…To był głos Markusa.
— Wszystko gotowe? — zapytał chłodno, tonem, którego nigdy wcześniej nie słyszałam.
— Tak. Fałszywe dokumenty są w schowku. Gotówka w torbie. — odpowiedział drugi mężczyzna.
Poczułam, jak ziemia usuwa mi się spod nóg. Markus? Fałszywe dokumenty? Pieniądze? W naszym aucie? Świat, który znałam, nagle przestał istnieć. Zamarłam w miejscu, nie wierząc własnym uszom.
— A ona? — zapytał nieznajomy.
— Nie ma pojęcia. Myśli, że to tylko zwykły wyjazd. Jeszcze kilka godzin i to przestanie mieć znaczenie.
Zadrżałam. Markus mówił o mnie. Planował coś potwornego.
Cofnęłam się ostrożnie, ale pod moją stopą pękła gałązka. Obaj mężczyźni umilkli.
— Kto tam jest?! — wrzasnął Markus. Jego głos był lodowaty i obcy.
Zaczęłam biec. Biegłam, ile sił w nogach, na oślep, przez tyły stacji, przez krzaki i pola. Nie oglądałam się. W uszach dudniło mi serce, a w głowie krzyczała tylko jedna myśl: uciekaj!
Po kilkunastu minutach biegu, schowałam się za starym zbiornikiem. Drżałam. Wtedy przypomniałam sobie o karteczce. Wyciągnęłam ją z kieszeni. Dwa słowa, które ocaliły mi życie: „Uciekajcie. Natychmiast.”
Zrozumiałam, że muszę działać. Ruszyłam wzdłuż drogi, ukrywając się w cieniu drzew. Po godzinie dotarłam do niewielkiej wioski. Starsza kobieta podlewała kwiaty. Podbiegłam do niej, łkając:
— Proszę… pomocy…
Zaprosiła mnie do domu i zadzwoniła na policję.
Po kilku godzinach przesłuchań, Markus został zatrzymany na wyjeździe ze stacji. W jego aucie znaleziono fałszywe paszporty, broń i sporą sumę pieniędzy. Przyznał się — był zamieszany w przestępczą siatkę, a ja byłam przeszkodą. Małżeństwo, które wydawało się normalne, było tylko przykrywką.
Zdradzona, oszukana, ale… żywa.
Uratował mnie pracownik stacji benzynowej, który w ostatniej chwili podał mi kartkę. Nie wiem, kim był. Zniknął. Ale każdego dnia myślę o nim z wdzięcznością.
Dziś mieszkam w innym mieście, z nowym nazwiskiem i nowym początkiem. Czasem budzę się z koszmarami, ale wiem jedno:
? Dwa słowa mogą zmienić wszystko.
„Uciekajcie. Natychmiast.”
