„Co robisz w moich rzeczach?” – Nadeżda zamarła w progu i obserwowała Verę, która przeglądała ubrania w szafie. Jej palce niezdarnie układały stosy, naruszając porządek, który Nadeżda utrzymywała ze szczególną starannością.
„Chciałam tylko zobaczyć, co masz na siebie dla mojego brata” – odpowiedziała spokojnie szwagierka, nie przerywając „badań” – „zasługuje na specjalne traktowanie”.
Chcąc zachować spokój, Nadeżda powoli podeszła do szafy, delikatnie usunęła rękę Veriny i wyciągnęła z głębi szafy koronkowy komplet z delikatnego słoniowej kości.
„Proszę bardzo” – powiedziała Veru. „Jesteś zadowolona?” Czy następnym krokiem będzie kontrola mojej kosmetyczki?
Twarz jej szwagierki wykrzywiła się, a rysy zdradzały mieszankę nienawiści, irytacji i wewnętrznej walki. Kąciki jej ust drgnęły delikatnie, a wzrok pociemniał. Nadeżda starannie odłożyła przedmiot, ostrożnie włożyła go na miejsce i zamknęła szafkę.
„Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się tego po kobiecie w twoim wieku” – powiedziała powściągliwie. „Przeszukiwanie rzeczy innych osób jest raczej domeną nastolatków, którzy nie nauczyli się jeszcze kontrolować swoich impulsów.
– Myślisz, że tylko dlatego, że Egor ci to zaproponował, jesteś już częścią rodziny? Ha! Zobaczymy, jak długo wytrzymasz! Mój brat jest zbyt pewny siebie, ale ja potrafię czytać w ludzkich duszach!
Vera nagle odwróciła się, otarła ramię o framugę drzwi i szybkim krokiem opuściła pokój. Głośne kroki rozbrzmiały w korytarzu i ucichły gdzieś w tylnej części mieszkania.
Nadeżda usiadła na skraju łóżka i próbowała zrozumieć, co się stało. Z kuchni dochodził stłumiony głos Egorowa, który rozmawiał z siostrą. Fragmenty zdań pełne niezadowolenia ściskały mi serce. Intuicja podpowiadała mi, że Vera czegoś szuka.
Dziewczyna wróciła do szafy, otworzyła ją i starannie przeszukała jej zawartość.
Przegarnęła ubrania, przeszukała kieszenie marynarki i dżinsów. Na pierwszy rzut oka niczego nie brakowało, ale uczucie niepokoju nie opuszczało jej.
Zamknęła drzwi i podeszła do okna. Za szybą toczyło się normalne życie miasta: ludzie spieszyli się, trąbiły samochody, w powietrzu wirowały pierwsze jesienne liście. Relacje z rodziną narzeczonego były bardziej skomplikowane, niż się spodziewała. Vera od początku zachowywała się chłodno, robiła złośliwe uwagi i starała się zdyskredytować Nadieżdę przed Egorem, ale dzisiejszy incydent wyraźnie przekroczył wszelkie granice.
– Nadia, przyjdziesz wkrótce? – rozległ się głos Egora z kuchni.
„Idę” – odpowiedziała i ostatni raz spojrzała na szafkę. Czy Vera czegoś szukała, pozostanie jej tajemnicą. Tymczasem
Nadeżda opuściła sypialnię, zachowując pozory spokoju. W kuchni przy stole siedziała Vera, trzymając w dłoniach filiżankę zimnej herbaty. Kiedy zauważyła swoją synową, nagle postawiła filiżankę na blacie.
„Chyba ucieknę” – powiedziała do brata. „Mam coś do zrobienia”.
Egor spojrzał zaskoczony na swoją siostrę:
„Przecież dopiero co przyszłaś”…
„Przykro mi, ale naprawdę muszę iść” – przerwała mu Vera, chwyciła torbę i wyszła, nie patrząc na Nadeżdę.
Nadeżda usiadła przy stole naprzeciwko pana młodego. Przez chwilę milczała, zbierając myśli, po czym podniosła na niego wzrok:
„Właśnie znalazłam twoją siostrę w naszej sypialni, jak grzebała w moich rzeczach. Wiesz o tym?
Egor napił się z kubka i nonszalancko wzruszył ramionami:
„Ona jest tylko zazdrosna. Maxim w ogóle jej nie skrzywdził. Postanowiłem więc sprawdzić, co masz.
Nadeżda spojrzała na niego nieufnie:
„Masz ciekawe spojrzenie na sytuację. Na przykład mnie nigdy nie przyszło do głowy, żeby grzebać w szafach innych ludzi. Nie dlatego, że nie miałabym tam nic do szukania, ale dlatego, że to kwestia szacunku. To nie zazdrość, to podstawowa grzeczność”.
Egor uniósł ręce w gestem pojednawczym:
„Nie bierz tego tak osobiście. Moja siostra zawsze była taka… emocjonalna. Wybacz jej, dobrze? Wziął Nadeżdę za rękę. – Myślisz, że to już załatwione?
