Andrzej pomyślał o tym, jak słusznie postąpił. Oczywiście, że działał zgodnie ze swoim sercem. Miał prawo do własnego szczęścia. Szkoda tylko, że jego własna matka, nie chciała mu pomóc.
Nadszedł dzień, w którym Andrzej i Luiza wzięli ślub. Spotykali się od pięciu lat, a wszystko przez to, że nie mieli własnego mieszkania. Dziewczyna mieszkała z rodzicami, a chłopak z matką, obydwoje już pracowali.
W końcu Luiza zaszła w ciążę i postanowili się pobrać. Obydwoje byli szczęśliwy, ale wiedzieli też, że życie nie bedzie łatwe. Nie zostali zatwierdzeni do kredytu hipotecznego, ponieważ ich wynagrodzenia były zbyt niskie. Mieli jednak nadzieję, że mogą polegać na bliskich.
Matka Andrzeja miała trudny charakter. Długo nie chciała wypuścić syna. Nie wyobrażała sobie, żeby sie wyprowadził. Już dawno mógł to zrobić, ale matka zawsze mu wmawiała, że bez niej sobie nie poradzi.
Kobieta miała drugie mieszkanie po rodzicach, które wynajmowała. Chłopak pomyslał, że mogliby z Luizą tam zamieszkać.
– Kochanie nie martw się, przekonam mamę. Zlituje się nad nami i powie lokatorom, żeby się wyprowadzili.
Matka jednak nie spieszyła się z wręczeniem młodym kluczy. Syn postanowił porozmawiać ze swoją rodzicielką.
– Mamo, witaj. Chcę z Tobą poważnie porozmawiać. Luiza i ja jesteśmy teraz małżeństwem. Niedługo będziesz miała wnuka. Moja żona jest w piątym miesiącu ciąży. Po urodzeniu dziecka, nie będę w stanie płacić za wynajmowane mieszkanie. Chciałbym zapytać, czy możemy zamieszkać w kawalerce po babci. Jeśli nie, to muszę szukać lepiej płatnej pracy, żeby móc wziąć kredyt hipoteczny i kupić coś własnego.
Synku, ja wszystko rozumiem, ale powinieneś też mnie zrozumieć. Nie konsultowałaś ze mną swojego ślubu, ani zamiaru zostania ojcem, prawda? Sam o wszystkim decydowałeś. Mam do Ciebie żal i nie jestem Ci nic winna. Jeśli założyłeś rodzinę, jesteś zdany na siebie. Nie wygonię swoich lokatorów
Kobieta cały czas patrzyła w telewizor, gdy mówiła do Andrzeja. Dała jasno do zrozumienia, że rozmowa się skończyła. Chłopak wiedział, że nic nie wskóra, była zimna jak głaz. Długo milczał i odszedł. Opowiedział Luizie wszystko, nie miał żadnych pomysłów.
– Nie martw się, coś wymyślimy. – dziewczyna objęła męża ramieniem.
Rodzice Luizy nie mogli im pomóc, byli ubogimi luðźmi, ale traktowali zięcia, jak własnego syna.
Przez kilka miesięcy, młode małżeństwo próbowało zdobyć pokój z kuchnią z odzysku, w swojej gminie. Wreszcie udzielono im pomocy i dostali kawalerkę do remontu. Poprzedniego lokatora wyrzucono, za niepłacenie czynszu. Mieszkanie nie było takie bardzo małe. Od razu zabrali się za remont i wszystko zrobili w nim sami.
– Na pewno będzie nam tu dobrze, wreszcie będziemy u siebie – podsumowała uśmiechnięta Luiza.
Udało im się zdobyć trochę starych mebli, część podarowali im sąsiedzi, którzy byli bardzo dobrymi ludźmi. Po porodzie, wszyscy świętowali narodziny nowego mieszkańca kamienicy.
Andrzej przestał komunikować się z matką. Nie wybaczył jej tego, co zrobiła. Ta kobieta nigdy nie zaakceptowała swojej synowej i też nigdy nie poznała swojego wnuka.
