**Dziennik osobisty**
Czy naprawdę przez całe życie będę musiał udowadniać, że jestem niewinny?
Wiktoria oglądała telewizję, a mąż siedział przy komputerze, gdy zadzwoniła jej matka.
— Co się stało, mamo? — zapytała ostrożnie, ściszając telewizor.
— Nic się nie stało. Po prostu postanowiłam zadzwonić.
Ale Wiktoria wiedziała, że matka nigdy nie dzwoni bez powodu.
— Mamo, mów wprost. Znowu Kasia zrobiła coś głupiego?
Matka westchnęła.
— Cały czas mnie zamęcza, że chce do was przyjechać. Mówi, że idzie na studia. A uczy się słabo, tylko imprezy w głowie. Jakie studia? Tu jest dobry technikum i szkoła medyczna. Ale nawet słuchać nie chce.
— My z Piotrem mamy kawalerkę. Nie wiem, czy wygodnie będzie jej mieszkać z nami.
— Rozumiem. Boję się, że po prostu ucieknie do was. Dlatego dzwoniłam, żeby cię uprzedzić. Może ty ją przekonasz? Mnie już nie słucha. Zupełnie się rozpasała.
— Mamo, ona i mnie nie posłucha. Jak już coś sobie wbije do głowy, to nie odpuści. Ty ją znasz. Spróbuję porozmawiać z wujkiem Jackiem. Może weźmie ją do siebie.
— Porozmawiaj, Wicio. Tylko on ma teraz rodzinę. To trochę niewygodne.
— Dlaczego? W końcu to jego córka. Dobrze, mamo, pogadam z nim i oddzwonię. — Wiktoria odłożyła telefon.
— Mama dzwoniła? — Piotr oderwał wzrok od monitora i spojrzał na żonę.
— Tak. Kasia chce przyjechać, niby na studia.
— No i? Jak się dostanie, dadzą jej akademik. — Piotr znów wpatrzył się w ekran.
— Na studia się nie dostanie, a technikum jest i tu. Ale i tak pewnie go nie skończy. Ona chce wyjść za mąż, o to chodzi. Pogadam z jej ojcem, może ją przygarnie. Powinien. To jego córka. — Wiktoria zamyśliła się.
*Nie, muszę namówić wujka Jacka. Piotr jest przystojny. Gdyby nie był, nie wyszłabym za niego. A od Kasi można się wszystkiego spodziewać. Na naszym weselu nie spuszczała z niego oczu.*
Wiktoria i Kasia miały różnych ojców. Ojciec Wiktorii utonął, gdy miała siedem lat. Poszedł z kolegami na ryby, wypili, a potem łowili. Haczyk zahaczył o korzeń na dnie rzeki. Ojciec wszedł do wody, żeby go odczepić, i utonął. Koledzy też byli pijani, nie zdążyli go wyciągnąć.
Młoda i piękna matka została sama z Wiktorią. Nie dopuszczała do siebie adoratorów. Gdy Wiktoria była w piątej klasie, do szkoły zatrudniono młodego, przystojnego nauczyciela matematyki. Plotkowano, że nie przeniósł się tu bez powodu, że uciekł z dużego miasta po nieszczęśliwej miłości.
Został wychowawcą w klasie Wiktorii. Na wywiadówce zobaczył jej matkę i od razu się zakochał. Zaczął często przychodzić, pomagał Wiktorii w lekcjach, nie tylko z matmy. Wkrótce Wiktoria stała się prymuską, a po szkole rozniosły się plotki.
A potem matka zaszła w ciążę. Nie chciała wychodzić za mąż, ale Jacek Piotrowicz ją przekonał. Wiktoria tak go nazywała tylko w szkole, w domu mówiła do niego „wujku Jacku”. Wzięli ślub. Gdy urodziła się Kasia, Wiktoria stała się starszą siostrą. Była z tego dumna. Matka ufała jej na tyle, by posyłać po zakupy, na spacery z wózkiem, nawet by zostawiać pod opieką młodszą siostrę, gdy musiała wyjść.
Mieszkali razem dwa lata. Potem wujka Jacka zaproszono do liceum w wojewódzkim mieście. Nic dziwnego — był świetnym nauczycielem, uczniowie go uwielbiali.
Matka odmówiła wyjazdu. Nigdy nie powiedziała dlaczego. Ale Wiktoria była już duża i wiele rozumiała. Matka wstydziła się, że jest od niej młodszy. Bała się, że wróciwszy do dużego miasta, zostawi ją, więc wolała sama go wypuścić.
Wujek Jacek wyjechał, a one zostały we trzy. Po rozwodzie regularnie płacił alimenty na Kasię, czasem przysyłał trochę i dla Wiktorii. Wiedział, że matce ciężko samej.
One z Kasią były zupełnie różne, nie tylko z wyglądu. Wiktoria dobrze się uczyła, była spokojna i ambitna. Po maturze wyjechała do miasta wojewódzkiego i bez problemu dostała się na uniwersytet.
A Kasia nie chciała się uczyć. Od dziecka wiedziała, że jest ładna, i to wykorzystywała.
Na studiach Wiktoria przypadkiem spotkała wujka Jacka w galerii handlowej. Był z żoną i małym synkiem. Zatrzymał się, zapytał o matkę i Kasię. Wydawało się jej nawet, że ucieszył się na ich widok. Zostawił numer i adres, na wszelki wypadek. Prosił, by nie krępowała się dzwonić, gdyby czegoś potrzebowała.
Wiktoria parę razy do niego wpadła, gdy brakowało jej pieniędzy. Ale widziała, że żona nie jest zachwycona, i przestała. Sam do niej nie dzwonił.
Następnego dnia po rozmowie z matką Wiktoria zadzwoniła do wujka Jacka.
— Wicio! — ucieszył się. — Co u ciebie? Jak mama? Dawno cię nie widziałem.
— Wyszłam za mąż, wujku. Pracuję. Wszystko dobrze. Dzwonię w sprawie Kasi.
Wydało jej się, że się spiął, milczał i czekał, co powie dalej.
— Mama dzwoniła wczoraj. Mówi, że Kasia chce przyjechać do mnie i iść na studia. Mieszkamy z mężem w kawalerce. Pomyślałam, że może zamieszka u was? — w końcu wydukała.
— Porozmawiam z Olą, moją żoną, i oddzwonię. A gdzie chce iść?
— Szczerze? Nie wiem. Nie sądzę, żeby się dostała. Uczy się kiepsko. Jak się dostanie, dadzą jej akademik, a jak nie… Chyba wróci do mamy.
— Dobrze. A ty jak? Dzieci na razie nie planujecie?
— Nie. Dziękuję. — Wiktoria była zadowolona, że tak łatwo się zgodził.
Trzy tygodnie później Kasia odebrała świadectwo i przyjechała do Wiktorii.
— Uzgodniliśmy, że zamieszkasz u ojca. Dzwoniłam do niego, czeka na ciebie.
— Kto cię prosił? — wybuchnęła Kasia. — Nie pojadę do niego. Myślałam, że będę z wami.
— Gdzie? W kuchni?
— No i co? W kuchni też się da. A może boisz się o swojego Piotra? Dla mnie jestAle Kasia zniknęła następnego dnia, zostawiając tylko kartkę z przeprosinami, a Wiktoria i Piotr w końcu odetchnęli, choć cień nieufności już na zawsze pozostał w ich spojrzeniach.