Wziął głęboki oddech. Chciałem powiedzieć wiele rzeczy, ale teraz nie czas na kłótnie. Nadeżda skinęła głową:
„No dobrze.
Pochyliła się i pocałowała Egora. Spojrzała na zegarek i podskoczyła:
„Cholera, miałam być na spotkaniu!” Wpadnę wieczorem, dobrze?
Za pięć dni mieli się pobrać. Po wyjściu Egora Nadeżda wróciła do sypialni i podeszła do szafy. Ostrożnie otworzyła drzwi i wyjęła suknię ślubną w ochronnym opakowaniu – w tej sukni miała wkroczyć w nowe życie. Prosta, ale elegancka – jedwabna, z koronkowymi wstawkami.
Gdy przesunęła dłonią po materiale, zauważyła na dolnej półce nieznaną zieloną teczkę z przezroczystą pokrywą. Na pewno wcześniej tu nie było. Kiedy przyjrzała się bliżej, przeczytała napis na pierwszej stronie: „Wymagania wobec panny młodej”.
„Co to za dziwactwo?” – mruknęła i otworzyła teczkę.
Było jasne, że Vera zapomniała jej, kiedy ich złapano. Ciekawość zwyciężyła. Przeglądała strony i najpierw zobaczyła najbardziej banalne pozycje: wzrost, waga, kolor oczu, włosów. Ale potem lista stawała się coraz bardziej absurdalna. Znajomość języków, wykształcenie, liczba dzieci, liczba byłych partnerów, hobby, częstotliwość czytania książek, stabilność psychiczna, umiejętności kulinarne…
Lista zawierała 236 pozycji, z których każda była szczegółowo opisana. Szczególnie poruszyła ją część dotycząca doświadczeń seksualnych – zawierała szczegóły, które mogłyby pochodzić tylko z bujnej fantazji.
Kiedy skończyła czytać, Nadeżda odrzuciła folder.
„Czy ona jest chora?” – zawołała Nadeżda, wciąż nie wierząc w to, co się stało. „Co to za lista?” Czy ona mnie kontroluje?
Podeszła do szafy, otworzyła ją i starannie przeszukała każdą półkę, sortując rzeczy wzrokiem.
„Czego szukałaś, Vera?” „Co to jest?” – zapytała głośno i przypomniała sobie, jak jej szwagierka przeszukiwała jej szafę.
To wspomnienie sprawiło, że odrzuciła rzeczy z dziwnej listy, zwłaszcza te dotyczące jej życia osobistego.
„Naprawdę?” Myślała, że znajdę coś podobnego do twojej idealnej żony?
Nadeżda roześmiała się i potrząsnęła głową.
Podniosła z podłogi teczkę, przejrzała kilka stron i uśmiechnęła się. Chciałam to po prostu wyrzucić do kosza, ale intuicja podpowiadała mi, że ten dokument może się przydać. Nadeżda ostrożnie schowała teczkę do szuflady biurka i zamknęła ją na klucz.
Wieczorem zadzwonił dzwonek. Egor stał w progu. Uśmiechał się, ale Nadeżda dostrzegła niepokój w jego oczach.
„Cześć, kochanie” – pocałował ją w policzek i wszedł do mieszkania. „Jak minął dzień?”
„Dobrze” – odpowiedziała krótko Nadeżda. „A ty?”
„Świetnie”, Egor rzucił marynarkę na krzesło. „Dzwoniła Vera… mówiła, że zostawiła tu jakieś dokumenty. Zielona teczka. Nie widziałaś jej?”
„Dokumenty?” „Co to jest?” zapytała. „Które?”
Mężczyzna westchnął, zdając sobie sprawę, że nie obejdzie się bez wyjaśnienia.
„Dobrze, będę się streszczał. To test. Znalas to?”
„Test?” Nadeżda była zaskoczona. „Jaki test?”
„No… psychologiczny. Bardzo ważny dokument. Pamiętasz tę zieloną teczkę?”
Nadeżda w milczeniu weszła do sypialni, wyjęła teczkę z szuflady i podała ją Egorowi.
„To?” „Co to jest?” – zapytała.
„Tak!” – był podekscytowany, gdy dostał teczkę.
Ale Nadeżda wyrwała mu ją z rąk.
„Proszę, wyjaśnij mi, co to jest” – otworzyła teczkę i wskazała swoje imię na pierwszej stronie. „Dlaczego oceniasz mnie na liście?”
Egor bez większego wahania wziął teczkę.
„To tak jak przy ubieganiu się o pracę. W ten sposób sprawdza się zgodność. Nic dziwnego”.
„Mówisz poważnie? Oceniasz przyjaciela na liście? To szaleństwo!
„To nie jest szalone” – powiedział. „To racjonalne podejście. Spójrz” – zaczął przeglądać strony. „Masz 68% pozytywnych punktów. Ale nad pozostałymi musisz popracować”.
„Nad czym?” – zapytała chłodno Nadeżda.
„Oto jest: nie umiesz gotować potraw kaukaskich, a ja je uwielbiam. I punkt 127 – rzadko robisz mi masaż po pracy…”.
