Na początku moje relacje z synową nie układały się dobrze. Ale po jednym incydencie stała się jak moja córka!

Mój mąż Michał i ja mamy dwoje dzieci: najstarszego syna Tomka i młodszą córkę Marysię. Kiedy nasz syn przyprowadził do nas swoją żonę – a naszą synową – przyznam szczerze, że nie bardzo mi się spodobała. W ogóle nie potrafiła nic zrobić w domu i w ogóle nie była przyzwyczajona do pracy. Ja i  mój mąż od dzieciństwa ciężko pracowaliśmy. Nigdy nie rozumiałam, jak kobieta w takim wieku nie potrafi nawet ugotować kartofli, usmażyć omleta czy zrobić prostą sałatkę.

Ale milczałam, bo Ela jest sierotą.

Nasz dom jest duży, więc mój mąż Michał i ja od razu powiedzieliśmy naszemu synowi, że młoda para może z nami zamieszkać, jeśli tylko tego chcą. Bardziej było nam szkoda Tomka niż Eli, ponieważ rozumieliśmy że będą musieli zapłacić za wynajem, a to oznaczało, że to on właśnie będzie musiał ciężej pracować. Marysia bardzo zaprzyjaźniła się z Elą, a kiedy w rozmowach rodzinnych, pod nieobecność synowej, opowiadałam jak bardzo jestem z niej niezadowolona, Marysia zawsze była po stronie Eli.

Nie bardzo mi się to podobało, bo ona, moja własna córka, powinna podzielać moje poglądy, zwłaszcza w takich sprawach.

A potem zaczęłam milczeć, bo okazało się, że moje własne dzieci – i mąż też – w ogóle mnie w tym nie wspierali.  Nie lubiłam wielu rzeczy w mojej synowej, ale nawet nie miałam z kim o tym porozmawiać, bo cała rodzina stała za nią i wszyscy ją kochali.

Niedługo potem jednak Ela zaczęła mnie wspierać: idę do piwnicy – a ona biegnie za mną na pomoc, żeby mi pomóc wnieść ziemniaki na górę. Gotuję rosół  – obiera warzywa, kroi marchewki.

A kiedy wracała ze sklepu z zakupami, to widziałam, że było jej z tym trudno, ale postanowiłam jej nie pomagać –  niech trochę spróbuje, sama się nauczy, bo inaczej będzie miała dwie lewe ręce. Wszystko trzeba było jej pokazywać.

Wtedy też źle stanęła i chyba nadwyrężyła sobie kostkę, a potem cały dzień leżała i trochę kulała, ale nie odezwała się ani słowem, ani razu się nie poskarżyła, tylko cicho powiedziała o wszystkim Tomkowi, kiedy wrócił z pracy.

Najwyraźniej naprawdę trudno jej było chodzić, bo musiał ją zanieść do jej pokoju.

Ela tego wieczoru w ogóle nie wyszła z pokoju. Tej nocy w ogóle nie spałam. Było mi bardzo żal tego dziecka, zrozumiałam, że to też była moja wina, bo gdybym jej wtedy pomogła, wszystko potoczyłoby się inaczej. A ja postanowiłam jej nie pomagać, niczego nie podpowiedziałam ani nie pomogłam, stało się to trochę z mojej winy.

Rano Ela się obudziła i zaczęła przygotowywać śniadanie, widać było, że trudno jej stać, noga i wczorajsza sytuacja dały się jej we znaki.

Wtedy też zaczęłam patrzeć na moją synową innymi oczami. Przez całe życie ​​była sama, ani ojciec, ani matka, nikt się o nią nie troszczył, nie było nikogo, kto by ją czegokolwiek nauczył. Jest mała, krucha, ręce ma takie chude, a wszystko robi bardzo szybko, choć nie wszystko jej się udaje. Pokochałam ją jak własne dziecko, nie potrafię sobie wytłumaczyć, co się we mnie tak diametralnie zmieniło.

Od tego czasu zaczęłam Elę uczyć wszystkiego co sama potrafiłam;

jak coś nie wychodziło to razem z nią śmialiśmy się ze wszystkiego, i wszystko też razem próbowałyśmy naprawiać. Teraz mam już dwie córki i jednego syna.

Nie bez powodu mówi się, że mądra teściowa znajdzie nową córkę, a głupia może stracić syna.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *