Kiedy Julia się obudziła, z przyzwyczajenia włączyła telewizor. „Pilna wiadomość” – głosiły poranne wiadomości – „Julia Wójtowicz, 26 lat, zaginęła…” Julia wpatrywała się w ekran, było tam jej zdjęcie. Co to, do cholery, jest? Co to za głupi kawał?” – Spokojnie – uspokajała samą siebie – Przede wszystkim muszę zadzwonić i uspokoić mamę. Telefon wyślizgnął się z jej drżących rąk i się rozwalił. „Co do cholery!” – przeklęła Julia i skierowała się w stronę komputera. W tej chwili, jakby specjalnie, w domu wysiadł prąd” – Cholera! Niech to szlag! Cholera!” przeklinała, ubierając się. W pośpiechu wyszła z domu. Na ulicy próbowała zatrzymać taksówkę. Ale nikt się nie zatrzymał, więc pobiegła na przystanek autobusowy.
Musiała jak najszybciej zobaczyć się z matką… Dziewczyna dotarła na przystanek w tym samym czasie, kiedy zbliżał się autobus, na szybie którego zobaczyła swoje zdjęcie z napisem: „Zaginiona” – to jakiś absurd! – pomyślała.
„Przesuń się, chcę wysiąść!”-powiedziała ze złością do chłopaka, który uniemożliwiał jej wysiadanie z pojazdu. Nie zareagował…
Julia dotarła w końcu do mieszkania matki. Dzwoniła dzwonkiem przez kilka minut, ale matka nie odpowiadała. Być może nie było jej w domu. „Marysiu, czy znaleźli już Julkę?”- dobiegł z pierwszego piętra głos sąsiadki, zwracającej się do matki dziewczyny.
– „Byłam na policji”- odpowiedziała matka zmęczonym i smutnym głosem. – „Nadal jej szukają”.
Dziewczyna natychmiast znalazła się obok kobiety. „Mamo, jestem tutaj! Nic mi nie jest. Lecz niestety, matka nie widziała jej. Julia próbowała przytulić matkę, ale jej ciało i ręce przeszły przez nią…
Julia siedziała załamana na schodach. Stało się dla niej jasne, dlaczego nikt jej nie widzi ani nie słyszy. Nie było jej już na tym świecie. A teraz jej duch błąka się po mieście… Do zmroku dziewczyna bezmyślnie włóczyła się po ulicach. Dokąd ona zmierzała, nie wiedziała. Szła, gdzie ją nogi poniosły…
Jej uwagę przykuła rozmowa między dwiema kobietami. – Biedna dziewczyna, została pobita i okradziona. Nawet nie wiemy, jak się nazywa, ale to chyba ta zaginiona dziewczyna z telewizji.
Kobiety weszły do szpitala, a Julia poszła za nimi. – Może ja tu jestem? – pomyślała i zaczęła zaglądać do każdej sali. Wreszcie trafiła na OIOM… Zobaczyła tam dziewczynę podłączoną do aparatury. Była pokryta bandażami i siniakami. Julia z trudem mogła się rozpoznać. Dotknęła nieśmiało swojej głowy. To było jak porażenie prądem. Ignorując ból, objęła ciało obiema rękami… Urządzenia piknęły… „Doktorze! Ona się budzi!” wołały pielęgniarki.
Otworzyła oczy i powiedziała- Jestem Julia… Julia Wójtowicz… Zadzwońcie do mojej mamy.