Nadeżda nie słuchała go, wyrwała teczkę i zaczęła rozrywać kartki na kawałki.
„Co robisz?” – krzyknął Egor, próbując uratować przynajmniej część dokumentów.
Kawałki papieru latały do kosza.
„Egor”, Nadeżda podskoczyła do niego i poklepała go palcem po czole. „Pamiętaj, że jestem człowiekiem, a nie pracownikiem, którego zatrudniasz”.
Jego twarz poczerwieniała z gniewu.
„
„A jaka to różnica?” – Wy też wybieracie mnie według swoich kryteriów, tylko o tym nie mówicie.
Uklęknął i zaczął zbierać resztki z kosza.
„To zupełnie co innego” – powiedziała stanowczo Nadeżda. „Kiedy kochasz, nie tworzysz tabeli z 236 punktami!
„Dlatego ludzie tak często popełniają błędy” – mruknął Jegor, zbierając prześcieradła. „Byłem racjonalny i konsekwentny”.
Wstał i trzymał w rękach garść resztek.
„Dzisiaj jesteś zła” – powiedział, nie patrząc nawet na narzeczoną. „Zadzwoń do mnie, kiedy się uspokoisz”.
Włożył marynarkę i wyszedł.
Nadieżda stała w pokoju i nie mogła uwierzyć w to, co się właśnie wydarzyło. Jej narzeczony, mężczyzna, któremu ufała, ocenił ją tak, jakby była kandydatką na jakieś stanowisko. A najgorsze było to, że uważał to za normalne.
Spojrzała na telefon, otworzyła kalendarz i zobaczyła datę ślubu za pięć dni.
Pół godziny później zadzwonił telefon – wiadomość od Very. Nadeżda chciała ją zignorować, ale w końcu ją otworzyła:
„Punkt 164 to niestabilność psychiczna. Zalecenie: zgłoś się do specjalisty”.
„To prosto szpital psychiatryczny” – mruknęła Nadeżda i odłożyła telefon.
Zadzwoniła do swojej siostry Alli:
„Nie uwierzysz, co się stało! Moja szwagierka przeglądała moją bieliznę, a mój narzeczony sporządzał diagram „idealnej żony”!
Alla roześmiała się:
„Jaki schemat?
Nadeżda opowiedziała jej wszystko: o Wierze, o teczce, o reakcji Egora.
„Naprawdę wymienił mi moje wady: nie umiem gotować gruzińskich potraw, nie robię mu masażu…”.
Alla znów się roześmiała:
„Więc jeśli procent się obniży, nie będzie ślubu?”.
„Nie żartuj, jestem zniechęcona. Prawie się pokłóciliśmy. On odszedł. A potem Nadeżda poleciła mi psychologa.
„To nie oni” – kontynuowała Alla ze śmiechem. „To oni powinni być w wariatkowie, a nie ty”.
„Przestań” – powiedziała Nadeżda. „Nie wiem, co mam robić”.
„Uspokój się” – poradziła jej asystentka. „Może to tylko przedślubna histeria. I tak wkrótce wyjdziesz za mąż”.
Nadeżda podziękowała i odłożyła telefon.
Siedziała sama i zastanawiała się: „A może Alla ma rację? Może Egor gdzieś odkrył tę technikę i postanowił być szczery?”.
Ale nadal czuła smutek. Kiedy podeszła do okna, zobaczyła swoje odbicie w szybie, zmieszane i spięte. Do ślubu pozostało tylko pięć dni.
Następnego dnia rano zadzwonił telefon. Na wyświetlaczu pojawił się napis: „Svetlana Yurievna”.
„Dzień dobry” – odezwał się delikatny głos przyszłej teściowej. „Przyjdź dziś w południe do mnie. Musimy porozmawiać”.
Nadeżda zgodziła się. Chociaż po wczorajszym dniu wolałaby zostać w domu, głupio byłoby odmówić – stały się rodziną.
Dokładnie o pierwszej po południu Nadeżda stała przed drzwiami swojej teściowej. Nie bywała tu często, ale zawsze, gdy tu przychodziła, miała wrażenie, że jest na rozmowie kwalifikacyjnej.
Maxim, mąż Veriny, otworzył drzwi.
„Cześć, przyszła krewna!” Obejrzał ją od stóp do głów. „Wejdź”.
Nadeżda napięła się w środku – jego spojrzenie zawsze ją denerwowało.
Svetlana Jurievna przywitała ją w kuchni:
„Dziękuję, że przyszłaś. Usiądź”.
Nadeżda usiadła i spodziewała się, że rozmowa będzie trudna.
„Egor przyjechał wczoraj” – zaczęła kobieta. „Jest bardzo zły. Z powodu jedzenia, które Vera przypadkowo zostawiła na stole”.
„Być może pani nie wie, ale pani córka grzebała w moich rzeczach” – odpowiedziała spokojnie Nadeżda.
Moja teściowa zdawała się nie słyszeć.
