Historia o sąsiadach i soli.
– Mario! – zawołał mężczyzna z korytarza, ledwo przekraczając próg swojego mieszkania. – Chodź tutaj szybko. Mamy sól?
Maria pospieszyła na wezwanie męża.
– Jaką sól?
– Normalną – odparł mężczyzna. – Kuchenną.
– Dlaczego potrzebujesz soli? – kobieta była zaskoczona. – Poplamiłeś spodnie?
– Ja nie potrzebuję soli. To dla sąsiadki.
– Jakiej sąsiadki? – Maria nie zrozumiała.
– Cóż, dla tej, która mieszka w mieszkaniu naprzeciwko.
Maria zrobiła niezrozumiały wyraz twarzy.
– Kto mieszka naprzeciwko?
– Jak to kto? Sąsiadka.
– Ale tam nie mieszka sąsiadka.
– Jak to nie? – mężczyzna był zaskoczony. – Właśnie szedłem, a ona wyjrzała przez drzwi i zapytała czy mam pożyczyć sól. Powiedziałem jej, że zapytam żonę.
– I co ona na to? – Maria była zainteresowana.
– Schowała się za drzwiami.
– Za którymi?
– Za tymi naprzeciwko.
– Dziwne.
– Co jest w tym takiego dziwnego? – mężczyzna wzruszył ramionami. – Człowiek potrzebuje soli. Mamy?
– Tak. Zaniosę ją sama.
– W porządku.
Maria szybko poszła do kuchni, wzięła opakowanie soli i zaczęła dzwonić do mieszkania naprzeciwko. Dzwoniła kilka razy, ale nikt nie odpowiadał.
Musiała wrócić.
Mężczyzna był już wtedy w kuchni i spoglądał, co jest na obiad.
– I jak? Zaniosłaś?
– Próbowałam, ale nikt mi nie otworzył, chociaż dzwoniłam kilka razy. Może pomyliłeś drzwi?
– Sugerujesz, że coś jest nie tak z moją głową? – mężczyzna uśmiechnął się.
– W takim razie dlaczego mi nikt nie otworzył? – Maria odpowiedziała pytaniem na pytanie.
– Rzeczywiście, dziwne – pomyślał mężczyzna. – Może gdzieś wyszła? Przecież na pewno tam była.
– Skąd ona pochodzi? O ile wiem, w mieszkaniu naprzeciwko mieszka samotny mężczyzna.
– Skąd wiesz? – mężczyzna zapytał automatycznie.
Najpierw zapytał, potem opamiętał się, bo głęboki sens jego pytania natychmiast do niego dotarł.
– Przy okazji. Skąd wiesz, że mieszka tam mężczyzna? – powtórzył swoje pytanie innym tonem. – Odwiedzasz go, kiedy jestem w pracy?
Kobieta była zdezorientowana i pospiesznie odpowiedziała:
– Nie. Nie było mnie tam! Naprawdę!
– A skąd wiesz, że nie jest żonaty? Zadzwoniłaś do niego do drzwi i zapytałaś: „Powiedz mi, drogi sąsiedzie, czy masz żonę?”
– O nie! On sam przyszedł i zapytał, czy mamy sól?
– Sól? – mężczyzna był zaskoczony.
– Tak, sól – przytaknęła jego żona. – Znowu sól. Dziwne… I powiedziałam, że mam.
– I?
– Dałam mu sól. Dlatego byłam pewna, że nie jest żonaty, bo każda kobieta w domu zawsze ma zapas soli.
– Tak… To bardzo dziwne… – mężczyzna zacisnął zęby. – Moja żona wie o sąsiedzie więcej niż ja…
I tutaj Maria i jej mąż rozpoczęli prawdziwą sprzeczkę, całe szczęście krótkotrwałą.
Kiedy kobieta, cała we łzach, powiedziała: „Co, wcale mi nie wierzysz?!”, mężczyzna w końcu opamiętał się i niechętnie powiedział:
– Wierzę, wierzę… Ale nadal musimy się tym wszystkim zająć.
Zdecydowanie podszedł do drzwi i zaczął ze złością dzwonić do drzwi naprzeciwko.
Dzwonił długo, ale za drzwiami panowała tylko cisza.
– Na pewno tam była! – wykrzyknął nerwowo mężczyzna. – Zapytała o sól i schowała się za drzwiami!
W tym momencie usłyszał otwierające się drzwi windy, z której wyszła ta sama sąsiadka z paczką soli w rękach.
– Już mam! – jakby nic się nie stało, pokazała paczkę soli. – Pobiegłam do sklepu. Przyszedłeś do mnie, prawda? Przepraszam, że zawracałam Ci głowę – powiedziała do męża Marii. – Pomyślałam, że będę potrzebowała dużo soli, więc lepiej kupić.
– A po co tyle soli? – sąsiad spojrzał na nią podejrzliwie.
– Właśnie. A Twój mąż też ciągle potrzebuje soli – dodała ze złością Maria. – Czemu? A tak przy okazji, czy to Twój mąż, czy kto?
– Oczywiście, że mąż – uśmiechnęła się sąsiadka. – A co do soli… Jest zapalonym rybakiem. Dziś znów do mnie zadzwonił i powiedział, że złowił dużo ryb i mam się przygotować, bo niedługo będzie. A nasza zamrażarka jest mała i jak zwykle skończyła się sól. Przy okazji, może potrzebujecie świeżej ryby? Możemy sprzedać. Tanio, bardzo tanio.
W ten oto sposób na obiad Maria smażyła doradę.
