Mój tata opuścił nas, kiedy miałem dziesięć lat. Od tamtej pory mama z całych sił starała się zapewnić mi wszystko, tak bym nie czuł się gorszy od moich przyjaciół. Dostawałem różne prezenty, wymarzone buty, których nikt w szkole nie miał i wakacyjne kolonie poza Polską. Ale nie tylko o materialne rzeczy mama dbała, przy każdej możliwej okazji spędzała ze mną czas robiąc różne aktywne rzeczy. Jeździliśmy na basen, przychodziła na każdy mój mecz piłki nożnej, nawet czytaliśmy razem książki.
Dzięki temu wszystkiemu, co dla mnie robiła, nie odczuwałem aż tak mocno braku ojca. Czasem tylko tęskniłem i zastanawiałem się, co robi albo jak żyje mu się z nową rodziną. Najgorsze jednak nadeszło, gdy zacząłem dojrzewać i wszedłem w okres buntu.
Zacząłem obwiniać mamę, że to przez nią tata nas zostawił, choć w głębi serca wcale tak nie myślałem. Później nie wracałem do domu na umówioną godzinę, mimo że mama czekała z kolacją; kłóciłem się z nią tak naprawdę o nic nieznaczące bezdury… Nie wiem, czemu tak robiłem. Kochałem ją, a jednocześnie nie potrafiłem nad tym buntem zapanować, a może też brałem przykład z kolegów. Oni wychowywali się w pełnej rodzinie, mieli ojców, więc myślałem, że tak właśnie powinien zachowywać się młody chłopak – powinien stawiać się rodzicom.
Mamie było bardzo trudno, a mimo to, starała się mnie wychować na porządnego człowieka. Uczyła mnie, że należy być nie tylko życzliwym i uczynnym, ale też należy troszczyć się o siebie wzajemnie i nie przechodzić obok, kiedy drugi człowiek potrzebuje pomocy.
Któregoś dnia poszedłem na wagary i snułem się po zatłoczonym centrum handlowym. Nie miałem ochoty wracać, więc chodziłem bez celu. W pewnym momencie zobaczyłem w roku zapłakaną dziewczynkę, miała może sześć lat. Wszyscy przechodzili obok i nie zwracali uwagi na płaczące dziecko, tak jakby to było normalne. Wtedy przypomniałem sobie słowa mamy, że trzeba pomagać i troszczyć się szczególnie o słabszych, bo to świadczy o sile człowieka. Zacząłem z nią rozmawiać i pytać czemu płacze.
Okazało się, że w trakcie zakupów chciała bawić się w chowanego i uciekła swoim rodzicom. Później zaczęła ich szukać, ale przez to najpewniej zgubiła ich jeszcze bardziej.
Nie zastanawiałem się nawet chwili. W kieszeni miałem drobne, które chciałem oddać starszemu koledze, by dał mi w zamian papierosy. Wyjąłem je i kupiłem obok duże ciastko, które dałem dziewczynce. Później wziąłem ją za małą rączkę i poszliśmy znaleźć pracownika ochrony.
W ciągu następnych pięciu minut dziewczynka trafiła w ramiona przerażonych rodziców, a ja zrozumiałem, że mój bunt nie ma sensu. Pomimo tego, że nie byłem już małym dzieckiem, moja mam martwiła się o mnie równie mocno, jak rodzice tej dziewczynki.