„Ludzie są jak maszyny” – kontynuowała. – Każdy ma swoje ustawienia. Ktoś lubi słone, ktoś słodkie. Niektórzy wolą ciszę, inni hałas.
Nadeżda milczała i czekała, jak będzie kontynuować.
„Dlatego nie powinnaś skupiać się na liście, którą sporządził Egor. W końcu to ty wybrałaś go według określonych parametrów: wykształcony, cichy, uważny, wysoki, zadbany…”.
„Tak” – skinęła głową Nadeżda. „Ale ja nie sporządzałam dla niego żadnej listy”.
„Ta lista to tylko sposób, w jaki Egor postrzega świat” – kontynuowała Svetlana Jurievna, jakby nie słyszała własnych słów.
„Nie, to nie jest tylko sposób patrzenia”, zaprotestowała Nadieżda. „To konkretne parametry, według których ocenił ją jako narzeczoną”.
„Niech tak będzie. Ale jest jeszcze wiele kwestii, które musicie dopracować”.
„Dopracować?” – zapytała Nadieżda, unosząc z zaskoczeniem brwi. „Co to znaczy „dopracować”?
„O wszystkim porozmawiamy po ślubie” – skinęła teściowa, jakby to było oczywiste.
„Nie” – powiedziała stanowczo Nadeżda. „Zaprosiliście mnie z jakiegoś powodu. Chcecie więc powiedzieć coś ważnego. Słucham”.
Svetlana Jurievna milczała przez kilka sekund, po czym wyprostowała się i przemówiła oficjalnym, niemal biznesowym tonem:
„Dobrze. Zacznijmy od finansów. Mąż jest głową rodziny.
Jego pensja należy do niego. Ty jesteś żoną. Dostaniesz kieszonkowe, o reszcie decyduje Egor.
– Co? – krzyknęła Nadeżda.
„Cicho” – powiedziała ostro kobieta. – To pierwsza rzecz, którą musisz zaakceptować. Druga to nauka słuchania starszych. Czyli nas.
„Chodzi ci o siebie?” – zapytała Nadeżda.
„Tak” – skinęła głową moja teściowa. — Będziemy też musieli dostosować harmonogram pracy, aby kolacja była gotowa do godziny 19:00. Ogólnie rzecz biorąc, TAC dotyczący porządku w domu – to podstawowy warunek.
Nadeżda słuchała uważnie, liczyła wymagania i liczyła palce. Kiedy jedna ręka nie wystarczała, przechodziła na drugą.
Teściowa zauważyła ten gest i uznała go za kpinę.
„Przestań!”
Następnie Nadeżda wstała od stołu i spokojnie powiedziała:
„Lepiej zapisz mi to wszystko na kartce, a ja rozważę twoje wymagania”.
Nadeżda opuściła kuchnię i czuła się przytłoczona. Miała pomieszane myśli, a słowa teściowej wydawały jej się absurdalne i trudne. Skierowała się do drzwi i chciała jak najszybciej opuścić mieszkanie.
Przechodząc obok łazienki, usłyszała skrzypienie drzwi. Vera stała w drzwiach z wyniosłym uśmiechem i złośliwym błyskiem w oczach.
„No i jak, dostałaś część rodzinnego majątku?” – zażartowała, opierając się o framugę.
Nadeżda nawet nie odpowiedziała. Nie chciała się kłócić ani tracić czasu. Kim była ta kobieta? Tylko siostra pana młodego, nic więcej.
Maxim wyszedł z korytarza. Jak zawsze, jego wzrok spoczął na twarzy Nadie – zbyt długo i zbyt natarczywie. Dziewczyna skuliła się pod tym spojrzeniem. Vera dumnie chwyciła go za rękę.
Nadie nie wytrzymała:
– Może macie zepsuty telewizor? Albo nie macie żadnej innej rozrywki?
Twarz Very była wykrzywiona złośliwością.
„Jaka z ciebie niegrzeczna dziewczyna” – powiedziała i dumnie uniosła brodę. „A moja mama jest taka powściągliwa i dobrze wychowana”.
Nadieżda stała już w progu, ale odwróciła się i dodała chłodno:
„Tak, jest bardzo dobrze wychowana.
Zwłaszcza gdy rozbiera wzrokiem swoją synową Norę”.
Zamknęła za sobą drzwi. Już podczas lądowania usłyszała policzek i oburzony głos Maksyma. Wyglądało na to, że Vera postanowiła natychmiast ukarać swojego „posłusznego” męża.
Na zewnątrz Nadeżda zwolniła kroku, czując się zła i zdezorientowana. Wciąż miała w głowie tabelę z 236 artykułami. Wyciągnęła rękę do telefonu, aby zadzwonić do Alli i porozmawiać z nią, ale zmieniła zdanie.
„Alla znowu będzie się śmiała i mówić, że wszystko wyolbrzymiam” – pomyślała Nadeżda i schowała telefon do torebki.
Kiedy minęła małą kawiarnię, nagle się zatrzymała. Za ladą stała znajoma postać – Denis, jej stara przyjaciółka z czasów studiów. Pracuje tu już od kilku lat. Nadeżda bez wahania weszła do środka.
