Bożena od 5 lat mieszkała sama. Nie miała nowego partnera, nie czuła takiej potrzeby. Mieszkała w mieszkaniu w Warszawie, miała własną firmę i była piękną, niezależną kobietą.
Po śmierci męża, całkowicie wycofała się z życia towarzyskiego. Potem, po jakimś czasie, zaczęła robić karierę w stolicy. Zarabiała niemałe pieniądze i pomagała starszym rodzicom. Żałowała tylko jednego, że nie miała z mężem dziecka i teraz została sama.
Kobieta miała 37 lat. Przygarnęła córkę swojej kuzynki Wiktorii z Piaseczna pod Warszawą. Matka dziewczynki była studentką pierwszego roku studiów zaocznych. Nie dawała sobie rady z obowiązkami macieżyńskimi, pracą i nauką. Ojciec dziecka zostawił ją, gdy była w ciąży.
Wiktoria tłumaczyła się, że to na chwilę. Mała Ania miała już 7 lat, więc jej mama obiecała kuzynce, że może już pomóc jej posprzatać i lecieć po zakupy. Oczywiśćie deklarowała się dawać Bożenie pieniądze na utrzymanie dziecka.
Oczywiście kobieta nie wzięła za dziewczynkę ani grosza. Nie brakowało jej u ciotki niczego, a jej matka miała więcej pieniędzy na własne potrzeby.
Cztery lata później, Wiktoria skończyła studia i zabrała córkę do domu. Bożena była tak przyzwyczajona do małej, że nie mogła znależć sobie miejsca. Zawsze oglądały razem filmy i rozmawiały o ich bohaterach. W weekendy chodziły na zakupy lub do kina. Ania lubiła mieszkać u kuzynki mamy. Szybko przyzwyczaiła się do nowego miejsca zamieszkania, ale musiała wrócić do domu.
Kiedy Wiktoria zabrała swoją córkę od Bożeny, nagle zapomniała o kuzynce. Nie dzwoniła ani nie pisała. Kobieta próbowała do niej dzwonić, ale nikt nie odbierał telefonu.
– Wiktoria wychodzi za mąż, powiedziała jej podczas rozmowy telefonicznej jedna z krewnych. 20 lipca będzie jej wesele. Zaprosili Cię? Jej córka mieszkała u Ciebie tak długo. Powinni byli zadzwonić.
– Nie, nie zadzwonili – powiedziała Bożena.
Kobiecie zrobiło się przykro. Starała się jak mogła, żeby Ania miała wszystko i nie wzięła za to ani grosza. Pokochała bardzo tą małą i chciała wiedzieć, co u nich słychać. Niestety, widocznie już nie była nikomu potrzebna.
Bożena postanowiła pojechać do Piaseczna bez zaproszenia. Myślała, że nie przeżyje braku kontaktu z rodziną.
Kiedy dotarła do rodzinnej miejscowości, poprosiła kierowcę, aby zatrzymał się dwa domy wcześniej. Chciała podejść pod dom Wiktorii po cichu. Dawno jej tu nie było, a wszystko się zmieniło. Nowe plastikowe okna, ogrodzenie, ogród i garaż na dwa samochody. Nowa brama przybrana balonami i bibułą, jak to na weselu. W głebi było słychać muzykę.
Bożena podeszła bliżej domu i nagle zobaczyła ją druga kuzynka Julia. Szybkim krokiem podeszła mówiąc:
– Hej Bożena, dlaczego przyjechałaś tu bez zaproszenia?
– Chyba moje zaproszenie poczta zgubiła. Gdzie jest Wiktoria, chiałam się z nią zobaczyć – odpowiedziała.
– Kto wie! roześmiała się Julia. Są gdzieś na sesji zdjęciowej i czekamy na nich. Gdybyś częściej przyjeżdzała, może zaprosili by Cię na wesele i wiedziałabyś, jak Wiktoria teraz wygląda. Ty jednak jesteś zbyt zajęta w swojej Warszawie! Nawet nie wiedziałaś, że nasza kuzynka wychodzi za mąż, tak się interesujesz swoją rodziną! Wynoś się stąd i nie psuj nam zabawy!
– Rozumiem! Szczęścia i miłości przekaż nowożeńcom. Do widzenia Julio!
Bożena opuściła podwórze, starannie zamykając za sobą bramę.
Będąc już w Piasecznie, zadzwoniła do swojej dawnej przyjaciółki ze szkoły i zapytała, czy może ją odwiedzić.
– Oczywiście, że możecie przyjść! Prawie przygotowałam obiad, mam stół pełen jedzenia!
Odpowiedź kobiety rozweseliła ją.
– Nic nie wiedziałam o ślubie Wiktorii – tłymaczyła się przyjaciółka.
Nie martw się o małą Anię, widziałam ją, ma się dobrze.
Bożena siedziała przy stole przez kilka godzin, słuchając słów wsparcia.
Kobieta jechała z powrotem do Warszawy i w pociągu miała sen, w którym czekała na swoje dziecko. Po przebudzeniu zastanawiała się, gdzie miałaby szukać tego dziecka. Zajść w ciążę i urodzić? Przecież już było dla niej za późno.
Wysiadając z pociągu, wzrok Bożeny padł na duży plakat, przedstawiający dzieci z domu dziecka.
– Dlaczego nie?” – zapytała siebie głośno.
Minęło kilka miesięcy, kobieta siedziała w sierocińcu i patrzyła na jedną dziewczynkę, która wyciągała do niej rękę i cichutko szeptała:
– Czy zostaniesz moją mamą i zabierzesz mnie do domu?
– Pewnie, moja droga, pewnie. Za tydzień tu przyjadę i załatwię wszystkie formalności. Później przyjadę po Ciebie kochanie! Pojedziemy razem do naszego domu!
Tydzień później, mała Ola i jej nowa mama były już w domu. Teraz kobieta ma dla kogo żyć.
