Przez całe trzy lata, moja siostra Iwona nie przyjeżdżała do naszego miasta. Mówiła, że jest bardzo zajęta, że ma pracę i dziecko. Jednak kiedy dowiedziała się, że mama podarowała mi swój samochód, natychmiast znalazła trochę wolnego czasu. Szybko przyjechała i zaczęła kłócić się o to, że jest traktowana jak wyrodna córka, a tylko ja jestem kochana.
Mam na imię Beata. Jestem trzy lata młodsza od Iwony. Ona ciągle twierdzi, że zniszczyłam jej całe dzieciństwo. Moi rodzice często mówili mi, że siostra od małego była o mnie bardzo zazdrosna.
Twierdziła, że mama i tata kochają mnie bardziej, niż ją. W rzeczywistości tak nie było. Rodzice traktowali nas tak samo. Dawali nam podobne prezenty i karali nas obie, jeśli zrobiłyśmy coś złego.
Iwona uważała, że ja wszystko dostaję lepsze i że rodzice cały czas mnie rozpieszczali, a ją nie. Chociaż w rzeczywistości tak nie było.
Dlatego też nigdy tak naprawdę nie dogadywałyśmy się. Ona zawsze pilnowała, żebym nie dostawała więcej słodyczy i owoców.
Potem wyszła za mąż i przeprowadziła się do innego miasta. Po tym zaczęłyśmy komunikować się jeszcze rzadziej.
Kiedy urodziła dziecko, przestała w ogóle odwiedzać mamę, bo taty już nie było, zmarł na zawał. To mama często odwiedzała Iwonę i pomagała jej przy dziecku. Zawsze zawoziła jej pieniądze i artykuły spożywcze.
– Nie rozumiem, jak oni żyją! Mój zięć zawsze jest bez pracy. Jego matka, też cały czas do nich przychodzi, przynosząc pieniądze i zakupy. Nie wiem jednak, co ona kupuje, bo jak ich odwiedzam, to nie mają zupełnie nic! – powtarzała mi cały czas mama.
Pomagała im przez półtora roku. Potem dziecko podrosło i moja siostra posłała córkę do przedszkola, a sama dostała pracę. Matka rzadko jeździła w odwiedziny, ale nigdy nie przestała jej pomagać.
Ona jednak ciągle narzekała na to, jak im jest ciężko. Nie obchodziło ją, jak radzimy sobie same z mamą.
Pół roku temu, nasza matka wylądowała w szpitalu. Powód był bardzo poważny, miała wylew i rokowania nie były dobre. Zadzwoniłam i powiedziałam o tym Iwonie. Ona mi odpowiedziała:
– Co mogę zrobić? Po co mam przyjeżdżać? Niech lekarze ją leczą, to ich obowiązek!
Powiedziałam, że powinna nam pomóc finansowo, bo trzeba kupić bardzo drogie leki. Ona nic się nie odezwała, wolała zakończyć rozmowę.
Potem zabrałam mamę do domu, była w złym stanie. Lekarze powiedzieli, że powinna wyzdrowieć, ale to wymaga dużo czasu i wysiłku.
Zaczęłam się nią opiekować. Było to bardzo trudne i nikt mi nie pomagał. Teraz jest lepiej, ale nie jest już w stanie zadbać o siebie i być samodzielna.
Szefowa zaproponowała mi pracę w domu, chętnie się zgodziłam, bo inaczej nie miałybyśmy pieniędzy na leki.
Pisałam i dzwoniłam do siostry wiele razy, ale ona udaje, że nie rozumie o co chodzi. Mówi do mnie:
– Moja przełożona nie da mi urlopu, mąż też nie może zostać sam w domu. Nie poradzi sobie!
Po takich wyjaśnieniach, przestałam się z nią kontaktować.
Ostatnio mama postanowiła dać mi w prezencie swój samochód. Bez tego często nim jeździłam, więc dla mnie nie zrobiło to większej różnicy. Matka powiedziała, że już nigdy nie będzie prowadzić, więc auto powinno być zarejestrowane na mnie.
Kiedy Iwona dowiedziała się, że mama zarejestrowała samochód na mnie, strasznie się wściekła. Nagle zostawiła swoją pracę, męża i z dzieckiem na rękach przyjechała do naszego miasta. Udawała, że zajmuje się chorą, choć wcale jej to nie wychodziło.
Minęło kilka dni, aż pewnego dnia wróciłam wcześniej do domu i usłyszałam krzyk mojej siostry:
– Ja też jestem Twoją córką! Ty kochasz tylko Beatę! Mam mnóstwo kłopotów! Nie mam jeszcze nawet własnego mieszkania! Potrzebuję pieniędzy! A Ty dajesz jej samochód! To niesprawiedliwe!
Tak bardzo chciałam przyłożyć mojej siostrze! Zrobiła scenę mamie, która właśnie miała udar. Przez kupę blachy, naraziła ją na duży stres.
– Może już dałaś swojej córeczce własne mieszkanie?! – krzyczała, nie zauważając, że ja już tam byłam i wszystko słyszałam.
Zaciągnęłam Iwonę do drugiego pokoju i kazałam jej się wynosić z mieszkania. Siostra się obraziła, zabrała swoje rzeczy i wyszła. Nawet nie pożegnała się z matką.
Wykasowałam jej numer telefonu. Po tym wszystkim, nie chcę się z nią w ogóle kontaktować. Mam nadzieję, że ma na tyle dobrego wychowania, by nie przychodzić i nie dzwonić już do nas.
W przeciwnym razie, nie odpowiadam za siebie i swoje czyny.