Dzwonek nad wejściem radośnie zadzwonił. Denis podniósł wzrok i rozpromienił się uśmiechem:
„Nadieżda! Co za przypadek! Wyszedł zza lady i uściskał ją.
„Cześć, Dan”, uśmiechnęła się słabo. „ akurat przechodziłam obok i postanowiłam wpaść.
„Wejdź, usiądź”, wskazał stolik przy oknie. „Kawy? Herbaty?”
„Kawę, proszę”. I tak, chcę z tobą porozmawiać. Po przyjacielsku.
Denis szybko złożył zamówienie i usiadł naprzeciw niej:
„Słucham cię uważnie. Co się stało?”.
Nadeżda ostrożnie zamieszała kawę:
„Dane, jesteś żonaty. Jak wybrałeś swoją żonę?”.
– Wziąłeś ją jak psa? Roześmiał się. – Jesteś jak hodowca: „punkt 17 – długie uszy, punkt 45 – prawidłowy zgryz…”.
Nadeżda uśmiechnęła się nieśmiało.
„Nie, oczywiście, że nie” – potrząsnął głową Denis. – Podobała mi się. I wszystko.
„To wszystko?”
„To wszystko”. Wiesz, jak Katya gotuje, prawda? I jakie robi naleśniki? Potrząsnął głową na wspomnienie. – A w ogóle… to dobra kobieta. Kocham ją.
„Tak jak ona?”
„To proste. Żadnych list, żadnych ankiet”.
„Nie podobało ci się w niej coś?” Co konkretnie?
„Oczywiście. Na przykład oczy. Chociaż nie ma dla mnie znaczenia, czy są niebieskie, czy zielone. Najważniejsze, że promieniują dobrocią. Albo że widać, że jest osobą wykształconą. Takie oczy istnieją”.
„Czasami”, zgodziła się Nadeżda.
„A jakie są te dziwne pytania?” – zapytał Denis.
„Jest taki mężczyzna, który postanowił wybrać kobietę z listy. Do 236 punktów”.
Denis roześmiał się:
„Naprawdę?” Szczerze mówiąc, to głupiec. Jak można oceniać ludzi według tabeli?
Nie obchodzi mnie kolor oczu ani rozmiar ubrania. Widzę, czy człowiek jest dobry, czy nie. Reszta to szczegóły.
Nadeżda nieco się rozluźniła. Rozmowa z Denisem pomogła jej spojrzeć na sprawy z innej perspektywy.
Kiedy wyszła z kawiarni, wyjęła telefon i wybrała numer Egora.
„Cześć. Jestem w kawiarni, możemy pogadać?” „Co się dzieje?” – zapytała, obserwując przechodniów.
„Teraz nie mogę, jestem w pracy. Za trzy godziny będę wolny” – odpowiedział.
„Dobrze. To w domu”.
Egor wrócił wieczorem. Nadeżda usłyszała kliknięcie zamka, a potem jego kroki.
„Cześć” – powiedziała. „Jak się ma mama?”
„W porządku. Przygotuje nową listę i zaczniesz pracować nad „przeciw” – odpowiedział spokojnie.
Nadeżda podeszła, wyciągnęła rękę i delikatnie poklepała go palcem po czole:
„Spójrz na mnie”. Prosto w oczy. Co widzisz?
Mężczyzna mrugnął, nie rozumiejąc pytania.
„Nie jestem maszyną, którą można dostosować” – wyjaśniła cicho, ale stanowczo. „Jestem istotą ludzką. Żona nie jest idealnym produktem, który trzeba ulepszać. Kompromisy można znaleźć, ale całkowite dostosowanie nie jest już związkiem.
Egor zmarszczył brwi:
„Ale kobieta musi dostosować się do swojego mężczyzny. To jest w porządku”.
„Dlaczego tak myślisz?” Nadeżda była zaskoczona.
„Jeśli masz jakieś wady, należy je wyeliminować. Albo przynajmniej nad nimi pracować”.
Nadeżda wyciągnęła ręce:
– Dobrze, dobrze. Niech twoja matka napisze ci listę. Przeczytam ją i wyciągnę własne wnioski. Ale będę pracować tylko nad tym, z czym się zgadzam. Nie zobowiązałam się do niczego więcej.
– Tak, tak, oczywiście. Jutro zacznę nad sobą pracować.
„Mówię poważnie” – zmarszczył brwi Egor.
„I nie żartuję” – odpowiedziała Nadeżda, patrząc mu prosto w oczy.
Dyskutowali o tym jeszcze przez chwilę, aż Egor nagle spojrzał na zegar.
„Muszę iść”.
„Dokąd?” – zdziwiła się Nadeżda.
„Przyjaciel Pawłowa ma problem z Raisą. Musimy mu pomóc”.
„Egor, za kilka dni bierzemy ślub” – delikatnie mu przypomniała i spojrzała w stronę sypialni.
„Wiem, ale naprawdę muszę iść” – szybko się spakował i wyszedł.
Pozostała tylko jedna nadzieja. Stała pośrodku pokoju i czuła, jak narasta w niej złość.
