Piotrek i Monika żyli w spokoju i harmonii przez piętnaście lat. Wszyscy wokół mówili, że byli wzorową parą, idealnie dobraną. Prowadzili zwyczajne życie, wychowywali trójkę dzieci, a w trakcie małżeństwa dorobili się majątku.
Nieszczęście, jak to zwykle bywa, stało się niespodziewanie. Pewnego zimowego dnia para wracała z pracy do domu. Tego dnia drogi były pokryte lodem. Samochód wpadł w poślizg i rozbił się o drzewo. Na pierwszy rzut oka nic poważnego nikomu się nie stało, jedynie zarysowania na samochodzie i połamany zderzak. Ale Monika uderzyła się w głowę.
Na wszelki wypadek pojechali do szpitala. Tam lekarze powiedzieli, że to tylko lekki wstrząs mózgu i nie ma się czym przejmować. Ale następnego ranka, gdy Monika się obudziła i otworzyła oczy, zobaczyła przed sobą ciemność. Po tym zdarzeniu straciła wzrok.
Okazało się, że ośrodek wzrokowy został poważnie uszkodzony, ale zostało to przeoczone. Pomimo, że była pod opieką lekarzy, wszystko się pogarszało. Początkowo para nie traciła nadziei. Piotrek zabierał Monikę do najdroższych szpitali przez prawie pół roku, jednak nie było szans na powrót do zdrowia.
Monika zaakceptowała to, a w końcu nawet przyzwyczaiła się do nieprzeniknionej ciemności. Pewnego ranka obudziła się i zawołała męża, ale nie odpowiadał. Kiedy jej najstarszy syn wrócił ze szkoły, rzucił trochę światła na nagłe zniknięcie ojca. Ojciec zostawił kartkę z informacją, że nie zamierza już mieszkać z niewidomą żoną i że znalazł sobie normalną, zdrową kobietę. Monika usiadła i płakała.
Zaczął się rozwód. Piotrek nie chciał zrezygnować z domu i samochodu, ale sąd stanął po stronie niepełnosprawnej kobiety z trójką małoletnich dzieci. Dom i samochód należał do Moniki i dzieci, Piotrek musiał zadowolić się jedynie działką za miastem. Po rozwodzie Monika mogła liczyć na dużą pomoc ze strony najstarszego syna, który miał wtedy prawie piętnaście lat. Pomagał matce jak tylko mógł i opiekował się młodszym rodzeństwem. Żyli skromnie, ale nie najgorzej, bo rodzice Moniki pomagali im finansowo.
A Piotrek żył z nową kobietą do pewnego czasu. W wieku pięćdziesięciu lat, w wyniku wypadku w pracy Piotr stracił obie nogi. Wtedy ukochana postąpiła z nim tak, jak on wcześniej potraktował swoją żonę. Jako jedyny został sam, bo Monika miała przy sobie kochające dzieci.

