**12 lipca 2023**
Dziś znów poczułem, jakbym stał na krawędzi. Nie wiem, czy mam siłę to jeszcze ciągnąć. Wszystko zaczęło się w stołówce, gdzie Kasia stała w nieskończonej kolejce, a ja z naszym synem Filipem siedziałem przy stoliku, wbity w telefon. Nie podniosłem nawet wzroku, gdy podchodziła z tacą, na której ledwo mieściły się trzy talerze barszczu, trzy porcje schabowego i trzy kompoty.
— Czemu wzięłaś pomidorowy? Przecież wiesz, że wolę żurek — mruknąłem, nawet na nią nie patrząc.
— Mógłbyś sam podejść i wybrać — odpowiedziała cicho, ale czułem, jak się w niej gotuje.
Filip, jak na dziesięciolatka przystało, od razu podłapał mój ton: — Mamo, nienawidzę schabowego! Dlaczego zawsze bierzesz to, czego nie lubię?
Kasia tylko westchnęła i kazała mu jeść, co dali. Przez cały posiłek widziałem, jak zerwała się dwa razy, żeby donieść resztę zamówienia. A ja? Nawet nie pomyślałem, żeby pomóc.
Później na plaży było jeszcze gorzej. Zostawiłem jej Filipa, sam wskoczyłem do wody, a potem wróciłem do pokoju, bo „było za gorąco”. Nie pomyślałem nawet, żeby wziąć ze sobą żadnych rzeczy — książkę, wodę, ręcznik. To zawsze ona dźwigała ten ciężar.
Wieczorem znalazłem ją na balkonie, gdzie rozmawiała z sąsiadką z sąsiedniego pokoju — Jadwigą, elegancką kobietą, której mąż co rano pytał, jaki deser dla niej wybrać. Kasia wróciła z tej rozmowy jakaś inna. Zastanawiałem się, co usłyszała, ale nie spytałem.
Dopiero w domu zrozumiałem, że coś się zmieniło. Kasia przestała mnie obsługować. Nie uprasowała mi koszuli, nie przygotowała kolacji, a kiedy wróciłem wieczorem, wyszła „na spacer” — umalowana, pachnąca, jakby nie miała w domu tonu prania do zrobienia.
— Co się z tobą dzieje?! — ryknąłem, gdy wróciła.
— Nie jestem twoją służącą — odpowiedziała spokojnie. — Albo zaczniemy dzielić obowiązki, albo się rozwiedziemy.
To „rozwiedziemy” uderzyło mnie jak kamień. Nie wyglądała na przerażoną. Wręcz przeciwnie — była pewna siebie. I nagle zobaczyłem ją taką, jaką była dawniej: piękną, pełną życia. Tylko ja przestałem to dostanować.
Minął rok. Teraz znów jesteśmy na wakacjach, ale to ja stoję w kolejce po jedzenie, a Kasia wybiera stolik. I wiesz co? To działa.
**Lekcja na dziś:** Czasami trzeba stanąć na krawędzi, żeby zobaczyć, co naprawdę się liczy. Miłość to nie służba — to partnerstwo. A jeśli zapomnisz o tym, druga strona może ci to boleśnie przypomnieć.