„No jasne, niektóre Raisy są ważniejsze niż własna narzeczona” – mruknęła pod nosem.
Dziewczyna wróciła do sypialni, otworzyła szafę i spojrzała na białą suknię, starannie schowaną w pudełku. Wyglądała jak symbol czegoś dawno minionego, co już nie należało do niej.
Palce dotykały materiału, zimnego i cichego. Jakby wszystko, co się działo, zamieniło się w dziwny sen. Tydzień temu była przekonana, że jest kochana za to, kim jest. A teraz okazuje się, że jest tylko przedmiotem, który ma się dostosować do listy 236 pozycji.
Zadzwonił telefon. Na wyświetlaczu pojawiło się imię „Svetlana Yurievna”. Nadeżda westchnęła – było jasne, że dzwoni z jakiegoś powodu.
„Cześć, to ja” – głos teściowej był miękki, niemal łagodny. „Co się stało? Egor przyszedł zły”.
„Oczywiście, że tak” – pomyślała Nadeżda.
„Nic szczególnego. Właśnie przeglądaliśmy twoją listę wymagań, abym stała się idealną żoną”.
Pauza. Potem spokojny głos:
„Brawo, dziewczyno! Wybrałaś właściwą drogę. Egor nie wybrał cię na darmo”.
Te słowa zatrzymały mi serce.
„Chwileczkę… to on wybrał?”
Svetlana Jurievna odpowiedziała, jakby mówiła o czymś zupełnie zwyczajnym:
„Oczywiście, nie byłeś jedyny”.
Nadeżda powoli przyswajała to, co usłyszała.
„No tak, oczywiście, że byli inni” – powiedziała, a potem dodała surowo: „Cieszę się, że wybrałam jego”. Postaram się to wynagrodzić.
Zapadła cisza. Teściowa wydawała się zastanawiać, czy to kpina, czy szczerość.
„Jutro wieczorem jemy kolację” – powiedziała w końcu. „Przyjdź”.
„Dobrze” – zgodziła się Nadeżda.
Drugi dzień minął w niepokoju. Mieszkanie, które było domem, teraz przypominało zamkniętą klatkę. Każdy przedmiot przypominał zbliżające się wesele, zbliżające się zmiany, fakt, że życie nie będzie już takie samo.
O trzeciej tego dnia zadzwoniła Nadeżda.
„To znowu ja”.
„Zaczynam się bać”, odpowiedziała asystentka. „Co tam masz?”
„Wyobraź sobie, moja teściowa przygotowuje mi listę wymagań. Poważnie dyskutują o tym, co powinnam spełnić. To jakaś bzdura!
„Naprawdę?” Jakbyś była towarem w sklepie? To agresja!
„Gdyby to był horoskop lub test zgodności… ale nie, to tabela ocen”.
„Dlaczego go nie zostawisz?” – zapytała ostro. „Zanim będzie za późno”.
„Nie mów tak” – powiedziała urażona Nadeżda. „Kocham go”.
„Miłość jest zła, będziesz kochać kozę” – prychnęła siostra.
„Dobrze, nie będę cię męczyć” – westchnęła Nadieżda.
„A co dalej?” – zapytała łagodniej Alla.
„Dzisiaj idę do teściowej. Mają jakąś kolację”.
„Za trzy dni będziesz mężatką” – próbowała ją uspokoić siostra.
„Tak, w fartuchu zamiast welonu” – uśmiechnęła się Nadeżda.
„Pa” – pożegnały się.
Nadeżda odłożyła telefon i spojrzała przez okno. Za oknem toczyło się zwykłe życie – ludzie spieszyli się, samochody trąbiły, wiatr wirował opadłymi liśćmi. Miała dziwne uczucie, jakby stała na rozdrożu i wszystko zależało od jednego kroku.
Dokładnie o siódmej wieczorem Nadieżda podeszła do drzwi mieszkania swojej teściowej i zadzwoniła. Vera otworzyła i jej wyraz twarzy natychmiast zmienił się na niezadowolony.
„To ty?” „Co się dzieje?” – zapytała z wyraźnym zaskoczeniem.
„Svetlana Jurievna mnie zaprosiła” – odpowiedziała spokojnie Nadeżda.
Vera zmarszczyła brwi, ale ustąpiła na bok.
Egor wyszedł z pokoju:
„Przyjechałaś w samą porę. Właśnie o tobie rozmawialiśmy”.
„No jasne, rozmawialiście tylko o mnie” – zaśmiała się w duchu Nadeżda.
Weszła do salonu i była nieco zaskoczona – krewni siedzieli przy stole, a na środku stał uroczysty stół.
Teściowa przywitała ją serdecznie:
„To jest Nadeżda, nasza panna młoda”.
„A ty jesteś panną młodą?” – zapytała dziewczyna.
„Tak, tak, panna młoda” – skinęła głową Svetlana Jurievna i zaczęła przedstawiać je gościom: „Ciotka Olya i jej syn, ciotka Tanya, wujek Tolik i jego żona, ciotka Yana. A Veru już znasz”.
