Mąż wrócił z pracy w złym humorze i od razu skierował się do kuchni. Dzięki Bogu, do tego czasu udało mi się ugotować barszcz. Pokroiłam chleb, cebulę i przypomniałam sobie, że zapomniałam kupić śmietany.
– Sebastian, nie kupiłem kwaśnej śmietany!
Jego spojrzenie stało się tak groźne, że miał ochotę wybuchnąć krzykiem. Zmarszczył czoło, aż brwi złączyły się w pojedynczy pasek. Spojrzał na mnie i zawołał:
– Nie zjem barszczu bez śmietany!
– Już się ubieram i biegnę do sklepu!
Nagle Sebastian zaczął się śmiać:
– Jak to możliwe? Mieszkamy razem tyle lat i nie poznałaś się jeszcze na moich żartach? Twój barszcz jest tak pyszny, że nie potrzeba kwaśnej śmietany.
Uśmiechnęłam się i usiadłam z ulgą obok męża. Myśli natychmiast zabrały mnie do przeszłości, kiedy zrobiłam uroczystą kolację zaraz po ślubie.
Przygotowałam pieczoną rybę i zrobiłam sałatkę. Gdy tylko znalazł jedną kość w swoim kawałku, rzucił naczynie na podłogę i krzyknął:
– Nie zjem tego! Dowiedz się, jak prawidłowo czyścić ryby! Szybko to wszystko posprzątaj i przygotuj coś innego!
Sprzątałam, gotowałam i nawet nie pomyślałam o proteście.
Pomyslałam, że teraz będzie tak samo, ale się pomyliłam. Przekonałam się, że mój mąż, w ciągu lat zmienił się na lepsze.
– Gdzie jedziemy na urlop w tym roku? Sebastian sprowadził mnie na ziemię.
Jakie to cudowne, że nie musimy się kłócić o głupstwa i możemy wspólnie pomyśleć o wakacjach.

