Muszę ci wszystko wyjaśnić, córeczko…
„Smacznego!” – powiedziała Ewa, siadając przy stole.
Każdy w rodzinie miał swoje ulubione miejsce. Mąż zawsze siadał przodem do okna, dwunastoletnia Zosia naprzeciwko, a Ewa, jak przystało na gospodynię, między nimi, plecami do kuchenki i zlewu.
Uwielbiała te wieczorne chwile, gdy cała rodzina zbierała się przy stole. Rankiem wszyscy się spieszyli – ona i mąż do pracy, Zosia do szkoły, nie było czasu na pogawędki. Obiady jadali w biegu, a Zosia często u koleżanki, której babcia piekła pierogi i gotowała barszcz z uszkami. Dopiero wieczorem mogli usiąść razem, bez pośpiechu, porozmawiać, omówić ważne sprawy.
Ewa zawsze marzyła o ciepłej, zżytej rodzinie. Miała wprawdzie mamę, ojca, później ojczyma i siostrę, ale czuła się jak outsider, od zawsze trochę osobno. Tak bywa.
Ojca pamiętała słabo. Nie krzyczał, nie beształ ją, ale patrzył zimno, obojętnie. Może dlatego się go trochę bała. Mama też nie była rozmowna – stale zaciśnięte usta, żadnego uśmiechu.
Kiedy wyszła za mąż i założyła własną rodzinę, wprowadziła zasady: wspólne obiady w weekendy i wieczorne kolacje w tygodniu. Nie tylko siedzenie przy jednym stole, ale prawdziwe rozmowy – dzielenie się tym, co się wydarzyło, planowanie, dyskutowanie.
Gdy już zaspokoili głód, Ewa zapytała:
– Gdzie pojedziemy na wakacje? Trzeba zdecydować, kupić bilety, zarezerwować nocleg, bo inaczej stracimy okazję.
– Może spędzimy urlop u moich rodziców na działce? Tata prosił, żebym pomógł z remontem płotu i dachu – zaproponował Tomasz.
– Eee… Ja chcę nad morze! – marudziła dwunastoletnia Zosia.
– Żeby jechać nad morze, trzeba mieć pieniądze, a my jeszcze spłacamy kredyt. I opony w samochodzie trzeba wymienić. Na działce zaoszczędzimy sporo. Możemy gdzieś wybrać się na wycieczkę, np. do Kazimierza. W lecie tam świetnie.
Zosia i tata jednocześnie spojrzeli na Ewę, czekając na jej propozycję.
– Zgadzam się z tatą. Choć nad morze też bym chętnie pojechała.
– No właśnie! – Zosia aż podskoczyła z radości.
W tej chwili zadzwonił telefon.
– Twój – mruknął Tomasz, wkładając do ust ostatni kawałek kotleta schabowego.
Ewa odłożyła widelec i wyszła do pokoju. Dzwoniła mama.
– Mamo, co się stało?
– Nie przeszkadzam? Ewuniu, musimy porozmawiać. Przyjedź – krótko powiedziała mama.
– Teraz? Źle się czujesz? – zaniepokoiła się Ewa.
– Wszystko w porządku. Przyjedź. – Mama się rozłączyła.
– Co się dzieje? – spytał mąż, gdy Ewa wróciła do kuchni.
– Mama dzwoniła, chce, żebym przyjechała, ma do mnie jakąś sprawę. Czuję, że to znowu przez Olę.
– No to jedź. Odwiozę cię.
– Nie, pojadę sama. Jeśli coś, to mnie odbierzesz?
– Oczywiście.
Ewa szybko się spakowała i wyruszyła. Mieszkali niedaleko od mamy, zaledwie kilka przystanków autobusem. Przez całą drogę Ewa zastanawiała się, o co chodzi. Mama nigdy nie prosiła jej o radę, a teraz nagle „musimy porozmawiać”. Instynkt podpowiadał, że nic dobrego z tego nie wyniknie.
Mama otworzyła drzwi i Ewa od razu zauważyła, że jest wyraźnie zdenerwowana i przygnębiona.
– Chodź do kuchni. Herbaty się napijesz? – spytała mama.
– Właśnie wstałam od stołu – machnęła ręką Ewa.
Kuchnia u mamy była ciasna – stół stykał się bokiem z lodówką, nie dało się usiąść naprzeciwko. Siedziały więc na ukos. Gdy mama zbierała myśli, Ewa przyglądała się jej zmarszczonemu, pełnemu napięcia obliczu. Czy to jej się wydawało, czy od ostatniego spotkania tych zmarszczek rzeczywiście przybyło? Mama nerwowo przekładała między palcami jakąś wstążeczkę. Ewa położyła dłoń na jej rękach.
– Mamo, uspokój się. O co chodzi? – spytała łagodnie.
– Ola dzwoniła… – zaczęła ostrożnie mama.
– A nie mówiłam – nie wytrzymała Ewa.
Mama spojrzała na nią z wyrzutem.
– Co się stało? Mów wprost – przynaglała Ewa.
– Pieniędzy chce.
– No proszę. Ile?
– Dwieście tysięcy.
– Po co jej? Wyszła za tego swojego bogatego Turka. Pamiętasz, jak się tu przechwalała?
– Coś z biznesem tego Saida… Jest winny dużą sumę. Albo go oszukali, albo okradli. Nie zrozumiałam. Pieniądze potrzebne natychmiast, inaczej mu grozi niebezpieczeństwo.
– Wielka strata – prychnęła Ewa.
– Ewuniu… – zbeształa ją mama.
– Dobrze, już nic nie mówię. Ale skąd my mamy takie pieniądze? Zapomniała, jak żyjemy? Chwaliła się, że jej Said ma bogatego ojca, duży biznes. Jego rodzina nie może pomóc? Pewnie tam ma pełno krewnych. Zawsze podejrzewałam, że coś z nim nie tak.
– Ola powiedziała, że Said sprzedał dom, mieszkają u jego rodziców. Ojciec już część długu spłacił, ale brakuje jeszcze dwustu tysięcy.
– Dolarów? Euro? – skrzywiła się Ewa.
– Złotych. Już podjęłam decyzję. Sprzedam mieszkanie. Ale boję się, że sama nie dam rady z formalnościami. Dlatego cię wezwałam, żebyś pomogła mi je sprzedać.
– Mamo, co ty mówisz? Sprzedać mieszkanie, i to w pośpiechu! Zrozumiałabym, gdyby Ola wpadła w tarapaty, ale ty chcesz to zrobić dla Saida? A gdzie sama będziesz mieszkać?
– Myślałam, że się do was wprowadzę, jeśli przyjmiecie – cicho powiedziała mama i rozpłakała się.
Ewa siedziała w osłupieniu. Ola zupełnie straciła rozum, jeśli zwaliła taki ciężar na mamę. O czym ona w ogóle myśli?
– Mamo, nie płacz, coś wymyślimy. Może lepiej, żeby Ola wróciła, póki Said ogarnia swoje problemy? Na bilet jakoś naszkodujemy.
– Nie może. Dziecka się spodziewa – wyszeptała mama między łzami.
– Znowu?! I akurat teraz – załamała ręce Ewa.
– Już podjęłam decyzję. Nie ma innego wyjścia. Nie mogę jej zostawić w takiej sytuEwa przytuliła mamę i powiedziała cicho: „Nie musisz się martwić, zawsze będziemy razem, bo rodzina to najważniejsze, co mamy”.