Nadeżda uśmiechnęła się grzecznie do wszystkich, a Egor wskazał jej miejsce obok siebie.
Pierwsze minuty minęły na krótkich rozmowach. Goście dyskutowali o sprawach rodzinnych, ktoś opowiadał dowcipy, ktoś przekazywał nowości. Nadeżda kiwała głową i uśmiechała się, choć w środku było jej coraz trudniej.
A potem odezwała się teściowa:
„Olenko, Egor ma wielkie szczęście, że ma taką żonę”.
Słowo „szczęście” wydało się Nadieżdzie dziwne. Ale przezwyciężyła to.
– Nadieżda ma wiele zalet: jest aktywna, ambitna, miła, kulturalna, towarzyska, umie słuchać…
Lista była długa, a Nadeżda czuła, jak jej twarz zastygła. Ale wtedy do rozmowy włączyła się Vera:
– Tak, a także agresywna, wybuchowa, arogancka, samolubna.
– Vera, nie komentuj tego – delikatnie przerwała jej matka. – Każdy ma swoje wady, a Nadeżda już wie, jak sobie z nimi radzić. Przygotowałam listę.
Nadeżda ledwo mogła się uśmiechnąć, zwracając się do swojego narzeczonego:
„Egor, naprawdę chcesz, żeby wszyscy mówili o mnie, jakbym była kandydatką na rozmowę kwalifikacyjną?”.
„Nie, nie martw się”, szepnął. „Wszyscy chcą cię lepiej poznać”.
W międzyczasie Svetlana Jurievna kontynuowała:
„Egor pomoże jej uporać się z takimi wadami, jak drażliwość, osądzanie, duma, beznadziejność, gniew, rozczarowanie…”.
Słowa płynęły strumieniem i Nadeżda nie była już w stanie zrozumieć, czy to kpina, czy naprawdę wierzy, że rozmawia z człowiekiem.
Vera stała tam i uśmiechała się kącikami ust, zadowolona z tego, co się dzieje. Maxim jak zawsze rozebrał Nadeżdę wzrokiem. Goście skinęli głowami na słowa teściowej.
„Duma jest grzechem” – wtrąciła ciotka Olya.
„I nie można krytykować starszych” – dodała ciotka Tanya.
„A kłamstwo jest ogólnie straszne” – stwierdził wujek Tolik.
„Tak, tak” – skinęła głową ciocia Yana. „Szczerość jest podstawą rodziny”.
Sergej, syn cioci Olyi, również zaczął energicznie kiwać głową, jakby jego głowa pracowała automatycznie.
Nadeżda czuła, jak płoną jej policzki. Nie było to wstyd, tylko głęboki wewnętrzny konflikt. Było okropnie być tutaj, gdzie była oddzielona, a Egor milczał.
Zwróciła się do niego:
„Chcesz coś powiedzieć?”
Wzruszył ramionami:
„Mama już mi wszystko powiedziała”.
Nadeżda potrząsnęła głową.
„Dobrze. Więc ja ci powiem.
Nadeżda powoli wstała. Svetlana Jurievna stuknęła widelcem o szklankę, zwracając uwagę gości na swoją narzeczoną.
„Dziękuję, Svetlana Jurievna, za taką… niezwykłą gościnność” – zaczęła Nadeżda, rozglądając się po obecnych.
Vera nie mogła powstrzymać cichego chrapnięcia, ale matka rzuciła jej krótkie spojrzenie.
„Tak, jestem narzeczoną Jegora i wkrótce zostanę jego żoną. Jest, jak wszyscy zapewne są przekonani, wspaniały, idealny – zwłaszcza w oczach swojej matki”.
Teściowa uśmiechnęła się, zadowolona z komplementu. Ale wyraz twarzy Nadeżdy zmienił się dramatycznie:
„A kto dał ci prawo mnie osądzać?”.
Svetlana Jurievna ponownie postukała widelcem o kieliszek, dając Nadeżdzie znak, żeby mówiła ciszej.
„Słuchałam cię spokojnie, kiedy mówiłaś o moich zaletach”, kontynuowała dziewczyna, „teraz twoja kolej, żebyś się zamknęła”.
To „zamknij się” wisiało w powietrzu. Ciotka Olya zadrżała, a ciotka Tanya przycisnęła dłoń do ust.
„Słuchałam twoich drwin. Wczoraj cierpiałam, kiedy twoja córka przeszukiwała moją szafę. Przełknęłam tę idiotyczną listę wymagań, którą sporządziłeś wraz z synem.
Nadeżda zwróciła się do Egora:
„A ty milczysz. Nawet mnie nie kochasz. Właśnie wybrałam jedną z kilku opcji. Z dwóch lub trzech, żeby być dokładną. Wygląda na to, że mam więcej zalet. Ale pytam, co ty możesz zaoferować? Mówię ci, masz siedemdziesiąt pięć procent wad. Jesteś tchórzem, nie potrafisz podjąć decyzji, boisz się konfliktów i bez pytania podporządkowujesz się…
– Wystarczy! – warknęła Svetlana Jurievna i wstała od stołu.
