – zapytał przez zaciśnięte zęby.
Chłopiec zamilkł, po czym cicho powiedział:
– Już nie patrzył na nas jak na ludzi. Najpierw się uśmiechał, ale jego oczy… jego oczy stały się jak oczy zwierzęcia. Wczoraj powiedział, że „wszystko się skończyło”.
– Gdzie wtedy byli mama i tata?
– W kuchni. Kłócili się. Potem… usłyszałem głośny huk. Jakby coś ciężkiego spadło. A potem – cisza.
Dziecko skuliło się na siedzeniu, przycisnęło kolana i zaczęło cicho płakać.
Kiedy dotarli do wsi, było już ciemno. Księżyc oświetlał błotniste podwórka.
– Zostań w samochodzie, Alex. Cokolwiek się stanie – nie wychodź, jasne? – powiedział surowo Kostow.
Obaj policjanci ruszyli w stronę podwórka. Brama ogrodzenia była uchylona.
W błocie – głębokie ślady męskich butów.
W domu powitał ich zapach spalenizny i czegoś metalowego.
– Policja! Czy ktoś żyje? – krzyknął Michajłow.
Żadnej odpowiedzi. Tylko skrzypienie podłogi.
Na stole – przewrócona filiżanka, dwie niedopite kawy, telefon leżący ekranem do dołu.
Kostow podniósł go. Na ekranie — mała, zakrwawiona dłoń.
– Boże… – wyszeptał. – Wezwij kryminalistów.
W sypialni panowała cisza. Kobieta leżała pod kołdrą, jakby ktoś ją okrył. Obok niej leżał mężczyzna z nożem w dłoni, ale jego rana nie odpowiadała broni.
– To nie jest jego krew – powiedział Michajłow. – Wygląda na to, że próbował ją ratować.
Wszystko było ułożone — jak scena teatralna stworzona dla kogoś, kto powinien ją znaleźć.
Na zewnątrz słychać hałas.
– Alex? – zawołał Kostow i wybiegł na zewnątrz.
Chłopiec był w samochodzie. Siedział nieruchomo i patrzył w stronę lasu.
– Какво виждаш, момче? – попита полицаят, приближавайки се.
Алекс посочи с пръст.
– Jest tam.
W świetle reflektorów pojawiła się sylwetka. Wysoka, nieruchoma, bez twarzy.
Kostow wyciągnął pistolet, ale kiedy zapaliła się lampka, nikogo tam nie było.
– To on – szepnęło dziecko. – Zawsze tak robi. Najpierw stoi. Potem odchodzi. A potem… wraca w nocy.
Policjanci spojrzeli na siebie. Bez słów. Zabrali chłopca i zawieźli go na komisariat.
Psycholog go przyjął, a oni spisali zeznania.
Rano kryminolodzy potwierdzili: w domu znaleziono dwa ciała – mężczyzny i kobiety.
Przyczyna śmierci – liczne rany kłute.
Ślady walki były prawie nieobecne.
Ale były tam odciski nieznanej osoby. Bez skóry na palcach.
– To nie jest zwykłe morderstwo – powiedział śledczy, oglądając zdjęcia. – Albo to profesjonalista, albo… coś innego.
Chłopiec został tymczasowo umieszczony w domu dziecka. Nie rozmawiał z nikim.
Tylko raz, na pytanie „kim był ten człowiek”, Alex cicho odpowiedział:
– On nie przyszedł po nich. Przyszedł po mnie.
Trzy dni później Kostow wrócił do wsi. Nie mógł zapomnieć.
Dom był zamknięty, podwórze puste.
Wszedł do środka. Pachniało wilgocią i kurzem.
W pokoju dziecięcym znalazła kartkę papieru. Narysowano na niej ołówkiem dom, mamę, tatę i wysokiego mężczyznę bez twarzy przy oknie.
Na dole – dziecięcy pismo: „Czeka na mnie.”
Листът се изплъзна от ръцете му.
Зад него нещо изскърца.
Обърна се – празно.
Kiedy wyszedł na zewnątrz, na przedniej szybie samochodu widniał odcisk – świeży, wilgotny. Dłoń dziecka.
Kostow zapalił reflektory — i wtedy go zobaczył.
Alex.
Stał przy drodze, boso, w tej samej koszuli.
– Alex?! – krzyknął, otwierając drzwi.
Chłopiec uśmiechnął się. Zrobił krok do tyłu. Potem jeszcze jeden. I zniknął w lesie.
Policjant rzucił się za nim, ale ślady się skończyły.
W błocie – małe ślady dziecięcych stóp… a obok nich inne, znacznie większe.
Później okazało się, że Alex zniknął z domu w nocy.
Kamery pokazały, jak spokojnie wychodzi na podwórko, zatrzymuje się na chwilę przy bramie… i znika w ciemności.
Nie było śladu.
Na jego łóżku pozostał tylko jeden rysunek: ten sam dom, mama, tata i człowiek bez twarzy, który trzyma Alexa za rękę.
Pod nim, innym pismem, napisano:
„Już nie jest sam.”
Tydzień później inny patrol znalazł dziecko na tej samej drodze.
Boso, tylko w koszuli.
Na pytanie „skąd pochodzisz” odpowiedziało:
– Z domu. Ale już nie mam domu.
Potem spojrzało w stronę lasu.
Policjanci zauważyli, że między drzewami coś się porusza.
Tym razem nie zbliżyli się.
Było już za późno.
