– Myślałaś, że życie w małżeństwie jest takie różowe i proste? Że będzie wiecznie romantycznie i wielka miłość zapanuje na wieki? – Powtarzała moja teściowa, żeby mi dokuczać.
Od razu zaznaczam, że nikt nie żądał od mojego męża kwiatów, czy prezentów. Przynajmniej by mnie szanował, pomagał mi i dbał o mnie. Nic z tego jednak nie było. Adam miał charakter swojej matki, zimny i bez uczuć.
Nie byłam młodą kobietą, kiedy wyszła za mąż, miałam prawie 30 lat. Mąż jest trochę starszy. Był w związku z dziewczyną przede mną, wynajmował mieszkanie. Zostawiła go i wtedy poznał mnie.
Miałam swoje dwa pokoje z kuchnią. Rodzice pomogli mi pójść na studia, więc zaczęłam zarabiać na mieszkanie. Babcie pomagały, ja oszczędzałam. Dobrałam kredyt i kupiłam swoje wymarzone gniazdko. Później spłaciłam swoje długi i wyszłam za mąż za Adama.
Mieszkaliśmy w moim mieszkaniu. Nie wymagało remontu, bo był już zrobiony. Mój mąż bardzo chciał mieć samochód i zaproponował sprzedać mieszkanie i kupić mniejsze. Nie zamierzałam tego zrobić, myślałam, że będziemy ciężko pracować i odkładać pieniądze. Powiedziałam mu, że posiadanie jednego pokoju nie wchodzi w grę. Zaproponowałam wzięcie kredytu, aby kupić jakiś pojazd, nie miał nic przeciwko temu. Pracowałam na pełnym etacie w szkole. Zarabiałam dodatkowe pieniądze na prywatnych lekcjach. Adam zaczął szukać pracy, ale na pół etatu. Po prostu nie chciał się zbytnio przemęczać.
Zła byłam na męża, chciałam, żeby poszukał jakiejś normalnej, pełnoetatowej pracy. Sama nie mogłam zarobić na wszystko, mimo, że pracowałam dodatkowo.
– Gdzie mój syn ma nagle znaleźć pracę? Chyba nie chcesz, żeby rozładowywał wagony? – broniła go matka.
– Dlaczego nie sprzedacie tego mieszkania? Rodziny z dziećmi mieszkają w dużo mniejszych lokalach.
Mój mąż bardzo mnie denerwował. Nie dosyć, że nie chciał normalnie pracować, to jeszcze nic nie robił w domu. Nawet nie posprzątał po sobie, po posiłku wstawał od stołu i szedł do swojego pokoju, aby usiąść przed telewizorem.
– Adam, ja pracuję prawie na dwa etaty, jestem zmęczona, dlaczego mi nie pomożesz?
– Oczywiście, zaraz to zrobię – odpowiadał za każdym razem, a potem szedł spać.
Naczynia były w zlewie, musiałam umyć je sama i tak codziennie to samo. Rano wstawał i mówił, że mu nie przypomniałam. Prosił jeszcze, żebym nie kłóciła się o drobiazgi.
To było tak, jakbym była jego służącą. Nawet swoich brudnych ubrań nie zaniósł do łazienki. Musiałam to znosić i przeklinać, a potem zbuntowałam się i wyrzuciłam jego brudną bieliznę do kosza.
Kupiłaś to za swoje pieniądze? – krzyknął i wrzucił brudne rzeczy do pralki.
Po tym zdarzeniu, zrezygnował z szukania pracy. Byliśmy wtedy małżeństwem od pół roku.
– Muszę dbać o swoje zdrowie, a jak mam coś zrobić w domu, to nie mogę pracować – powiedział spokojnie.
Adam już został w domu na dobre, miałam nadzieję, że coś mi pomoże.
Tymczasem usiadł, wypił kawę i położył się przed telewizorem, tak wyglądał każdy jego dzień. Ja musiałam cały czas gotować, robić zakupy, sprzątać. Nawet nie wytarł okruchów ze stołu, które naśmiecił.
– Czy zrobiłaś mi coś na kolację?Jeżeli nie, to zrób szybko, bo jestem głodny!
Nie umiał nawet rozmawiać ze mną na inne tematy, niż jedzenie. Nie obchodziło go, że jestem zmęczona, że nie mam czasu. Jedyne co robił przez cały dzień to siedział i jadł.
Skończyło się na tym, że poskarżył się na mnie swojej matce.
– Postanowiłaś znęcać się nad moim synem? On nie ma zdrowia, żeby pracować, powinnaś dać mu spokój. Każesz mu sprzątać i gotować, a wiesz jak boli go kręgosłu, jesteś bez serca!
Moja cierpliwość się skończyła i zaczęłam krzyczeć:
– Jeżeli nie znajdziesz pracy w ciągu dwóch tygodni, masz się wyprowadzić z mojego mieszkania!
– Więc może wyjadę już teraz! – Powiedział. Myślał, że się przestraszę i go zatrzymam, ale nic z tego.
– Nikt Cię nie zatrzymuje, torba jest w szafie!
Zaczął się pakować, zostawił tylko brudne rzeczy w pralce.
– Odbiorę je, gdy będą czyste.
Chwyciłam torbę, włożyłam do niej brudne ubrania, nie będe prała jego ciuchów.
Po wyjściu mojego męża, szybko przeszłam się po mieszkaniu, zebrałam to, czego zapomniał i wyrzuciłam przez balkon. Tego samego dnia wezwałam ślusarza, aby zmienił zamki. Natychmiast przyjechała jego matka i zaczęła robić mi wyrzuty:
– Coś Ty myślała, że mój syn będzie Cię we wszystkim wyręczał?! Nie na tym polega małżeństwo!
– Uważam, że należy sobie pomagać. Szczególnie, gdy tylko jedna osoba pracuje. Ja nie jestem niczyją służącą – powiedziałam.
Nie pozwoliłam jej przejść dalej, niż do progu i znowu zaczęła:
– Adam ciągle skarżył się na Ciebie, że jesteś złą gospodynią. Nawet ubrań mu nie wyprałaś, buty też ma niewyczyszczone. To tak dbasz o męża?!
Nie miałam jej nic do powiedzenia. Roześmiałam się tylko i wyrzuciłam ją z domu. Co za dziwacy!
Mieszkaliśmy razem przez prawie rok. Rozwiedliśmy się w rocznicę ślubu. Dobrze, że od razu pokazał swoje prawdziwe oblicze, a nie jak przyszły dzieci.