Nadieżda nie dała jej dokończyć:
– To nie wszystko. Nie dałaś mi słowa.
Wujek Tolik zaśmiał się:
– Wygląda na to, że źle policzyłem listy. Panna młoda okazała się osobą z charakterem.
„Cicho!” – warknął Egor.
„A ja nawet nie pozwoliłam ci się odezwać” – odparła Nadieżda i zwróciła się do ciotki Olyi: „Mówisz o idealnym mężu, a sama dwukrotnie wyszłaś za mąż”. Jakie to są ideały?
Jej syn Siergiej roześmiał się, ale szybko zamilkł, zauważając niezadowolone spojrzenie matki.
„Ty też się nie odzywaj” – powiedziała mu Nadieżda. „Jeśli po rozwodzie nie płacisz alimentów, jesteś chciwym tchórzem. Lepiej się nie odzywaj”.
Ciotka Tania spuściła wzrok. Nadieżda nie poddawała się:
„A ty, ciociu Tania. Twój mąż cię opuścił. I ty ośmielasz się mnie osądzać? Naprawdę?
Wujek Tolik otworzył usta, ale Nadie mu przerwała:
– A ty, wujku Tolik, dla kogo jesteś przykładem? Dzieci uciekły od ciebie, żeby cię nie widzieć. A tak przy okazji, śmierdzisz – czuję to aż na drugim końcu stołu.
– Wystarczy! Zawołała moja teściowa. – To za dużo!
„To za dużo?” – zapytała chłodno Nadeżda. „A wcześniej to było w porządku? Nie, jeszcze nie skończyłam.
Zwróciła się do żony wujka:
„Ciociu Yano, właśnie krytykowałaś moją figurę? Masz podwójny podbródek. Nie jesteś najlepszym wzorem do naśladowania.
Zatrzymała się i rozejrzała po pokoju:
„Każdy z was ma tyle grzechów, że wystarczyłoby na tuzin list, które tak starannie sporządził mój przyszły mąż”.
Nadeżda odsunęła krzesło i skierowała się do drzwi.
„Dziękuję za dzisiejszy wieczór. Myślałam, że historia Veriny to bzdura. Że to tylko ciekawostka, przypadek. Ale nie, wy traktujecie to poważnie. Mój narzeczony wybrał kobietę według określonych parametrów. Nazywa się Eugenie. Jeśli nie wiecie, zajrzyjcie do encyklopedii. Dziękuję za gościnność”.
Ani słowa. Weszła do przedpokoju i włożyła buty. Svetlana Jurievna obudziła się pierwsza.
„Biegnij za nią, bo ucieknie!”
Egor wybiegł do drzwi, a drzwi wejściowe zatrzasnęły się. Jego teściowa biegła za nim.
Nadeżda szybko zbiegła po schodach. Z tyłu słychać było kroki – Egor ją doganiał.
„Zaczekaj!” „Zatrzymaj się!” krzyczał. „No dalej, poczekaj! Porozmawiajmy!”
Wybiegł na zewnątrz, gdzie padał deszcz. Ale nie obchodziło go to. Gniew, ból, nienawiść – wszystko połączyło się w jedną całość. Svetlana Jurievna pojawiła się za nim.
„Egor, naprawdę myślisz, że chcę z tobą zostać?” – zapytała Nadeżda, nie odwracając się. „Jesteś tchórzem.
Nie wiesz, czego chcesz. Nie jesteś mężczyzną, jesteś cieniem. Nie potrzebuję cię. Ani jako męża, ani jako człowieka.
Zdjęła pierścionek, który dała mu dwa miesiące temu, i rzuciła mu go pod nogi. Metal uderzył o ziemię i potoczył się do kałuży obok teściowej.
„Ty draniu!” krzyczał Egor.
Svetlana Jurievna podążyła za nim i bez wahania uderzyła Nadeżdę w twarz.
„Jak mogłaś mnie obrazić przed moją rodziną?!”
Nadeżda zesztywniała z szoku, po czym ocknęła się i odepchnęła kobietę. Potknęła się, poślizgnęła na mokrym asfalcie i upadła z hukiem do kałuży.
Egor rzucił się między matkę a Nadeżdę, nie wiedząc, do kogo ma się najpierw zbliżyć.
„Twoje miejsce tam” – powiedziała spokojnie Nadeżda i spojrzała na swoją teściową, która próbowała wstać.
Pierścionek leżał w błocie. Egor i Svetlana Jurievna zaczęli szukać go na kolanach w kałuży. Byli skupieni, jakby nie szukali tylko ozdoby, ale sensu życia.
Nadeżda spojrzała na tę scenę i nagle roześmiała się. Głośno, bez powodu, niemal radośnie. Dwoje dorosłych ludzi czołgało się w kałuży, szukając pierścionka, który nie miał już żadnej wartości.
Odwróciła się i odeszła, nie oglądając się za siebie. Ślub miał być jutro. Ale teraz już nie będzie. Tak właśnie jest.